Przejażdżka po okolicach gmin: Pobiedziska, Kostrzyn i Nekla. Chciałoby się więcej pokręcić, ale czekał mnie obiad do ugotowania, więc te 2h musiały mi dziś wystarczyć na rower. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo obiadek wyszedł smaczniutki :-) Jeśli o jazdę chodzi, to znów dziś wiał ten upierdliwy wiatr i odbierał radość z kręcenia, ale było jakby troszkę cieplej niż ostatnio, a za wiatrem to nawet bardzo ciepło, dlatego nie będę narzekał.
trasa: ździsie: Ścieżka przy "jeziorach babskich" w Jeziercach (gm.Pobiedziska).
Krótki postój nad Jeziorem Ósemka.
Lasy Czerniejewskie
Na S5 większość pojazdów to ciężarówki. To chyba efekt pandemii.
Szutrowa droga Czachurki - Gołuń (gm.Pobiedziska).
Sarny na polu we Wsi Polskiej (gm.Pobiedziska).
Ulica Czerniejewska w Pobiedziskach.
Przy budowie popularnego dyskontu w Pobiedziskach praca wre.
EP07 w Pobiedziskach
Komentarze (9)
No i pięknie pokręcone.... dwie godzinki a ile frajdy...:)))
U mnie dzisiaj już wiatr był słaby i jeździło się bardzo fajnie a jeździłem po podobnych leśnych ścieżkach ;). Co do S5, to na A4 też pustki biorąc pod uwagę osobówki, tirów jak zwykle pełno.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017