Mam urlop i postanowiłem pokręcić sobie po Puszczy Zielonce solo (tak dla bezpieczeństwa). W niedzielę był wschodni fyrtel, zatem dziś padło na zachód. Przejeżdżając wszerz parku, dojechałem do Murowanej Gośliny, gdzie zresztą dawno mnie nie było. Piękna dziś pogoda była, jeno ten wschodni wicher przeszkadzał mi na powrocie. Na szczęście słonko w pełnej krasie nastrajało pozytywnie, a i na dobre oświetlenie podczas robienia zdjęć mogłem liczyć. Z mniejszych niedogodności, oprócz oczywiście czołowego wiatru to trochę za dużo powietrza nadygałem do opon (2,5 bar) i po dłuższym czasie podskakiwania na byle gałązce, zaczęła mnie boleć dupa, więc mogę posłużyć radą - jak jedziesz w teren, to 2 bar wystarczy. A tak poza tym, to jeździło się całkiem spoko.
No i na koniec z ciekawostek, powiem że zdziwił mnie kolor wody w Jeziorze Miejskim w Okońcu tzw. Floryda, ponieważ od kiedy pamiętam woda w tym jeziorku niezależnie od pory roku, była bardzo czysta, wręcz sprawiała wrażenie turkusowej, a dziś miała barwę brunatno - rdzawą.
trasa: ździesie: zakład farmaceutyczny w Murowanej Goślinie
Rynek w Murowanej Goślinie
gdzieś w puszczy
Kajakarze nad Jeziorem Miejskim w Okońcu w PK Puszcza Zielonka (gm.Murowana Goślina).
Brunatna barwa wody w Jeziorze Miejskim.
tańczące sosny
Pławno - Tuczno
Droga przez bór sosnowy w okolicy Tuczna.
Jezioro Jerzyńskie
bażant
Popołudniowa drzemka saren.
To ta sama rodzinka co powyżej, tylko z innej strony.
Huta szkła w Pobiedziskach. Czy tylko mi kojarzy się ona z Czarnobylem?
Pozdrower :-)
Komentarze (8)
Piękne jeziorko na orzeźwiającą kąpiel , pozdrawiam
Podobne spostrzeżenia co do tego wiatru dzisiaj miałem. W terenie faktycznie nie ma co ładować więcej jak 2 bary. Ja dziś nadygałem blisko 8, ale to w oponach szosowych :D
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017