Podobnie jak wczoraj pojechałem do pracy rowerem. Rano nie żeby zimno, ale tak jakoś chłodno było około 5*C, a po południu prawie 20*C, więc spora rozbieżność, ale na szczęście mam spory worek do ciuchów na plecach. Gdzieś tam na powrocie, w pewnym miejscu zaczaiła się na mnie jedna taka rowerzystka i jak już dopadła, to do samego domu mnie odprowadziła, zachowując oczywiście bezpieczny dystans. Po przekroczeniu progu domu mogliśmy się sobie przyjrzeć nieco bliżej dopiero :-)
ździsie: Mig 21 w Ligowcu (gm.Swarzędz).
EP07 przejeżdża przez stację w Ligowcu (gm.Swarzędz).
Komentarze (6)
Eeee przesadzacie. Może to i absurd, ale przecież służby nie wiedzą, czy ludzie których akurat widzą na ulicy to para, czy tylko znajomi. To mają teraz każdą dwójkę ludzi pytać, czy są parą? I co na dowód mają się pocałować? ;) Nierealne. Niestety te zakazy mają taką specyfikę. A co do lasów - mogli trochę łagodniej to zrobić, np.: można być w lesie w dni robocze (w weekendy zakaz!) i wyłącznie w pojedynkę. To by wykosiło te wszystkie weekendowe najazdy mieszczuchów, a pozostawiło furtkę samotnym spacerowiczom i dojazdom do pracy.
Fajne to zdjęcie ciopongu..Najważniejsze że dwa metry byłym choć już się coś przebąkuje o 4 czy nawet 8 metrach dla przechodniów, a rowerzyści nawet 10 czy 20 m :)
Hehe, dobrze, że zgodnie z linią partii jesteście świadomi, że mieszkając razem nie stanowicie dla siebie zagrożenia, ale już w środku lasu owszem :) Logika? E tam, po co :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017