Dziś dwuczęściowa jazda. Najpierw do i z pracy okrężną drogą. Po przyjeździe z pracy zrobiłem sobie dobry obiad i dalej na rower, tylko tym razem w towarzystwie taty, który z chęcią dołączył się do mnie i przejechaliśmy się nad Jezioro Kowalskie. Dużym plusem była dziś pogoda i to właśnie ona tak motywowała do jazdy - stąd tyle kilometrów. Chcę więcej takich wypadów w dni robocze :-)
ździsie: Podczas dojazdu do pracy, przed ósmą rano robi się widno...Droga Kicin - Janikowo
Podczas powrotu z pracy, ok. siedemnastej po południu robi się ciemno, ale dni coraz dłuższe. Widok na Poznań - Karolin z Bogucina.
A to ja z tatą, podczas wieczornego kręcenia po okolicy.
Jazda rowerem do pracy i z powrotem i oczywiście jak to ostatnio u mnie bywa - okrężna drogą. Rano jazda w deszczu i pod wiatr, a z powrotem już z wiatrem w plecy, ale nadal niestety w deszczu... Z pewnej górki w Janikowie, wycisnąłem niczym lawina 50km/h. ale nawet fajnie się złożyło, bo jechałem dziś GT Avalanche - a to zobowiązuje :-) To by w sumie było tyle, jeśli chodzi o dzisiejszą jazdę.
Z innej zaś beczki, to kupiłem dziś nowiuśki napęd do zimowego Felta, którego jak wczoraj pisałem, zajechałem na amen. Na wymianę czeka łańcuch + spinka, wolnobieg i korba, która tym razem ma 44 zęby na blacie. Sprzęt dla zimówki jest "budżetowy" ale przejeździłem na niemal identycznym ok.5tys. km. więc z tym nie powinno być gorzej. A co najważniejsze, to za cały ten komplecik zapłaciłem 160 złociszków :-) Tak do porównania podam, że w moim głównym rowerze tyle kosztują 3 koronki do kasety, albo 2 do korby, ale to już zupełnie inna bajka.
Napęd do zimówki: - łańcuch shimano hg40 + spinka shimano - wolnobieg shimano - korba SR Suntour XCR
Wyjazd typowo niedzielny, czyli bez forsowania tempa i po asfalcie. Przejechałem dziś przez 3 gminy: Swarzędz, Kostrzyn Wlkp. i Pobiedziska. Jechałem mało uczęszczanymi, wąskimi asfaltami, unikałem ruchu i większość trasy miałem wiatr w plecy, co bardzo pomagało w jeździe. Pogoda nawet do wytrzymania, choć ostatnie 20km. od Pobiedzisk to lekko nie było, gdyż jechałem typowo pod wiatr i z chmur sypnęło czymś w rodzaju gradu z deszczem. Jedyną rzeczą, która permanentnie uprzykrzała mi jazdę, to przeskakujący łańcuch po zębatkach, które już kompletnie odmówiły współpracy wycierając się po ok.5tys. kilometrów na igiełki. Czeka mnie wymiana całego napędu w zimówce....
Wracając z Pobiedzisk pod wspomniane wietrzysko i grad, na horyzoncie zauważyłem czerwoną kurtkę na rowerze.....zbliżam się, patrzę a to Darek! Fajnie się złożyło, bo miałem super towarzystwo w najcięższym odcinku wycieczki, dlatego droga powrotna przeminęła bardzo szybko i praktycznie bez zmęczenia. Dzięki Darek za kilkanaście miłych kilometrów razem i wstawiam zdjęcie, na którym właśnie konsumowałeś czekoladę i stąd ta sznupa :-)))
Nie chce mi się już pisać, dlatego wstawiam mapkę i zdjęcia (ździsie), a one dopowiedzą całą resztę.
ździsie: Łowęcin - Paczkowo
Łowęcin - Paczkowo.........jak tu przejechać?
Sokolniki - Kostrzyn
Z pozdrowieniami dla mieszkańców Iwna
Droga do Buszkówca w Gminie Kostrzyn Wlkp.
Okolice Buszkówca
Koniki w Buszkówcu (a w oknie obserwator)
Sarny
Bagna w Parku Krajobrazowym Promno
Jedna z dróg w Parku Krajobrazowym Promno
Darek wszamający czekoladę....ponoć mu smakowała :-)
Żeby nie było, iż jadę dziś tylko po kilometry, za pośredni cel obrałem sobie Jezioro Głębokie, leżące w Lednickim Parku Krajobrazowym i zarazem nieopodal wsi o tej samej nazwie. Za cel bezpośredni ubzdurałem sobie przejechanie dziś 50km. - ot tak.
Do jeziora jechałem w tak mocno zacinającym deszczu, że nic nie widziałem, oprócz może kropel wody spadających na mnie z każdej strony. Jednak na szczęście dobrze się ubrałem i w sumie tylko dupa mi przemokła (brak błotników). Po dojechaniu do celu, kilka fotek i nawrót tą samą drogą, która dała mi nieźle w kość. Silny wiatr wiejący w czoło, ograniczył moją prędkość do max. 17km/h, do tego chlapiąca się zewsząd woda i zgrzytające kamienie między zębami...ale jakoś tak jest, że jazda sprawiała mi wiele przyjemności i niczym się nie zrażałem. Spotkałem po drodze nawet kilku bikerów - świry! :-)))
Wypad choć przebiegający w ogólnie uznanych przez rowerzystów warunkach pogodowych jako złe, sprawił mi dziś nawet przyjemność i lekką satysfakcję, bo przecież wszystkie cele na dzień zrealizowałem.
Trasa: Wierzonka - Karłowice - Tuczno - Stęszewko - Wronczyn - Krześlice - Pomarzanki - Łagiewniki - Sroczyn - Berkowo - Głębokie i z powrotem przez te same wioski...........
Zdecydowanie jednak zdjęć nie chciało mi się cykać, bo ogólnie szarość, deszcz i nieprzyjemnie. Kciuk miał być w dół, ale jakoś tak odruchowo wyszło do góry :-)
Dojazd do pracy przebiegał trasą nieco bardziej okrężną, aby zażyć roweru kiedy jest widno, bo jak wracam to Słońce dawno jest już na innej półkuli.... Oprócz stanu widoczności w dojeździe i powrocie, zmianie uległa także temperatura, kiedy rano było -4, a wieczorem ok.0, no i śnieg którego spadło jakieś 2cm.
Ale przyjemny trip dziś wyszedł. Duża zasługa mojego taty i Darka, którzy mi dziś towarzyszyli, a nie powiem - dziś towarzystwo było mi jak najbardziej wskazane, bo widokami z tak ładnej trasy fajnie się podzielić. Wykorzystując niemal bezchmurne niebo, wyjechaliśmy już od rana i pokierowaliśmy się do zachodniego odcinka Nadwarciańskiego Szlaku Rowerowego, zwiedzając jego fragment. Pięknie się dziś ścieżki prezentowały - Słońce w pełnej krasie, lekki mrozik utwardził błoto, a w niektórych miejscach pokrył delikatnie lodem, także gdzieniegdzie było ślisko i niebezpiecznie, ale jechaliśmy ostrożnie i obyło się bez fikołków.
Po objechaniu dawno przeze mnie nie odwiedzanych terenów przy rzece Warcie, pokierowaliśmy się do PK Puszcza Zielonka i gdzieś tam w jego czeluściach zrobiliśmy sobie przerwę na coś ciepłego z termosu. Potem po wjeździe do zaciemnionego lasu, kiedy Słońce schowane było już za drzewami, poczuliśmy wszyscy przeszywające zimno. Na szczęście wszyscy do domów mieliśmy już niedaleko i po zrobieniu pamiątkowej foty przy sporym głazie w Pławnie, rozjechaliśmy się każdy w swoje strony.
Jazda upływała pod znakiem miłego towarzystwa i fajnej pogaduchy, bez spiny, tylko napawanie się pięknym styczniem. Jedyne co mnie denerwowało to przeskakiwanie łańcucha w mojej zimówce przy mocniejszym depnięciu, co jest znakiem że napęd w niej woła o wymianę :-) Dzięki wielkie Darek żeś się rano ze mną skontaktował i mogliśmy razem pokręcić - polecam się na przyszłość :-)))
Co tu będę dużo gadał, zapraszam z zapoznaniem się z trasą na mapce i galerią:
ździsie:
Dzisiejsza ekipa: Darek, Grigori i jego ojciec Krzychu :-)
Mielno - Owińska
Po nocy przywitał na szron
Ogromna topola osika w owińskim parku
Warta płynąca przez Promnice
Duże psy? Nie....to chyba konie....kucyki....
Zbliżając się do Warty, coraz więcej szronu na polach.
Rozmów końca nie widać :-)
Lepszy lód od błota.
Widoki okolic doliny Warty
Warta u przystani kajakowej Binduga nieopodal Mściszewa.
Warta
Malownicze tereny w okolicy Mściszewa
Ten podjazd troszkę na wymęczył...
Trojanowo
Trochę meandrowaliśmy tez po drogach serwisowych (dla traktorów) przy obwodnicy Murowanej Gośliny.
Milusiński piesek w Boduszewie
Nisko zawieszone Słońce raziło po gałach, ale ja to lubię.
Sikora uboga na deser - choć słabo wyszło zdjęcie....
Na koniec pozdrowienia dla Mariusza, Michała i Eryka, którzy mnie dziś pozdrawiali po drodze :-)
Zwyczajny "pracowy" wyjazd. Rano jechałem w obfitym opadzie śniegu, a gdy wracałem na niebie świecił Księżyc w pełni i w jego towarzystwie jakieś takie sporej wielkości ciało niebieskie...nie mam pewności czy to gwiazda, ale śmiem sądzić że może być to jakaś planeta z układu słonecznego, a najprawdopodobniej to Jowisz...bo nie mrugała i po zabawie w programie graficznym widać 2 jego księżyce! No i nie przypominam sobie, aby w bezpośredniej bliskości Księżyca wisiała tak wielka gwiazda. Zawsze interesowałem się astronomią :-)
ździsie: Sypiący śnieg
Mój wieczorny towarzysz - Księżyc w pełni
A oto rzekomy Jowisz....niestety z kompaktu nic specjalnego zobaczyć się nie da...
Dziś czułem się jakbym odbył wycieczkę w dwóch zupełnie innych strefach klimatycznych, bo............jadąc przez Gminę Swarzędz, Słońce świeciło pełnym blaskiem dając ciepełko, wiatr dmuchał w plecy z taką siłą, że bez żadnego problemu rower sunął 40km/h, a po wjechaniu do stolicy Gminy Kostrzyn Wielkopolski zrobiło się coś zupełnie odwrotnego, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle zrobiło się ciemno, wiatr się wzmógł i posypał się tak potwornie zacinający śnieg, grad.....sam nie wiem co, ale jak uderzało w poliki to aż bolało. Nic nie widziałem i przez chwilę zwątpiłem myśląc, że jak to się szybko nie skończy, to do domu nie dojadę - a zostało mi jakieś 30km. Po około 20 minutach nawałnica ustała. Pozostawiła po sobie mokre drogi i zdziwienie na mojej twarzy, ale także powrót chęci do jazdy, bo Słońce znów wyszło zza tego potężnego frontu atmosferycznego. Został tylko silny wiatr, który już do samego końca spowalniał mnie do prędkości 16km/h a każda próba przyspieszenia kończyła się rozlaniem kwasu mlekowego w nogach.
Tak mi się "spodobał" wiatr wiejący z ogromną siłą z zachodu, że tak jak wczoraj w nocy postanowiłem stawić mu czoła jadąc do Poznania, aby z powrotem mieć lekko z wiatrem w plecy. Słowo lekko pogrubiłem celowo, ale to później. No właśnie - do Poznania, którego gdybym tylko posiadał jakieś nadprzyrodzone siły, przesunąłbym w pizdu gdzieś indziej...bo miasto choć nie duże (w skali europejskiej) rozlewa się na sporym obszarze i skutecznie "zasłania" mi jazdę na zachód hałasem, torami, drogami, samochodami, sygnalizacjami i innymi miejskimi "wkurzaczami". Mało jeżdżę rowerem w tamte rewiry, bo przedostanie się przez miasto nie jest wygodne i bezpieczne, a ciekawią mnie bardzo wioski i wioseczki po zachodniej stronie....
Wracając do pogrubionego słowa powyżej, to sprawa ma się tak - w planowaniu trasy powrotu z wiatrem, trzeba się kierować analogią, że "na zakupy nigdy nie jeździ się głodnym" bo rzecz jasna więcej się wtedy kupi :-) Ileż człowiek ma siły i pomysłów wyjeżdżając z domu z pełnym zbiornikiem energii - mógłbym zajechać nawet do Kanady. Mój zbiornik opróżnił się niestety w Poznaniu i podczas powrotu nawet wiatr w plecy nie pomagał, bo opadłem kompletnie z sił (energia zużyta na jazdę pod wiatr) na dodatek wybrałem odcinek terenowy przez Dziewiczą Górę, a na leśnych drogach koła topią się w błocie.
Mimo wszystko jakoś się jechało, a dawno nie byłem rowerem w Poznaniu więc zaliczam ten wypad do tych z gatunku "zaspokajaczy ciekawości" a endorfiny podskoczyły całkiem wysoko i dzień na pewno stracony nie jest. City to nie jest moje naturalne środowisko, więc i ździsiów nie robiłem za wiele.
ździsie:
Widok znad Jeziora Maltańskiego na fragment Starego Miasta w Poznaniu.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017