Jazda rowerem do pracy i z powrotem i oczywiście jak to ostatnio u mnie bywa - okrężna drogą. Rano jazda w deszczu i pod wiatr, a z powrotem już z wiatrem w plecy, ale nadal niestety w deszczu... Z pewnej górki w Janikowie, wycisnąłem niczym lawina 50km/h. ale nawet fajnie się złożyło, bo jechałem dziś GT Avalanche - a to zobowiązuje :-) To by w sumie było tyle, jeśli chodzi o dzisiejszą jazdę.
Z innej zaś beczki, to kupiłem dziś nowiuśki napęd do zimowego Felta, którego jak wczoraj pisałem, zajechałem na amen. Na wymianę czeka łańcuch + spinka, wolnobieg i korba, która tym razem ma 44 zęby na blacie. Sprzęt dla zimówki jest "budżetowy" ale przejeździłem na niemal identycznym ok.5tys. km. więc z tym nie powinno być gorzej. A co najważniejsze, to za cały ten komplecik zapłaciłem 160 złociszków :-) Tak do porównania podam, że w moim głównym rowerze tyle kosztują 3 koronki do kasety, albo 2 do korby, ale to już zupełnie inna bajka.
Napęd do zimówki: - łańcuch shimano hg40 + spinka shimano - wolnobieg shimano - korba SR Suntour XCR
Komentarze (8)
Trollking - Właśnie dlatego wymieniłem, bo łańcuch sam spadał :-) Kot - To ten krótki zjazd od Agromy do Rzeki Głównej w Janikowie.... Sebek - Tak muszę wymienić i korbę, bo środkowa tarcza była już zupełnie wypiłowana... zarazek - Chciałbym :-) micor - Z tego co pamiętam, to Ty masz większe pierdolnięcie, a w szczególności na podjazdach. rmk - Czasem nie warto pakować większej kasy w napęd, szczególnie kiedy ma się rower zimowy, tak jak w moim przypadku...
Ja wytrwale ciągnę napęd do wiosny. To, że on jeszcze jeździ to temat na rozprawę naukową ;) Na następną zimę kupię coś po kosztach innej opcji nie ma :)
Ja wytrwale ciągnę napęd do wiosny. To, że on jeszcze jeździ to temat na rozprawę naukową ;) Na następną zimę kupię coś po kosztach innej opcji nie ma :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017