Dziś czułem się jakbym odbył wycieczkę w dwóch zupełnie innych strefach klimatycznych, bo............jadąc przez Gminę Swarzędz, Słońce świeciło pełnym blaskiem dając ciepełko, wiatr dmuchał w plecy z taką siłą, że bez żadnego problemu rower sunął 40km/h, a po wjechaniu do stolicy Gminy Kostrzyn Wielkopolski zrobiło się coś zupełnie odwrotnego, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle zrobiło się ciemno, wiatr się wzmógł i posypał się tak potwornie zacinający śnieg, grad.....sam nie wiem co, ale jak uderzało w poliki to aż bolało. Nic nie widziałem i przez chwilę zwątpiłem myśląc, że jak to się szybko nie skończy, to do domu nie dojadę - a zostało mi jakieś 30km. Po około 20 minutach nawałnica ustała. Pozostawiła po sobie mokre drogi i zdziwienie na mojej twarzy, ale także powrót chęci do jazdy, bo Słońce znów wyszło zza tego potężnego frontu atmosferycznego. Został tylko silny wiatr, który już do samego końca spowalniał mnie do prędkości 16km/h a każda próba przyspieszenia kończyła się rozlaniem kwasu mlekowego w nogach.
Brama Cechowa w Kostrzynie Wlkp. Jej cechą jest to, że przed wjazdem świeci Słońce, a po wyjeździe z niej pada śnieg :-)
Upssss! Zaraz coś jebnie z nieba!
No i się zaczęło - śnieżna nawałnica!
Po niedługim czasie cały front atmosferyczny popłynął dalej.
Dziewicza Góra widziana z Puszczykowa Zaborze (ok.25km. w linii prostej, przy zoomie 18x)
Jankowo - taki tam widoczek po drodze.
Jerzykowo - ptaki na wzburzonej wodzie
Jezioro Kowalskie - piękny widok na wzburzoną wodę sprzed drogi Jerzykowo - Kowalskie.
Wierzonka - my tez mamy swoja wieżę Eiffla :-)
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających :-)
Komentarze (12)
Jurek - Hehe dziś bycie świrem daje chyba tylko same korzyści :-) Rolnik90 - Bez przesady, w zeszłym roku w styczniu wykręciłem tysiaka, a potem już było tylko gorzej. Nie chwalę dnia przed zachodem Słońca i liczę też na to, że nie jest to słomiany zapał :-) Ale dzięki za miłe słowo. Waza - Haha eh ten nasz poznański Giewont ;-) małe, a cieszy :-) Seba - Prawdziwego mężczyznę, poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna, a sądząc po dobrym moim starcie i reszcie zeszłego roku na rowerze to pizda ze mnie nie chłop...oby w tym roku było lepiej :-)
Mnie nie chciało się w taka pogodę pedałować. I by nie mieć zbyt dużych wyrzutów sumienia, to byłem pobiegać.A tak na marginesie, to ładnie rok zaczynasz.
Kurde, w dobrym momencie przez tę bramę przejechałeś i zafundowałeś mi tylko namiastkę tego gnoju, który nagle rozkwitł :) resztę już na szczęście obserwowałem przy śniadanku przez okno.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017