Dojazd do Poznania nad Jezioro Maltańskie, w celu zrobienia dwóch okrążeń wokół jeziora. Na maltańskich ścieżkach duży ruch, bo pogoda dziś była idealna do aktywności. Najbardziej podobały mi się samice na rolkach ;-)
Kiedyś pracowałem w firmie, do której dojeżdżałem rowerem i miałem zawsze godzinkę przerwy, więc - na Maltę. Rzygałem już tymi kółkami. Może jestem spaczony :)
Co do walki z walką z "szowinizmem" to zawsze się polecam :) lubię te klimaty, wesoło jest :)
Trollking - Moim zdaniem Malta to ładne miejsce w Poznaniu i dla miejscowych biegaczy to spoko miejsce do biegania. Do jazdy rowerem już nie jest tak fajnie, chyba że ktoś lubi jeździć w kółko :-) Poza tym dla mnie dobrze jest pojechać sobie tam, ot tak w ramach odskoczni i urozmaicenia trasy i popatrzeć na.......i końcówkę tego zdania zostawię dla siebie, żeby nie zajeżdżać buractwem :-) Maniek, Sebek, Mateusz - idąc tropem Anetki jesteście wszyscy zboczonymi, szowinistycznymi świniami i w dodatku pijakami :-) Ale spoko - nie jesteście sami :-)
Dzięki Trollkingu :-) Przynajmniej nie muszę się tłumaczyć, dzięki Tobie :-) Ps. Anetka nie rozumisz widzem moigu świata - i chwała Ci za to :-) hehe. Taka rada, dla Ciebie - jeśli nie odpowiada Ci tu coś, to po prostu nie zaglądaj tutaj i nie próbuj mnie moralizować.
Anetkas - spokojnie, trochę dystansu... Myślę, że mało który "samiec" by się obraził o nazwanie go w taki właśnie sposób. Myślę też, że Grigor nie miał niczego złego na myśli, a jedynie ironię, bez podtekstów. Naprawdę, nie każda męska szowinistyczna świnia jest nią poprzez zapomnienie raz na jakiś czas o poprawności politycznej, czyli jak dla mnie chorobie XXI wieku. Pozdrawiam. Grigor, Ty samcu, Ciebie też :)
Fajnie ta Malta wygląda, w sumie lepiej niż na żywo :)
Nienawidzę dokoła niej jeździć wiosną/latem/jesienią. Za dużo bydła. Zimą jest tam fajnie, póki ścieżki nie są zmrożone - jak kiedyś się wtedy wybrałem to wracałem piechotą 8 km do domu po lodowisku ze średnią prędkością 0,0001 km/h :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017