No i nadszedł grudzień. Pocieszający w tym fakt, że listopad za nami. Listopad, który był dla mnie słaby rowerowo - dużo miałem zajęć ostatnimi dniami, które z rowerem miały tyle wspólnego, co nic. Jednak jakoś się uporałem i dziś mogłem wsiąść na rower i odbyć w końcu wycieczkę. Wycieczkę w towarzystwie mojego taty, który jak zwykle na rower chęci ma zawsze, podobnie jak moja Ania, jednak jej od ponad tygodnia dolega angina i jechać z nami nie mogła. Wspólnie z tatą pojechaliśmy w kierunku Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka. Na początku kręciliśmy w jego otulinie, aby następnie wjechać nieco głębiej. A tam spokój, świeżość oraz pozorna cisza. Mówię pozorna ponieważ jak to w lesie, ciągle coś się dzieje. Wystarczy na chwilkę się zatrzymać i spowolnić oddech, a tam:
Szkoła Podstawowa we Wierzonce. Tutaj mały Grześ szlifował wiedzę o PK Puszcza Zielonka.
Nawet nie wiesz kiedy i gdzie, ale dzikie zwierzęta cały czas cię obserwują. One są zawsze pierwsze od ciebie. Mają przewagę - ich zmysły są stokroć lepsze od twoich. Zrobiłem im zdjęcie tylko dlatego, bo wiem gdzie się poruszają i jak trudno dostrzec je w gąszczu zagajników.
Daniele - te mądre jelonki już dawno stały i obserwowały mnie. Tylko mój spokój i ciche zachowanie ich nie spłoszyło.
Król Uroczyska Maruszka w Puszczy Zielonce - buk zwyczajny o obwodzie 410 cm. To przepiękne drzewo nie ma swojego imienia, więc ja od dziś w imię jego wielkości, nadaję mu tytuł BUKU GRIGORA :-)
Natura rządzi się swoimi prawami. W Puszczy Zielonce tak jak wszędzie są drapieżcy i ofiary. Tutaj młody dzik został skonsumowany, choć nie do końca.
A tutaj przedstawiciel rodzaju ludzkiego w gęstwinie modrzewiowej Parku Puszcza Zielonka - mój tata Krzysztof :-)))) Brawo ON!
Uwielbiam lasy iglaste - tutaj sosny w Kołacie (gm.Pobiedziska).
A tak poza tym jadąc dziś na spotkanie z tatą, po drodze minęła mnie taka lokomotywa: Spalinowa EWS 66157 w Pobiedziskach. Dodam, że na ostatnich wagonach wiozła dwa czołgi.
No i na koniec taki post scriptum: 13 przeczytana książka w tym roku, CZYLI 1 KSIĄŻKA NA MIESIĄC ZALICZONA W 2019 ROKU :-)))))
oraz: Mój prezent od ukochanej na gwiazdkę. Canon SX620 HS - kieszonkowy kombajn! Teraz to dopiero będę miał na blogu zdjęcia :-)
Trasa do Swarzędza przez Paczkowo, Rabowice, Jasin....W większości asfaltowo, ale nie zabrakło polnych odcinków. Kręciliśmy się znanymi nam fyrtlami. EP09 w Paczkowie.
Sarny już nigdzie nie mają spokoju. Wszędzie płoty, drogi, magazyny, auta i ludzie.
Krótka przejażdżka po okolicy Pobiedzisk i Parku Krajobrazowego Promno z Anią. Mieliśmy dwie godziny wolne od 11 do 13 oraz silny wiatr na horyzoncie, więc wybraliśmy opcję leśną. A jak opcja leśna, to tylko PK Promno, gdyż nasze Pobiedziska leżą rzut beretem od leśnej granicy tego przepięknego kompleksu leśnego. W PK Promno jest mnóstwo ścieżek idealnych dla roweru, co zresztą przedstawię w poniższej galerii, poza tym nie ma tam wstępu blachosmrodów jak przykładowo w PK Puszczy Zielonce, gdzie też są piękne lasy, ale tak porozjeżdżane o tej porze przez różnego rodzaju pojazdy, że kąpiel błotna murowana. Tutaj, czyli w PK Promno, jest kameralnie, czysto, świeżo, pagórkowato i cicho - no chyba że tę ciszę przerwie stado jeleni, przebiegających gdzieś w bezpośredniej odległości, tak jak nam dziś :-) W rzeczonym lesie podziwialiśmy ostatki złotej jesieni, oraz mimo nóg z waty pobawiliśmy się nieco na pagórkowatym terenie.
A tak po cichu dodam jeszcze, że zupełnie dziś nie miałem siły kręcić - tydzień dojazdów do pracy autem odcisnął na mojej formie piętno, ale to wszystko wina deszczu :-)
Tak prezentuje się trasa naszej dzisiejszej mini - wycieczki:
Wspomniana galeria z Parku Krajobrazowego Promno poniżej: Nasze dzisiejsze odkrycie - miejsce kąpieli dzikiej zwierzyny w okolicy Kapalicy.
Strumień wpadający do Jeziora Grzybionek. Widok ten cieszył mnie, gdyż latem w miejscu tego całorocznego strumienia był tylko pusty rowek.
Na zdjęciu tego nie widać, ale podjazd był tu naprawdę ostry.
Tyle udało mi się wydusić z aparatu, podczas szarży stada jeleni w odległości około 50 metrów od nas.
złota jesień trwa nadal
Po ostatnich opadach, pojawiły się kałuże w lesie.
Kręta droga szutrowa w Starej Górce. W ogóle to tutaj jest wzniesienie terenu w PK Promno i przy jakiejś okazji wejdę na jakieś drzewo i zrobię zdjęcie z góry i wtedy dopiero pokażę jaki stamtąd jest fajny widok.
Fragment nowej ddr-ki z Kociałkowej Górki do Pobiedzisk przez PK Promno. Fajnie widać jak droga usłana została przez zrzucone igliwie modrzewia europejskiego - jedynego drzewa iglastego, które zrzuca igły na zimę.
Mimo, że trasa krótka to wstawiam sporo zdjęć, bo PK Promno jest miejscem, gdzie można na krótkim odcinku nieźle się zmęczyć oraz które ze względu na ukształtowanie terenu warto promować wśród miłośników MTB.
Plan wyjścia na rower był nieokreślony, dopóki nie zadzwonił mój tata z propozycją nie do odrzucenia: "Na rower idziecie?" Musieliśmy się zatem rychło rano (11:00) zerwać na równe nogi, szybkie jajeczka na twardo z majonezem załadować do żołądeczka, kawka, herbatka i na spotkanie :-)
Spotkaliśmy się nad Jeziorem Jerzyńskim w gminie Pobiedziska i potem już zupełnie spontanicznie wymyślałem trasę, tak aby było maksymalnie rekreacyjnie. Zresztą proszę: Jak widać na załączonej mapce, kręciliśmy w terenie między trzema parkami krajobrazowymi. Ale tak właśnie miało być. Dziś było całkiem chłodno, bo coś około 5*C, co po kilkudziesięciu km. spowodowało marznięcie palców stóp u mnie, a u Ani to nawet dłoni. Trzeba już powoli myśleć o zimowej ochronie nóg i rąk, dlatego wywlekę ciężki kaliber przy okazji.
Poza tym, że klimat był chłody, to my atmosferę mieliśmy ciepłą i wycieczka mimo termalnych niedogodności nam się udała. A co tam po drodze widzieliśmy, to mogę nakreślić małą fotorelacją: Troszkę błotka na drodze polnej Złotniczki - Krześlice.
Konie w Podarzewicach.
Pogaduszki na trasie.
Sporo dziś saren na polach.
Szaro i mgliście w Głębocku.
Polne drogi są super. Tutaj odcinek Głębokie - Głębocko w gminie Kiszkowo.
Szutrem z Charzewa do Węgorzewa w gminie Kiszkowo.
Poplon jęczmienia przypomniał na chwilkę lato.
Kiszkowo
Złota jesień nadal trwa - Trakt Bednarski.
Taka pora, że po 15:00 już jest wieczór.
Ja życzę wszystkim tu zaglądającym dobrego wieczoru i do następnego. Wpis Ani TUTAJ.
Wczoraj wspólny wypad do lasu nie wypalił, bo padał deszcz, ale dziś za to już zupełnie inaczej tzn. lepiej i nawet słońce przebijało się przez chmury, nadając wciąż jeszcze trwającej złotej jesieni więcej kolorytu. Do wycieczki mi się wręcz paliło, gdyż założyłem nowy napęd do roweru i chciałem go jak najszybciej przetestować. A jak testować, to tylko w Parku Krajobrazowym Promno, który leży nieopodal Pobiedzisk i cechuje się bardzo zróżnicowanym ukształtowaniem terenu. Jest to wspaniałe miejsce do spacerów i wycieczek rowerowych, oferujące przede wszystkim ciekawe widoki i spokój (samochody nie mają wstępu). Wraz z Anią przejechaliśmy spory kawałek PK Promno, a te 3 dyszki w zupełności nad dziś usatysfakcjonowały.
No i rozwinę jeszcze skąd w tytule wziął się Piesek Leszek... Otóż widziałem go dziś na niebie :-) Piesek Leszek
A oto nowe szpeje w mojej zimówce:
A oto kilka ujęć z przepięknego Parku Krajobrazowego Promno:
Powolutku przychodzą paczki z częściami napędu do mojego zimowego felta. Jeszcze czekam za łańcuchem i spinką, które pewnie dojdą jutro i w tygodniu zabiorę się za wymianę. Korba to podstawowy model shimano FC-TY301 42-34-24T 170mm, wolnobieg to shimano MF-TZ500-7 oraz łańcuch shimano CN-HG40, czyli jak widać są to części z najniższej grupy tego producenta, ale taki był zamysł od samego początku, kiedy zabierałem się za składanie tego roweru, czyli najtaniej jak się da. Wszystko kosztowało tylko 130zł. :-) Dodam, że na identycznym zestawie jeżdżę już od długiego czasu i napęd ten nie sprawia żadnych problemów, poza szybkim zużywaniem się koronek - z reguły starcza na ok.4-5 tys. km. Poza tym są to ciężkie kloce i rower staje się finalnie czołgiem, ale mi to wisi haha. Najbardziej szkoda mi wyrzucać korbę, gdyż wszystkie 3 koronki są na stałe zintegrowane z ramieniem, a zazwyczaj ta najmniejsza koronka 24T jest w nienaruszonym stanie. Ale mam pewien plan, gdy uzbieram jeszcze kilka takich zużytych korb - jakiś żyrandol, albo...się zobaczy.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017