Rodzinna wyrypa piękną ddrką, z Czarkiem w przyczepce do babci. Po drodze uratowałem wróbla przed rychłym rozplackowaniem przez koła samochodu. jazda ddr w Kapalicy
Nadeszła wiekopomna chwila. Chwila trwająca jedną godzinę, ale choć krótka, to dająca tyle szczęścia, że nie jestem w stanie opisać tego słowami. Dzisiaj nadarzyła się okazja, aby wraz z żoną wyjechać na przejażdżkę z naszym synkiem podczepionym do mojego roweru w przyczepce. Czarek choć ma już osiem miesięcy, to pięknie i sztywno samodzielnie siedzi, dlatego nic nie stało na przeszkodzie, aby umieścić brzdąca w swojej karocy i przetestować zarówno jego zachowanie jak i sam sprzęt w akcji. Okazało się, że Czarkowi było tak przyjemnie, iż po kilku minutach postanowił uciąć sobie prawie godzinną drzemeczkę, w której to ja z mamą nakręciliśmy prawie 13 kilometrów fragmentem drogi rowerowej z Pobiedzisk do Kociałkowej Górki i z powrotem, która prowadzi przepięknymi terenami Parku Krajobrazowego Promno. Na trasie nie brakuje licznych zakrętów, długich zjazdów i męczących górek oraz super leśno - jeziorkowo - bagiennych widoków. Ta ddrka jest idealna na takie rodzinne wypady z przyczepką, ponieważ oferuje piękne widoki, jest bezpieczna i gładka, co na początku ma duże znaczenie w jeździe z dzieckiem w przyczepce. Dodatkowo ta dzisiejsza pogoda, taka wymarzona, wręcz idealna do tego typu aktywności sprawiła, że cała nasza trójka na swój sposób, tak po cichu śpiewała pod nosami: "w życiu piękne są tylko chwile". Nie chcę też robić reklamy, ale polecam każdemu tę przyczepkę którą mamy dla Czarka, bo jest po prostu świetna. Ps. Nie możemy się doczekać kolejnej przyczepkowej wyrypy z Czarkiem :-)))
Krótki wypad po gminie Pobiedziska z tatą. Trochę asfaltu, trochę piasku i odrobina po lesie. Jest już nareszcie długo oczekiwana wiosna - idealne warunki do jazdy na rowerze, szkoda tylko że czasu brak.
Muszę zmienić profil mojego roweru zimowego na rower pociągowy, gdyż dostosowałem go pod ciągnięcie przyczepki, w której to niebawem mój malutki synek zainauguruje swoją pierwszą wycieczkę. Aby i mnie jechało się komfortowo i troszkę lżej na asfalcie, musiałem sporo pozmieniać w moim niebieskim felcie. Po serwisie to już jakby inny, nowy rower.
Z ważniejszych czynności serwisowych wymienić mogę: *zmiana z 7 rzędowego wolnobiegu na 8 rzędową kasetę *wymiana łańcucha *zmiana opon z typowo terenowych na bardziej "asfaltowe" *nowe manetki *wymiana sztycy *nowe chwyty gąbkowe *nowe klamki hamulcowe *wymiana wszystkich linek i pancerzy *full serwis amortyzatora *nowe koło tylne pod kasetę *nowe kółka prowadzące przerzutki *regulacja przerzutek *smarowanie sterów *montaż uchwytu przyczepki
starty felt w nowej odsłonie
mocowanie pod przyczepkę
Continental Double Fighter 1,9
Tego dnia wyjechałem przetestować jak też się prowadzi nowa bryka i wyhaczyć ewentualne rzeczy do poprawki. Jeździłem pół na pół asfaltem i w terenie, wszystko w okolicach mojego miasteczka, no i zauważyłem że w terenie jest bardzo dobrze, jedynie w kopnym piachu opony są zbyt wąskie i ładnie pływałem (ale z przyczepką w piachu nie będę jeździł przecież|), za to na asfalcie jest zauważalnie lżej.
Zgadałem się z Tatą na wypad rowerowy nad rzekę Noteć. Dlaczego tam? Dlatego, ponieważ chciałem zobaczyć nowe, niesamowite miejsce, w którym jeszcze nie byłem i spędzić odrobinę czasu na siodełku z Ojcem - jak za starych dobrych czasów. Chciałem pokazać mojemu Tacie fragment czegoś "innego" w polskim krajobrazie, coś czego jeszcze jeszcze nie widział i ja z resztą też, a mianowicie największą łąkę w Europie! Podjechaliśmy zatem na start do Szamocina, skąd po rozpakowaniu rowerów wyruszyliśmy w trasę, która prowadziła jak na poniższej mapie:
Obszar fragmentu doliny Noteci, którą my dziś mieliśmy okazję obserwować, zrobił na nas wielkie wrażenie, ze względu na piękno rozległych łąk, miejscowej przyrody, uroku dzikiej Noteci, rzadkich w Wlkp. pagórków... ale to trzeba zobaczyć na własne oczy, dlatego od razu polecę każdemu miłośnikowi tego typu turystyki rowerowej do kręcenia kilometrów w tamtym fyrtlu, bo warto! . Poza ładnymi krajobrazami trasa obfitowała w mało ruchliwe i spokojne drogi asfaltowe, którymi komfortowo przemieszczaliśmy się niemal w 90?łej trasy.
Zresztą proszę bardzo ździsie: Na moście w Osieku nad Notecią - jest dobrze!
Dolina Noteci
DW 194 w kierunku Osieka nad Notecią.
Dolina Noteci
Noteć
robi się majowo
okolica wsi Komorowo
widok na dolinę Noteci z Krostkowa
dolina Noteci i w oddali wzniesienia chodzieskie
mr jack rabbit
Dębowa Góra 193,7 m n.p.m.
prace polowe
dolina Noteci w okolicy Białośliwia
spichlerz w Białośliwiu to moim zdaniem architektoniczny nr1 w tej wiosce
Noteć
Ps: powolutku się rozkręcam i wracają mi siły witalne - taki wypad jak dzisiejszy z Tatą był mi bardzo potrzebny - jestem zadowolony.
Dziś odwiedziny Jeziora Kowalskiego, z jego wszystkimi atrakcjami, gdyż objechałem je całe dookoła, nie omijając ulubionej ścieżki ciągnącej się tuż przy jednym z jego brzegów, a dokładniej od Jerzykowa, do tamy w Barcinku. Singielek okazał się być w całkiem dobrym stanie i oprócz kilku konarów leżących w poprzek trasy, cała reszta była czysta i przejezdna, co dało mi wiele przyjemności z tej terenowej wycieczki. Całkiem ciepło dziś było, jednak na otwartym polu wiatr hulał tak, że hej i powrót miałem ciężkawy. Reasumując polecam odwiedziny tego singielka każdemu; i temu co lubi potrenować i temu, co szuka relaksu w pięknych okolicznościach przyrody.
ździsie krajobrazowe: dawno nas tu nie było
droga leśna Promno Stacja - Biskupice (gm.Pobiedziska)
singiel przy brzegu Jeziora Kowalskiego
Jezioro Kowalskie w Jerzykowie (gm.Pobiedziska)
droga polna Karłowice - Kołatka (gm.Swarzędz)
kwietniowy krajobraz okolic wsi Kołatka (gm.Pobiedziska)
Przyszła pora na odwiedziny okolicznych dróg polnych, a tam suche szutry, sarenki, bociany no i wiatr, który czasem ostro mnie stopował. Najważniejsze, że czuć już wiosnę i będzie coraz przyjemniej.
ździsie: na skraju PK Promno w Borówku
przyjemny szuterek z Bocińca do Kocanowa
boćki w Kocanowie - pierwsze zaobserwowane w tym roku
Krótki wypad do Parku Krajobrazowym Promno, bo miałem godzinkę wolnego. W lesie przyjemnie, choć trochę zimny wiatr doskwierał, jednak nie ma tego złego..., bo pomógł mi on osiągnąć całkiem niezłego Vmaxa z górki na asfaltowej ddrce. Wiosna już powoli maluje krajobraz na zielono - jest dobrze.
ździsie: Felcik w swoim naturalnym środowisku.
PK Promno - zieleni się
PK Promno - rezerwat Jezioro Dębiniec
Na polnych drogach całkiem błotnie.
Wiem - króciutki to był wypad, ale lepiej krótko jak wcale :-)
Naszła mnie ochota na odwiedziny jakiegoś jeziora w okolicy, więc po uporaniu się z porannymi obowiązkami wiooo w teren. Cel padł na Jezioro Wronczyńskie Duże, do którego dojechałem sobie terenowymi drogami. Jestem zadowolony że coś pokręciłem, ale zimny wicher odbierał wiele z przyjemności.
Krótki wypad w teren do Parku Krajobrazowego Promno. Czas był ograniczony, ale dziś i tak więcej rady wykręcić bym nie dał - nadal szybko się męczę, ale wdrażać się trzeba. Jazda w większości leśnymi ścieżkami dała mi wiele przyjemności, a sprawny sprzęt wiele satysfakcji, zatem wypad na wielki plus. Jedynie tylko ten silny i zimny wicher dawał się we znaki.
ździsie: Tego pana przedstawiać nie trzeba :-)
Szutrem przez Nową Górkę.
W lesie sucho, a piasek jak latem.
Efekt marcowych huraganów.
Wiewiórka pospolita obserwowała intruza na dole.
Ps. Zeszłotygodniowy, inaugurujący wypad przysporzył mi ból gardła i cieknący katar. A dzisiejszy mnie z tego wyleczył :-) Pozdrower
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017