Tego dnia wybrałem się na wspaniałą, całodniową wycieczkę z ekipą gnieźnieńską w składzie:
Pan Jurek ,
Mateusz ,
Sebek ,
Marcin ,
Mikołaj,
Karol oraz
Piotrek.
Celem dnia była kąpiel w nieskazitelnie czystej wodzie zalanego kamieniołomu w Piechcinie, gdzie też znajduje się odwiedzona przez nas ogromna kopalnia odkrywkowa wapieni, dookoła której krajobraz daje wrażenie jakby było się na Bałkanach. Woda we wspomnianym jeziorku jest tak czysta, że jej błękit aż razi w oczy i grzechem byłoby nie wskoczenie do niej. Dlatego po przyjeździe na miejsce kąpaliśmy się tam chyba z 2 godziny. Było też kilka wysokich skałek, z których skakaliśmy do wody z impetem takim, że mnie dupa nieźle boli :-) Ale zabawy było co niemiara.
No dobra zaczynamy obszerną fotorelację moim wyjazdem na spotkanie gnieźnieńskiej ekipy. Najpierw 5km. na rozgrzewkę do Kobylnicy i stamtąd pociągiem w pół godziny do Gniezna. Jazda Elfem nawet przyjemna, ale za cholerę nie wiem jak wiesza się rower na tym gównianym haku.

Jazda Elfem.

Gniezno - widok na Katedrę z Rynku.

Ekipa w komplecie. Od Lewej: Mikołaj, Karol, Sebek, Piotrek, Pan Jurek, Marcin, Grigori, Mateusz.
Po serdecznym przywitaniu się z ekipą, wyruszamy razem najpierw przez Gniezno, potem wąskimi asfalcikami, drogami polnymi, potem leśnymi przez przeróżne wioski i wioseczki witając Woj. Kujawsko - Pomorskie.

Na Kujawach troszkę więcej pagórków.

Leśne drogi poryte przez dziki. Pan Jurek walczy dzielnie.

Takie krajobrazy na Kujawach.

Malowniczych jezior w dolinach tam nie brakuje.

Jazdy w terenie na szczęście było dziś sporo, tutaj czuć prawdziwe lato.

Piaski towarzyszyły nam na wielu polnych drogach.

Zbliżamy się do pierwszych hałd w okolicy Piechcina.

Hałda

Lata nanoszonego urobku robią wrażenie.
Po około 70km. od Gniezna dotarliśmy do celu. Jak tylko ujrzeliśmy wodę w kamieniołomie, to chcieliśmy jak najprędzej się w niej znaleźć, co też uczyniliśmy. Resztę dopowiedzą zdjęcia z tego miejsca, co ja będę gadał...








Mój skok na główkę :-)


No i skok z dużej wysokości - adrenalina 100%
Po atrakcjach wodno - akrobatycznych w kamieniołomie, podjechaliśmy pod pobliską kopalnię wapieni nacieszyć oko niesamowitym widokiem. Choć zdjęcia tego nie oddają, to wstawię kilka. Odkrywka ma głębokość ok. 100m w dół i jej ogrom robi wrażenie.








Jak widać skały wapiennej tam nie brakuje.
Po tych widokach nadszedł czas na powrót. Drogę powrotną obraliśmy przez Barcin, potem niesamowitą plątaniną leśno - asfaltowych dróg jechaliśmy chyba ze 30km. lasem mijając po drodze mnóstwo jezior.

Fabryka cementu w Wapiennie.

Widoki okolic Barcina

W oddali Jabłowska Góra 153m.n.p.m

Źródło Św. Huberta

Widok jezior to częsty obraz podczas tej wycieczki

Powrót leśnymi piaskami

Kilkadziesiąt km. przejechanych w lesie, takim asfaltem z prędkością ponad 30km/h - było super
Mapy trasy niestety nie jestem w stanie wykreślić, gdyż jechałem w
większości nieznanymi jak dotąd dróżkami, a dróg się tyle plątało, że
moja głowa tego nie ogarnia, a ponad 50km. po polnych, czyli trudno
przejezdnych drogach nieźle zakręciło mi w głowie. Do tego upał, który
odbierał siły.
Wycieczka tak udana, że brak mi słów. Wszystko się
udało. No i nareszcie zrobiłem sobie taki mały przegląd formy i powiem,
że nie jest najgorzej. Dopiero po 160 kilometrze jazdy zacząłem odczuwać
zmęczenie nóg, ale nie martwi mnie to gdyż ostatnie 50km. wycieczki
sadziłem ponad 30km/h góralem, no i było bardzo gorąco.
Oprócz stałej
i zawsze uwielbianej przeze mnie gnieźnieńsko - trzemeszczańskiej
drużyny, poznałem dziś kilku nowych ziomków, z którymi jazda była czystą
przyjemnością.
Pozdro chłopaki i dzięki za ten rowerowy dzień!
Po przyjeździe do Gniezna, postanowiłem te ostatnie 40km do domu przejechać rowerem, ale musiałem się sprężać, gdyż Słońce już zachodziło, a ja lampki nie miałem, dlatego powrót zajął mi krótką chwilę pędząc z prędkością ok.40km/h. Pot lał się ze mnie ładnie, a mięśnie nóg pulsowały przetaczając krew. Ale jak ujrzałem w oddali światła mojej wioski i na liczniku prawie 180km. byłem z siebie dumny.