Deszczowo - błotna Puszcza Zielonka.
Po ostatnich opadach deszczu w głębi parku spodziewałem się sporej ilości kałuż i wilgoci, dlatego wziąłem zimowego Felta, bo wiadomo ten rower złożyłem sobie do takich błotnych zadań.
Na początku jedzie mi się fajnie, choć po rękach przechodziła gęsia skóra, gdyż upału nie było. Ciężko mi się kręciło, więc po 10km zrobiłem sobie przerwę w Zielonce na wafle w czekoladzie i łyk czegoś z kofeiną. Niemal od razu poczułem przypływ energii i bez ociągania ruszyłem dalej już pełen werwy. Na niebie zaczęło się delikatnie chmurzyć.

Nic tak nie orzeźwia jak zapach lasu po deszczu.

ścinka

Dzwonowo - urocza wioska pośród lasów.

jazda takimi drogami = odpoczynek

źrebak się patrzył :-)

Sławica - kopalnia kruszywa

Prace polowe po żniwach i Fendt w akcji.

Przerwa na ciacho

W Głęboczku musiałem zwolnić :-)

Strumień nieopodal Głęboczka
Mijając powyższy strumień dojechałem z powrotem w okolicę Zielonki, skąd do domu mam ok.10km. lasem. Niestety na niebie w jednej chwili zrobiło się ciemno, a z chmur spadł spory deszcz. Musiałem największą fontannę przeczekać po drzewem, ale to i tak nic nie dało. Deszcz nie przestawał padać, a ja zacząłem marznąć stojąc w miejscu. Na ciele pojawiła się gęsia skóra i włosy stały jeżem. Mówię sobie, że trzeba ruszyć dupę i pojechałem. To co działo się przez te ostatnie 10km. pozwolę sobie przemilczeć, gdyż nie ładnie używać tylu wulgaryzmów :-)

Będzie się działo, będzie zabawa, tralalala :-S

Zaraz lujnie!

Reszta ciała wcale lepiej nie wyglądała...
Mimo tej mokrej niespodzianki na koniec wypad uważam za udany. Pojeździłem w końcu troszkę po tej puszczy, a ciuchy i ja już dawno po kąpieli. Do następnego.




