Choć czasu dziś mało na przyjemności, to udało mi się wyskoczyć choć na chwilkę do lasu, pojeździć po bursztynowych ścieżkach. Bardzo ciepło jak na listopad - 14,4*C do tego Słońce i kolory jesieni :-) Przyjemny wypadzik.
Krótki wypad po najbliższej, leśno - polnej okolicy. Na więcej kilometrów dziś ochoty nie miałem, ale taki krótki wypad po prawdziwych wertepach, gdzie czasem nawet drogi nie było wystarczył do dotlenienia mózgu. Choć z tym dotlenieniem nie zawsze było dziś kolorowo.
Do rzeczy: Najpierw podjechałem nad pobliską rzekę Główną. Widok tak mocno zanieczyszczonej rzeki bardzo mnie martwi. Jeszcze 10 lat temu było całkiem spoko, a za dzieciaka się w niej kąpałem...odnoszę wrażenie, że im więcej czasu upływa, tym więcej syfu dookoła. W Jeziorze Kowalskim, przez które rzeka Główna przepływa jest jeszcze gorzej! Woda jest tam sino - zielona i śmierdzi gorzej jak dupy dinozaura. Ktoś musi mieć mocno wyjebane na otaczające nas dobro. Mi osobiście żal dupę ściska, kiedy pomyślę jak pięknie było tu w latach 90' gdy nad naszą rzeczką można było się wykąpać, a nad zalew (Jezioro Kowalskie) zjeżdżały się całe rodziny żeby spędzić czas w pięknej scenerii czystego jeziora. Pamiętam dobrze jak latem pływałem w tym jeziorze i woda była przejrzysta. Dziś nawet wędkarze omijają ten zbiornik, bo ile można siedzieć w smrodzie i nie wspomnę o jedzeniu stamtąd jakiejś ryby - ja mam dosyć po pięciu minutach srania na kiblu, ale w kiblu sprawa jest łatwa - spłukujesz i po sprawie...Dreszcze mnie przechodzą na myśl, że jezioro to już nigdy nie zostanie przywrócone do życia, a ściek jak płynie tak płynąc będzie...żal!
ździsie:
Rzeka Główna. Choć nie głęboka, to o zobaczeniu dna można pomarzyć.
Jezioro Kowalskie - z powodu niskiego stanu wody, utworzyły się mini wysepki na których rezydują kormorany.
Jezioro Kowalskie - widok ze skarpy w Jerzykowie. Niski stan wody.
Na koniec dodam troszkę kolorytu temu wpisowi. Jesienna droga
Był piątek wieczór i w myślach wolna sobota, więc pojawiła się także chęć na rower. Tylko co by tu wymyślić, żeby nie jeździć tylko do nabijania kilometrów...W tym właśnie momencie telefon zadzwonił mi w kieszeni - Piotras. Bez zbędnych ceregieli umówiliśmy w się w jednej sekundzie i za cel obraliśmy rezerwat Śnieżycowy Jar w Starczanowie.
Poranek mglisty. Wyjechałem na spotkanie Piotrasowi przez okoliczne lasy. Spotykamy się w Uzarzewie. Do celu dojeżdżamy w większości asfaltowymi drogami, jednak dziś ruch był niewielki i dyskomfortu nie było. Z godziny na godzinę robiło się coraz cieplej, Słońce wyszło zza chmur, a mgła nieco opadła. Ubraliśmy się idealnie do panujących warunków, a o tej porze ciężko trafić z warstwami, dlatego ten trip sprawiał wiele przyjemności.
W Śnieżycowym Jarze jak zwykle pięknie, mimo że po wiosennych dywanach kwiatów ani śladu. Jednak to miejsce jest na tyle ładnie położone, że warto przyjechać tu choćby jesienią, kiedy nie ma tu tej całej szarańczy :-) A teren całego rezerwatu ma ciekawe, pagórkowate ukształtowanie terenu, co w połączeniu z jesienną feerią barw daje takiemu naturszczykowi jak ja uczucie zadowolenia. Zwiedzając rezerwat warto podjechać nad brzeg rzeki Warty, która płynie w bezpośredniej bliskości. Z ciekawostek dodam, że w Starczanowie tuż przy granicy Śnieżycowego Jaru, odbywają się badania sejsmologiczne mające na celu odnalezienie złóż ropy i gazu. W tym celu sprowadzone zostały specjalne maszyny samobieżne z ogromnym wywoływaczem drgań w ziemi. Tak się zastanawiam, że gdyby odnaleziono waśnie w tym miejscu jakieś złoża wartościowego surowca, czy komukolwiek zależało by tak na kwiatku średniej urody, kwitnącym tylko na krótką chwilę raz w roku....
Drogę powrotną obraliśmy już bardziej terenowymi wariantami, nie zapominając oczywiście o Puszczy Zielonka, do której wjechaliśmy zaraz za granicą Murowanej Gośliny. Jadąc kolorowymi korytarzami delektujemy się jesienią. Jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy i tym sposobem dojechaliśmy do Wierzonki, gdzie mieszkam. Ale jeszcze odprowadziłem Piotrasa do okolicznych lasów i daliśmy se łapę na pożegnanie.
Podsumowując: Dzięki Piotras za wspólną jazdę! ;-)
Oto trasa:
ździsie:
Jesień w lesie we Wierzonce
Ku pamięci. Na drodze Mielno - Owińska.
W Bolechowie trafiliśmy na symbol.
Pole w Starczanowie
Stadko saren w Starczanowie. A w oddali dolina rzeki Warty.
Takimi maszynami szuka się ropy pod ziemią. Starczanowo
Umówiłem się w końcu na rower z odwiecznym ziomalem - Piotrasem :-) Na domiar przyjemności, zaprzągł on do jazdy także swoją żonkę Sylwię i tak we trójkę wyruszyliśmy na podbój Puszczy Zielonki i terenów wokół Kiszkowa.
Już wyjeżdżając rano na spotkanie wiedziałem, że będzie ciekawie gdyż dookoła wisiała tak gęsta mgła, że widać było tylko ją i kilkadziesiąt metrów przed kołem :-) Nie miałem okazji jeździć jeszcze w tym roku w takich warunkach, dlatego dzisiejszy dzień był ciekawym doświadczeniem tego zjawiska. Dodam że mgła towarzyszyła nam praktycznie całą drogę.
Po krótkim ogarnięciu wyruszyliśmy polnymi drogami w kierunku Puszczy Zielonki. Przejechaliśmy Sarbinowo, Uzarzewo, potem lasami we Wierzonce wyjechaliśmy w Barcinku, skąd przedostaliśmy się do Karłowic i Dębogóry, tam już wjechaliśmy w mroczne ostępy Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka. Już po krótkiej chwili przywitały nas dwa daniele, przebiegając nam drogę z impetem. Potem spotykaliśmy co rusz jakieś leśne stwory, ale zdecydowaną wisienką na torcie było stado jeleni, żerujące właśnie obok nas. W lesie pięknie! Kolory liści fajnie mieszały się we mgle, a spokój i zapach butwiejących liści potęgował urok jesiennego klimatu.
Po przejechaniu puszczy skierowaliśmy się na wioski w gminie Kiszkowo. Gdzieś między Pawłowem Skockim, a Łubowiczkami podjeżdżamy na mały most kolejowy nad rzeką Małą Wełną. Tam kilka zdjęć na otaczającą dolinę i łąki. Potem przez Wysoką i Rybieniec do Rybna Wielkiego. Niestety mgła uniemożliwiła robienie zdjęć okolic, dlatego odbijamy nowo wybudowana ścieżką rowerową do Kiszkowa. Potem przez Turostowo, Stęszewice, Kołatę, Biskupice do Uzarzewa. W Uzarzewie serdecznie się żegnamy i dziękujemy za mile spędzoną niedzielę.
mgliste ździsie:
Mgliście o 8 rano.
Nowy asfalt w Uzarzewie.
We mgle wszystko wygląda mistycznie, nawet ambona.
Korytarz z krzaków w Karłowicach. Teren po byłych PGR-ach.
A to my w Puszczy Zielonce. Sylwia & Piotras & Grigori
Uroki jesieni w PK Puszcza Zielonka
Mostek kolejowy nad rzeką Mała Wełną.
Rzeka Mała Wełna i otaczające ją łąki.
Mała Wełna
Na łąkach pasły się koniki
Polna droga z Wysokiej do Rybieńca.
Jak dojechałem do domu to robiła się szarówka, więc mogę powiedzieć że jeździłem dziś cały dzień. Dziękuję za wspólną jazdę dzisiejszym towarzyszom i pozdrawiam :-)
Pojechałem do lasu z myślą spokojnego kręcenia po Dziewiczej Górze. No i tak było, do momentu kiedy ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, podjechałem najbardziej stromy podjazd Dziewiczej Góry, czyli "killer" a podjechałem przecież rowerem bez tych wszystkich technologicznych ułatwiaczy jak pedały spd, ramy z karbonu, 29 calowe koła i Bóg wie co jeszcze :-) Po prostu lekkie przełożenie, opony 1,95 i czysta siła!!! Satysfakcja po wjechaniu tam na takim właśnie sprzęcie jest ogromna :-) tym bardziej, że sam mówiłem iż killera nie da się podjechać bez spd, ale na szczęście się myliłem. Po tym dokonaniu naszła mnie ochota na szaleństwa po tamtejszych singlach. Długo to nie trwało, bo po chwili walnąłem tylnym kołem o korzeń, rozwalając dętkę! Popełniłem jednak błąd nie pakując do plecaka kluczy do odkręcania kół. W moim rowerze "zimówce" nie posiadam szybkozłączy w piastach, dlatego do odkręcenia potrzebne są klucze 15. Tym sposobem nie pozostało mi nic innego jak wrócić do domu z buta....8km.
W sumie każda forma ruchu jest dobra - dziś najwyraźniej pisany był mi spacer :-)))
Dziewicza Góra - killer
Początek 8km. spacerku przez las. Przebita dętka + brak możliwości naprawy = spacer
Tak szedłem i szedłem aż Słońce zaszło....
Może jutro nadrobię dzisiejsze stracone kręcenie. Pozdrawiam.
Kolejny dzionek weekendu wykorzystany jak należy, bo na rowerze w terenie Puszczy Zielonki. Dziś było nieco cieplej niż wczoraj i nawet kilka razy Słońce przebłysnęło się zza chmur.
Warte odnotowania jest także to, że dziś na drogach leśnych w Puszczy spotkać można było wielu rowerzystów i biegaczy, czego o wczorajszym, wyludnionym dniu powiedzieć nie można.
Świetnie się teraz jeździ rowerem, koła pięknie wgryzają się w wilgotną glebę, czasem poślizgną na błotku, a i niekiedy zaszeleszczą liście pod nimi - mówię Wam bajeczka :-)))
Mimo niewątpliwej przyjemności objeżdżania tego parku, w takich okolicznościach przyrody, dziś po przejechanych 50 kilometrach ładnie się zmęczyłem. Wielka tego zasługa kilkunasto - kilometrowej przeprawie przez kompletnie porozjeżdżane przez ciągniki drogi leśne. Gdzieniegdzie trwają intensywne prace leśne i jechać się nie dało, dlatego omijałem te odcinki kręcąc po lesie między drzewami :-) Niektóre koleiny mogły mieć nawet ponad pół metra głębokości.
Na szczęście barwy jesieni wszystko rekompensują i szybko zapomina się o niedogodnościach. Tym sposobem zrobiłem sobie fajny trip po Puszczy Zielonce odwiedzając takie wioski jak: Wierzonka - Mielno - Mechowo - Pławno - Okoniec - Rakownia - Murowana Goślina - Boduszewo - Głęboczek - Dąbrówka Kościelna - Stęszewice - Stęszewko - Tuczno - Kołatka - Karłowice - Barcinek - Wierzonka.
Niezbyt wesoło wyglądał mój czas poświęcony w tym tygodniu na rower, jednak dziś kiedy jest sobota, czas wolny, jestem zdrowy i wyspany i nie pada deszcz z wielką ochotą wsiadłem na rower, aby używać tego co najlepsze - jazdy terenowej w najpiękniejszej porze roku. Mimo że jesień dziś ukazywała tę bardziej srogą stronę, czyli szarość i naprawdę niską temperaturę, to mnie jechało się wyśmienicie.
Na pierwszy rzut poszły moje okoliczne lasy, czyli droga z Wierzonki nad Jezioro Kowalskie w Barcinku. Tam jazda po usłanych liśćmi leśnych ścieżkach. Od razu poczułem marznące uszy, ale potem szczypanie ustało. Te pierwsze uczucie po wejściu na rower jest bezcenne :-)
Potem jakoś tak wyszło, że koła zaprowadziły mnie do Puszczy Zielonki. W tamtejszych lasach wielkiego zaskoczenia nie było, bo po prawie tygodniowych opadach, na drogach zrobiła się jedna wielka breja. Ale rowerem przejechać nie jest żaden problem, bynajmniej dla tych którzy nie boją się upieprzyć roweru. Ja specjalnie do takich wypadów mam dodatkowy rower i komfort w głowie murowany. Oprócz tego widoki tych wszystkich kolorowych liści i hasające daniele między drzewami potęgują pozytywne doznania podczas jazdy. W powietrzu czuć już także ten specyficzny zapach jesieni, kiedy w wilgotnej aurze unosi się zapach butwiejących liści - poezja dla zmysłów :-)
Czas płynie bardzo szybko....Wydaje się, że przed chwilką skończyły się wakacje, a już mamy końcówkę października i zmianę czasu na zimowy :S Dla niektórych sezon rowerowy skończył się już dawno, dla mnie trwa on cały rok. Wiadomo że podczas jesieni, czy zimy jeździ się mniej, rzadziej i krócej, w zależności od warunków atmosferycznych, ale jak tylko będzie okazja to będę śmigał i raczył tych zahibernowanych zdjęciami z poza sezonowego eteru ;-)
Oto wioski, na których ziemi zostawiłem dziś swój ślad: Wierzonka - Barcinek - Karłowice - Skorzęcin - Kowalskie - Kołatka - Tuczno - Stęszewko - Zielonka - Huta Pusta - Pławno - Kamińsko - Potasze - Owińska - Annowo - Dziewicza Góra - Kliny - Mielno - Wierzonka.
Pojechałem dziś w dawno nie odwiedzane tereny w Gminie Kiszkowo, a niespodzianka w postaci przepięknej pogody zachęciła mnie do zaliczenia tamtejszych pofałdowanych rewirów ze względu na ciekawe walory krajobrazowe.
Już po wyjeździe z domu, moje oczy zbombardowane zostały feerią jesiennych barw, w dodatku to ciepełko w okolicy 20*C ach bajkowo :-)
okolice Wierzonki
Pokierowałem się drogami asfaltowymi przez różne wioski w stronę Kiszkowa. W Węgorzewie podziwiałem z oddali widok na dolinę rzeki Małej Wełny, aby potem zawitać na skraju Kiszkowa, gdzie wszedłem na wieżę obserwacyjną, skąd podziwiać można panoramę rozlewisk i ostoi ptactwa. Ptaków dziś co prawda nie było, nawet wody też nie za wiele, ale i tak całkiem przyjemnie.
Dolina Rzeki Małej Wełny z oddali
Kiszkowo
w stronę Kiszkowa z Węgorzewa
Ostoja ptactwa w Kiszkowie
wędkarze
Potem jadę wzdłuż stawów rybnych do wsi Brudzewko, skąd także rozpościera się przyjemny widoczek na okoliczne stawy hodowlane i wieś Rybno Wielkie.
Następnie wjeżdżam w polną drogę z Rybna Wlk. do Łubowic i przypadkowo spoglądam na mapę. Obok miejsca na którym stałem zaznaczony był trójkąt z danymi 120 m.n.p.m. Rozejrzałem się dookoła i jest! Na polu tuż obok dostrzegłem podjazd (polem oczywiście) z charakterystyczną budowlą z 3 słupów, co oznaczać mogło właśnie ów wzniesienie terenu.
Wjechałem tam i rzeczywiście widok z góry był całkiem przyjemny. Nacykałem kilka fotek.
Wsiadłem na rower po tygodniowej męczarni z gorączką, katarem, gardłem itp...brrr aż źle się robi na samą myśl!!!. W nosie zalega jeszcze co prawda trochę badziewia, ale 2 kółek brakowało mi jak nie wiem czego, a w dodatku na wspólne kręcenie ochotę miał mój przyjaciel Marcin, a z nim to już dobre kilka lat nie jeździłem rowerem. Po dojechaniu do miejsca spotkania, obraliśmy za cel Puszczę Zielonka, gdzie też potem kręciliśmy wszystkie dzisiejsze kilometry. Jeździliśmy po zamglonych ostępach, butwiejących liściach, śliskich zakamarkach, błotnych kałużach i ostrych podjazdach. Najbardziej podobają mi się oczywiście barwy w lesie o tej porze, ale oprócz tego ten spokój i mała liczba ludzi. W lesie obserwowałem to o czym myślałem podczas kurowania się w domu - piękną, prawdziwą jesień. Niczego mi dziś nie brakowało na rowerze, nawet Słońca, wystarczyło tylko że nie padał deszcz.
Ogólnie ujmując, czuję się już dobrze i mam wielką ochotę nadrobić ostatni czas absencji rowerowej, bo moja ulubiona pora roku wiecznie trwać nie będzie. Tylko żeby nie dopadło mnie znowu jakieś choróbsko niewdzięczne.
Kilka ździsiów:
Marcin & Grigori
Przed ogromną, pomnikową sosną pospolitą w Annowie.
Na szlaku z Dziewiczej Góry do Annowa.
W rezerwacie Żywiec Dziewięciolistny niedaleko Głęboczka.
Jazda zielonym szlakiem przy Jeziorze Leśnym.
Takie oto drapieżniki pływają w jeziorach Puszczy Zielonka. Nie wiadomo kto jest większym drapieżnikiem - Szczupak czy Grigori!?
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017