Rozruch po chorobie w lesie.
Po dojechaniu do miejsca spotkania, obraliśmy za cel Puszczę Zielonka, gdzie też potem kręciliśmy wszystkie dzisiejsze kilometry. Jeździliśmy po zamglonych ostępach, butwiejących liściach, śliskich zakamarkach, błotnych kałużach i ostrych podjazdach.
Najbardziej podobają mi się oczywiście barwy w lesie o tej porze, ale oprócz tego ten spokój i mała liczba ludzi.
W lesie obserwowałem to o czym myślałem podczas kurowania się w domu - piękną, prawdziwą jesień. Niczego mi dziś nie brakowało na rowerze, nawet Słońca, wystarczyło tylko że nie padał deszcz.
Ogólnie ujmując, czuję się już dobrze i mam wielką ochotę nadrobić ostatni czas absencji rowerowej, bo moja ulubiona pora roku wiecznie trwać nie będzie. Tylko żeby nie dopadło mnie znowu jakieś choróbsko niewdzięczne.
Kilka ździsiów:

Marcin & Grigori

Przed ogromną, pomnikową sosną pospolitą w Annowie.

Na szlaku z Dziewiczej Góry do Annowa.

W rezerwacie Żywiec Dziewięciolistny niedaleko Głęboczka.

Jazda zielonym szlakiem przy Jeziorze Leśnym.

Takie oto drapieżniki pływają w jeziorach Puszczy Zielonka. Nie wiadomo kto jest większym drapieżnikiem - Szczupak czy Grigori!?

Czubajka kania zwana potocznie sową

leśna droga w okolicy Potasz

Takie drogi to dla mnie delicje :-)

Z uśmiechami wracamy do domu - Marcin & Grigori
Dzięki Lis!!!




