Dziś dobiłem do tysiąca kilometrów w tym miesiącu i jestem zadowolony. W powrocie z pracy towarzyszyła mi Ania i wspólnie pokręciliśmy po okolicy Pobiedzisk.
lokomotywa w Bogucinie
Opel Astra zaparkowany w krzakach przy stacji Promno zaczyna już powoli wrastać w przyrodę. Auto oprócz widocznego zakurzenia zdaje się być w dobrym stanie, tylko dlaczego leży porzucone?
W drodze powrotnej z pracy dojechała do mnie Ania i tak razem pokręciliśmy sobie po naszych fyrtlach. Był relaks nad jeziorem, były rozmowy, było kręcenie w terenie i po asfalcie, był piach, kurz i duże drzewo... No właśnie - drzewo rosnące przy drodze polnej z Pomarzanek do Węglewa zwie się Białką Węglewską. Ta ponad dwustu letnia topola biała mierzy w obwodzie ponad pięć metrów i według opowiadań przekazywanych od pokoleń, posadzona została przez wojska napoleońskie. Aż dziw bierze, gdy sobie pomyślę że ten kruchy gatunek drzewa przeżył tyle lat i nadal ma się dobrze. Życzmy Białce kolejne dwieście lat zdrowia.
kilka ździsiów: Jezioro Wronczyńskie Duże
Z Anią na trasie nudy nie ma, nawet na asfalcie.
cała przyjemność po naszej stronie - piaseczek :-)
Rano nie chce mi się cudować i jadę prosto, asfaltem do pracy. Po pracy mi się chce i trochę cuduję. Parę kilometrów po polach oraz w lesie wykręciłem. Jadąc tak właśnie w terenie, zajechałem nad Jezioro Kowalskie w Barcinku w celu przycupnięcia nad brzegiem zbiornika, kiedy patrzę a zza okolicznego płotu przybiega do mnie jakiś kocur i zaczyna się w najlepsze przymilać do mej nogi. Pogłaskałem miluśka i sobie legł obok mnie. Siedzieli my sobie dobrych 5 minut i gadali o różnych sprawach. Ten kocur zupełnie bezinteresownie poprawił mi humor, zresztą ja odwzajemniłem mu się kilkoma rzęsistymi głaśnięciami. To był super miły kocur :-)
Rano dojazd do pracy w rześkich 15*C. Po pracy musiałem podjechać w pewnej sprawie do Wierzonki, skąd następnie w towarzystwie taty odbiłem nad Jezioro Lednickie, gdzie z kolei na plaży czekała na mnie Ania z kąpielówkami i ręcznikiem, gdyż miałem wielką ochotę wskoczyć do ciepłej i czystej wody, zmyć z siebie trudy ciężkiego poniedziałku - po prostu zrelaksować się. Tata po jakiś 15km odbił z powrotem na Wierzonkę, a ja zaliczyłem przepiękny odcinek szutrowej drogi z Łagiewnik przez Podarzewo do Latalic. Potem już tylko do wody i powrót z Anią do Pobiedzisk i dokrętka do 7 dyszek.
Dziś to był dopiero armagiedon - ponad 44*C wskazywał mój licznik w słońcu podczas powrotu z pracy. Pot lał się strumieniami z głowy. Przyjemność jazdy była żenująco mała. Szczerze mówiąc, to w tak wysokiej temperaturze jak na zdjęciu poniżej:
Najlepszym wyborem była by jakaś mała zwinna, czarna beemka z odkrytym dachem. Choćby taka jak na zdjęciu poniżej: BMW Z3 - piękność.
Oprócz tego udało mi się rano uwiecznić przejeżdżający pociąg na nowo wybudowanym wiadukcie w Pobiedziskach:
Oraz wielką chmurę burzową, z której niestety tylko troszkę powiało: Potężna chmura niczym K2 w Himalajach.
Najpierw do pracy, to wiadomo. Na powrocie natomiast obrałem kurs nad Jezioro Brzostek w Parku Krajobrazowym Promno, gdzie czekała na mnie Ania. Po kąpieli w tamtejszej, mętnej wodzie wyruszyliśmy okrężną nieco drogą do Pobiedzisk, gdzie w Jeziorze Biezdruchowskim zażyłem drugiej kąpieli tego dnia. W Biezdruchowskim woda jakby nieco lepszej jakości, jednak do czystej jej daleko, ale z braku laku można się tam pluskać ile wlezie. Wychodzę z założenia, że jak mamy już te prawdziwe, gorące lato, to trzeba to wykorzystywać, stąd moje jeziorne wyrypy ostatnio.
Ogólnie jazda dziś była bardzo męcząca w większości przez uporczywy, upalny wiatr który większość trasy dął mi w twarz, ale też przez piaszczyste drogi terenowe, których dziś zaliczyłem sporo.. Mocno się przez to ujechałem, jednak było to ujechanie pozytywne.
Trasa: Pobiedziska - Promno Stacja - Jerzykowo - Bugaj - Kobylnica - Mechowo - Janikowo - Bogucin - Mechowo - Kobylnica - Uzarzewo - Biskupice - Promno - Jezioro Brzostek - Wójtostwo - Polska Wieś - Borówko - Gołunin - Pobiedziska - Jezioro Biezdruchowskie - dom.
ździsie: Po wyjeździe z pracy ok. 17:00
Jezioro Brzostek
Jezioro Wójtostwo
Iskra nadziei na niebie.
Grigori - polny zapierdalacz.
Daję nura w Jeziorze Biezdruchowskim i odpływam do krainy relaksu.
Jutro czeka nas dzień sądu. Ponoć ma być cieplej niż dziś!
Oprócz dojazdu do pracy był też powrót, w którym to podjechałem wraz z Anią nad Jezioro Dębiniec w Parku Krajobrazowym Promno. Oczywiście się tam wykąpaliśmy, gasząc rozgrzane od słońca cielska. Z ciekawostek dodam, że woda w tym jeziorze zaskoczyła mnie swoja przejrzystością i choć nie była tak czysta jak w niektórych zbiornikach w okolicy, to nurkowanie sprawiało mi sporą frajdę. Wypłynąłem prawie na środek zbiornika i jakie było moje zdziwienie, kiedy po zanurkowaniu ujrzałem dno. Jednak to małe jeziorko nie jest płytkie, bo w najgłębszym miejscu ma ponad 7 metrów głębokości. . Poza tym fajnie mi się uprawia duatlon ostatnimi czasy - rower + pływanie to jest to. Po kąpieli pojeździliśmy jeszcze po Pobiedziskach racząc oczy pięknym zachodem słońca nad Jeziorem Biezdruchowskim.
ździsie: Jezioro Dębiniec
Ania składa się do driftu.
Wakeboard na Jeziorze Biezdruchowskim w Pobiedziskach.
Zachód słońca nad Jeziorem Biezdruchowskim w Pobiedziskach.
Tymczasem na peronie w Pobiedziskach spokój.
Mamy też w Pobiedziskach swojego skrzypka na dachu.
Jutro też będzie pływanie, ale na jakim jeziorku, to zostawię w tajemnicy.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017