Dziś to był dopiero armagiedon - ponad 44*C wskazywał mój licznik w słońcu podczas powrotu z pracy. Pot lał się strumieniami z głowy. Przyjemność jazdy była żenująco mała. Szczerze mówiąc, to w tak wysokiej temperaturze jak na zdjęciu poniżej:
Najlepszym wyborem była by jakaś mała zwinna, czarna beemka z odkrytym dachem. Choćby taka jak na zdjęciu poniżej: BMW Z3 - piękność.
Oprócz tego udało mi się rano uwiecznić przejeżdżający pociąg na nowo wybudowanym wiadukcie w Pobiedziskach:
Oraz wielką chmurę burzową, z której niestety tylko troszkę powiało: Potężna chmura niczym K2 w Himalajach.
Komentarze (8)
Takie auto wogóle niepraktyczne i nie do zaakceptowania. Bo przecież gdzie tam zapakować rowery?
Idąc tym tropem, najlepiej w taki upał zrezygnować z kabrioletu, roweru szosowego i wracać z pracy dnem rzeki. Rowery szosowe jakoś mnie nie podniecają, choć niektóre są ładne.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017