Mam takie wrażenie, że pory roku przesunęły się ostatnimi laty o miesiąc do przodu, czego dowodem może być zauważony dziś na powrocie, w Kociałkowej Górce kombajn koszący zboże. Poza tym wszystko cacy - dojazd do i z pracy odbył się dziś w bardzo przyjemnych okolicznościach pogodowych, zarówno rano, jak i po południu.
ździsie: poranne żerowanie pary saren w Buszkówcu
w Kostrzynie śmignął mi kibel po liftingu
kasztanowa aleja w Iwnie
wrześniowe żniwa w Kociałkowej Górce
Ps.dziś miałem super aktywny dzień, bo oprócz roweru, przed wieczorem wraz żoną pojeździliśmy też na rolkach, ja zrobiłem 4km, Ania 8km.
W Kostrzynie Wielkopolskim jakiś czas temu postawiono tężnię solankową. Tak, taką właśnie tężnię, z jakiej słynie Ciechocinek, choć ta w Kostrzynie jest w skali mikro, porównując do najsłynniejszego sanatorium w Polsce. Jednak żeby nie było, że się tu naśmiewam, to powiem iż tężnia ta mimo swoich małych rozmiarów, spełnia swoje zadanie i jest wspaniałą inwestycją miasta Kostrzyn Wielkopolski, która zrobiła na mnie duże wrażenie, powiem nawet że był u mnie efekt "ŁAŁ"! szczególnie, gdy się już usiądzie na ławeczce weń i zrobi się kilka wdechów - dosłownie czuć na tych kilku metrach kwadratowych swoisty mikroklimat. Tężnia trochę poprawiła moje zdanie na temat tego miasteczka - brawo Kostrzyn! Gwoli formalności, to odwiedziny tego miłego miejsca odbyły się w składzie: ja, moja żona i mój syneczek. Dodam jeszcze, że tężnia mieści się w pięknym parku, przy ddrce, stawku i z wypasionym placem zabaw, na którym Czarek wybawił się jak nigdy :-)
żdzisie: tytuł zdjęcia powyżej
można nawdychać się tej jodyny.....yyyyy jodu chyba....
tak sobie krople wody spływają po gałązkach i jest pięknie
żurawie w Buszkówcu
przeleciał sobie taki oto zabytkowy samolot nad nami
pastelowe barwy bloków w Iwnie (gm.Kostrzyn) ps.vw polo jest tam bardzo popularnym autem
Na koniec powiem, że jest jeden minus tej tężni - jak się dłużej posiedzi i człowiek się tak nasłucha tego kapania kropel wody, to szybko chce się szczać i trzeba się ewakuować. :-)
Udaliśmy się dziś wszyscy do pewnej cukierni w Kiszkowie, celem zamówienia torcika na drugie urodziny Czarka. Nie mogło zatem zabraknąć solenizanta podczas tej wycieczki. Pierwsze kilometry na drodze Pobiedziska - Kiszkowo były bardzo niebezpieczne, ze względu na brak ddr i duży ruch aut, na szczęście w Sroczynie zaczyna się piękna ddr, która prowadzi ok. 10km bezpiecznym i gładkim asfaltem do samego Kiszkowa. Po załatwieniu sprawy, udaliśmy się pobocznymi drogami m.in. przez Turostowo, Turostówko, Gniewkowo , Łagiewniki, Krześlice, Złotniczki i Nadrożno do naszego pięknego miasteczka.
A po drodze takie oto widoczki: w Pobiedziskach podziwiamy ET22
rzut okiem na Jezioro Biezdruchowskie w Pobiedziskach
Kiszkowo
Słonecznikowe pole w Turostowie, a w oddali PK Puszcza Zielonka.
Nadarzyła się okazja na jazdę rowerem do pracy, więc skorzystałem. Temperatura idealna na jazdę rowerem, pomimo dużej wilgotności jechało się dziś wyśmienicie.
Niedziela musiała być na rowerze i w komplecie, dlatego tuż po śniadaniu zrobiliśmy wszyscy strzałkę do lasu. Spokojnymi okolicznymi ddrkami dostaliśmy się do Lasów Czerniejewskich, gdzie się troszkę pokręciliśmy i potem powrót równie spokojnymi, asfaltowo - polnymi drogami. Była bardzo przyjemna pogoda, stąd też dłuższy dystans wyszedł.
Miałem godzinę dla siebie, więc wykorzystałem ją na rower. Dziś jechało mi się fatalnie, dlatego szybko zwinąłem się do domu. Przede wszystkim było zbyt parno i nie miałem kompletnie pomysłu na wyjazd. Podkręciłem się po okolicy Pobiedzisk i zasapany postanowiłem przerwać tę nieprzyjemną eskapadę. ps. Nawet jednego zdjęcia po drodze nie strzeliłem, taki byłem znurzony tą parnotą. Poprawię się następnym razem.
Do pracy szybki asfaltowy wariant, a na powrocie pozwoliłem sobie na delikatny skok w bok, w teren Parku Krajobrazowego Promno. Pomimo zmęczenia fizycznego po pracy, jechało się przyjemnie - piękna sierpniowa pogoda była tego zasługą.
ździsie: sielankowe krajobrazy w Buszkówcu
jazda wąwozem w Nowej Górce w Parku Krajobrazowym Promno
Poranny wyjazd do pracy przyprawił mnie dziś o gęsią skórkę, bo tak było chłodno, jednak kilka ostrych podjazdów w Parku Krajobrazowym Promno wystarczyło żeby porządnie się rozgrzać. Na powrocie trochę kombinowałem z trasą i oczywiście odwiedziłem polne drogi, na których dopingowali mnie tamtejsi bywalcy (w galerii). Bardzo przyjemnie się jechało dzisiaj.
ździsie: efekt porannych 14*C
ddr Pobiedziska - Kociałkowa Górka - polecam :-)
para żurawi w Buszkówcu (gm. Kostrzyn Wlkp.)
sarna z młodym
Mama koza opiekuje się młodym, a tata kozioł pewnie na rower poszedł.
Nie wszyscy byli o tej porze po pracy.
droga polna Tarnowo - Góra (gm. Kostrzyn Wlkp.)
Jezioro Górskie (gm.Pobiedziska)
czapla biała (więcej się nie dało wycisnąć ze zdjęcia)
Dawno nie było okazji pojechać do pracy rowerem. Dziś nadrobiłem i jestem zadowolony. Rano naprawdę rześko, bo 15*C, na powrocie przyjemnie ciepło, jednak gonił mnie deszcz.
Ciekawostek po drodze było sporo, ale dziś na zdjęcie zasłużył taki oto zabytek motoryzacyjny, stojący nieruchomo od dłuższego czasu w Kociałkowej Górce (gm.Pobiedziska). KrAZ 256 - radziecki ciężki samochód ciężarowy produkowany od 1965 - 1994r.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017