Mam takie wrażenie, że pory roku przesunęły się ostatnimi laty o miesiąc do przodu, czego dowodem może być zauważony dziś na powrocie, w Kociałkowej Górce kombajn koszący zboże. Poza tym wszystko cacy - dojazd do i z pracy odbył się dziś w bardzo przyjemnych okolicznościach pogodowych, zarówno rano, jak i po południu.
ździsie: poranne żerowanie pary saren w Buszkówcu
w Kostrzynie śmignął mi kibel po liftingu
kasztanowa aleja w Iwnie
wrześniowe żniwa w Kociałkowej Górce
Ps.dziś miałem super aktywny dzień, bo oprócz roweru, przed wieczorem wraz żoną pojeździliśmy też na rolkach, ja zrobiłem 4km, Ania 8km.
Komentarze (5)
tanova - EN57 to najdłużej produkowane pojazdy szynowe na świecie - są często nazywane "kiblami", a to ze względu na "zapach" z toalety, który unosił się w całym wagonie podczas jazdy.
Miłe wspomnienie kibli :). Najlepiej było zimą, kiedy to można było podczas jednej podróży pierw spłonąć a potem zamarznąć :D. Czyli w sumie tak samo jak aura na dworze - ino z rana się zamarza, a popołudniu można spłonąć xD
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017