W Kostrzynie Wielkopolskim jakiś czas temu postawiono tężnię solankową. Tak, taką właśnie tężnię, z jakiej słynie Ciechocinek, choć ta w Kostrzynie jest w skali mikro, porównując do najsłynniejszego sanatorium w Polsce. Jednak żeby nie było, że się tu naśmiewam, to powiem iż tężnia ta mimo swoich małych rozmiarów, spełnia swoje zadanie i jest wspaniałą inwestycją miasta Kostrzyn Wielkopolski, która zrobiła na mnie duże wrażenie, powiem nawet że był u mnie efekt "ŁAŁ"! szczególnie, gdy się już usiądzie na ławeczce weń i zrobi się kilka wdechów - dosłownie czuć na tych kilku metrach kwadratowych swoisty mikroklimat. Tężnia trochę poprawiła moje zdanie na temat tego miasteczka - brawo Kostrzyn! Gwoli formalności, to odwiedziny tego miłego miejsca odbyły się w składzie: ja, moja żona i mój syneczek. Dodam jeszcze, że tężnia mieści się w pięknym parku, przy ddrce, stawku i z wypasionym placem zabaw, na którym Czarek wybawił się jak nigdy :-)
żdzisie: tytuł zdjęcia powyżej
można nawdychać się tej jodyny.....yyyyy jodu chyba....
tak sobie krople wody spływają po gałązkach i jest pięknie
żurawie w Buszkówcu
przeleciał sobie taki oto zabytkowy samolot nad nami
pastelowe barwy bloków w Iwnie (gm.Kostrzyn) ps.vw polo jest tam bardzo popularnym autem
Na koniec powiem, że jest jeden minus tej tężni - jak się dłużej posiedzi i człowiek się tak nasłucha tego kapania kropel wody, to szybko chce się szczać i trzeba się ewakuować. :-)
Komentarze (4)
W takich miejscach jest też kolejny minus - można laską od emeryta/emerytki dostać :P. Wiem, bo też mam takową koło chaty.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017