międzygwiezdny serwis amortyzatora
Po robocie wsiadłem na mojego, wiernego, białego bohatera i przetestowałem na podwórku pracę amortyzatora.
I co się okazało?
Otóż po najechaniu kołem na niewielką dziurkę stała się tragedia :-( Amortyzator eksplodował, a siła z jaką powietrze wystrzeliło z goleni, przeniosła mnie na dach sąsiedniego bloku o wysokości 20 metrów. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby ów specjalny olej nie okazał się być paliwem rakietowym, stosowanym przez NASA do testów międzygwiezdnych lotów prototypowych wahadłowców o kryptonimowej nazwie GRIGOR86. Dobrze, że w obu wentylach komór powietrznych zmieściło się tylko kilka kropel tego oleju. Aż strach pomyśleć, co by było, gdybym wlał tam kilka litrów tego specyfiku - kto wie, czy zdołałbym wrócić z Plutona w czasie tej jesieni....
Tymczasem otrzepałem się z piachu i wróciłem do warsztatu. Zalałem wentyle zwykłym olejem do amortyzatorów 10W, napompowałem komory odpowiednio do mojej wagi i nic nie strzela :-)
Piotras? Ja rozumiem, że w tym roku często przejeżdżałem koło Twej hacjendy bez echa, ale żeby od razu tak się mścić? Spokojnie jeszcze pojeździmy w tym roku razem w terenie - amortyzator mam sprawny :-)






















































