Od stycznia miałem w głowie wielki plan i naprawdę nie spodziewałem się, że uda mi się go zrealizować tak szybko! Mój cel na ten rowerowy rok został osiągnięty właśnie dziś - 10 000 kilometrów przejechanych na rowerze to jest dla mnie wielki wyczyn i nie wiem czy będzie okazja powtórzyć coś takiego w przyszłości. Ten dystans jest dla mnie czymś wielkim i będę się tym chwalił, tym bardziej że przejechałem go na rowerze górskim, w dużym stopniu po terenie nieutwardzonym. Osiągnięcie tego celu oczywiście nie wskazuje na to, że zaraz spocznę na laurach. Mój sezon trwa cały rok i do końca roku ten wynik nieco podkręcę, a tymczasem jadę dalej z tym koksem, bo jestem przecież Grigori - zarażony cyklozą i już z tego nie wyjdę :-)
radość rowerowa - 10 000km w 2017 roku przekroczone :-))))
Oł yeah!!! Taką radość rozumiem :))). Nie ma nic piękniejszego jak osiągnięcie założonego celu i to jeszcze w 10 miesiącu roku. Czyżby 12 000 do końca roku?! Brawo! Brawo! Brawo! :D
Mega wyczyn! Gratuluję w chuj :-)Fajnie, że po słabym 2015 roku kręcisz ze zdwojoną siłą. A może krzyknąłes cyklozo trwaj wiecznie ;-) Zazrdaszczam i podziwiam. PozdRower :-)
Pamiętam, jak w 2015 roku dokonałem podobnego wyczynu i też było to z październiku, ale dokładnie tydzień później 09.X. Tego roku dokręciłem jeszcze do 12000 km i pewnie Tobie też to się uda. Mnie takie wyniki teraz już nie w głowie, bo przy dwójce dzieci jest to niemal niewykonalne. Ale do końca roku jeszcze trochę czasu i postaram się dokulać do 10000 km.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017