We trójkę (Ania, mój tata i ja) pojechaliśmy dziś na spokojną wycieczkę nad dolinę Cybiny w okolicy Swarzędza. Okrążyliśmy też Jezioro Swarzędzkie i swoimi ścieżkami podjechaliśmy do mojej rodzinnej Wierzonki na kawę. Potem powrót do Pobiedzisk. Pogoda wyśmienita na rower, choć niekiedy powiewało w twarz to i tak było to ciepłe powietrze. Czasem jazdę utrudniał sypki piasek, który na polnych drogach przypominał bardziej mikro pył, który barwił na szaro nasze rowery i buty. Mimo tego w terenie wykręciliśmy dziś ponad 30 km.
No właśnie buty! Ania po raz pierwszy w życiu jechała dziś w butach spd. Jakie były jej wrażenia z jazdy to już na jej blogu (wkrótce). Ale ja jako obserwator, stwierdzam, że to "kobieta z jajami", która niczego się nie boi - Ania jechała po prostu tak, jakby od zawsze miała wpięte bloki w zatrzask. Zrobiła na mnie wrażenie i jestem z niej dumny.
Najciekawszą rzeczą widzianą po drodze był dla mnie zaskroniec zwyczajny. Ten ze zdjęcia nie miał więcej jak 80 cm, ale ładnie na nas syczał kiedy zbliżyliśmy obiektywy aparatów. Kiedyś chwytałem te węże własnoręcznie, ale teraz tego nie robię, bo nie stresuję niepotrzebnie zwierzęcia i wolałbym uniknąć tego smrodu, którym zestresowany zaskroniec sika na napastnika w celach obronnych.
trasa:
ździsie: Ania przyzwyczaja się do spd.
Zadowolona Ania na tle kwitnącego rzepaku.
zaskroniec zwyczajny
zaskroniec zwyczajny
dolina Cybny - Gortatowo
dolina Cybiny - Gortatowo
Jezioro Swarzędzkie
Ps.Tym co wierzą życzę rowerowych świąt, a tym co nie wierzą dużo roweru. :-)))
Najpierw dojazd do pracy przy temp. 5*C, by po 8h wracać w temp.20*C. Jak tu się ubrać?! Na powrocie miało miejsce miłe spotkanie z Kubolsky'm, który jechał sobie dziś ponad 100km rowerem, aby złożyć jakiś papierek w urzędzie - świrnięty gostek. Po dojeździe do domu zrzut zbędnego balastu, czyli długich gaci lub jak to mówi Kubolsky: "piżdżamy" i pierwszy raz w tym roku wyjazd w krótkich gaciach na przejażdżkę po okolicach, w towarzystwie Ani. Sporo dziś nakręciłem.
Jak dobrze, że to już wiosna. Dni są już na prawdę długie, że nawet kończąc pracę o 16:00 można wrócić do domu i pokręcić rowerem przy świecącym i co ważne grzejącym słoneczku. Dziś wespół z Anią pojechaliśmy nad Jezioro Lednickie. Nieodległe, bo około 10 km od domu, ale za to rozległe, czyste i pełne historii. Nad tym właśnie jeziorem wzięło początek nasze państwo. Zawsze kiedy jestem przy brzegu, myślę o Mieszku I który jakieś 1069 lat temu pił wodę z tego jeziora.
Dziś odbyłem jazdę testową moim białym Feltem Q720. Testową ponieważ został w nim wymieniony cały napęd (zębatki korby, kaseta, łańcuch, suport), cały układ hamulcowy (wymiana klocków, oliwka, płyn, odpowietrzenie), opony (CST Jack Rabbit 2.10), oraz nowe koła (WTB WNL-312 Cross Country Speed Disc). Z jazdy próbnej jestem zadowolony. Powiem więcej - rower jedzie jak nowy i po pierwszych kilku depnięciach poczułem się jak 10 lat temu, kiedy wsiadłem na tę maszynę po raz pierwszy. Teraz nic tylko cieszyć się jazdą.
A jako trasę obrałem kierunek do Iwna (gm.Kostrzyn), skąd wraz z Anią, wizytującą w tym czasie u babci, wróciliśmy do Pobiedzisk, zahaczając o kilka szutrowych odcinków, na których mogłem poświrować nowymi gumami. W Zbierkowie natomiast mieliśmy wielkie szczęście móc zaobserwować stado jeleni szlachetnych, pasących się na skraju PK Promno. Widok tych pięknych zwierząt zawsze powoduje u nas radość i dreszcz emocji. Tym bardziej cieszy fakt, że zamieszkują tereny tuż obok naszego domu.
ździsie: FELT Q720 na 2019 gotowy
CST Jack Rabbit 2.10
pałac w Iwnie
stado jeleni w Zbierkowie
Jelenie kiedy nas dostrzegły, ruszyły z kopyta.
Ps. Tak się zachwycam tymi jeleniami, ale moja łAnia jest najładniejsza i na rowerze potrafi śmigać :-)
Dobre 5 dyszek po fajnych drogach w kilku gminach: Pobiedziska, Łubowo, Czerniejewo, Nekla i Kostrzyn Wlkp. Podobnie jak wczoraj wiatr nie dawał nam spokoju, jednak trasę zaplanowaliśmy tak, aby z powrotem mieć go w plecy, a do celu chowaliśmy się między drzewami. Ogólnie fajny wypad, bo w Nekli mieliśmy pit stopa na pyszny obiadek, ale jako że to nie blog kulinarny, to też nie będę wylewny co do gatunku spożytej strawy. Powiem tylko, że było suto i pysznie, ale ciężko było potem kręcić korbą z takim napęczniałym brzuchem :-))) Wpis Ani TUTAJ
taka trasa:
A zdjęcia dopowiedzą resztę: Świetna droga rowerowa z Wierzyc do Czerniejewa.
Zabudowania byłego PGR w Czerniejewie.
Ania przed pałacem w Czerniejewie.
Syrenka w stanie kolekcjonerskim była największą atrakcją w Nekli.
Rezerwat Jezioro Okrąglak w Lasach Czerniejewskich.
Ania na jednej z pięknych dróg leśnych w Lasach Czerniejewsjich.
para łabędzi
Weekend spędzony na rowerze, mimo dolegliwości z katarem. Ale idzie ku lepszemu i w dodatku jestem na ukończeniu serwisu mojego białego Felta, którym już niebawem będę kręcił na nowych kołach, napędzie i takich tam różnościach :-)
Trochę dupnie się jeszcze czuję. Od tygodnia męczy mnie jakiś potężny katar, nie wspominając o innych dolegliwościach łącznie z osłabieniem, które podczas dzisiejszej wycieczki uprzykrzały mi radość z jazdy. Litry smarków wydmuchanych podczas tych 3 dyszek, sprawiły boleści nosa, dodatkowo zimny i silny wiatr odbierał radość i siły na tyle, że po wspomnianych 3 dyszkach, czułem się jak po stu w sprzyjających warunkach. Czarę goryczy przelał napis w moim aparacie - brak karty pamięciowej :-)))
To tyle z narzekania, bo w sumie trasa wypadu była całkiem ciekawa i co ważne leśna i nad jeziorem. Wraz z Anią przedostaliśmy się najszybszym wariantem do PK Puszcza Zielonka, gdzie jej skrajem, tuz przy brzegu Jeziora Stęszewsko - Kołatkowskiego, pokonaliśmy całą jego długość i potem to już różne terenowe ścieżki po naszej ukochanej gminie Pobiedziska.
Pogoda piękna, więc wraz z Anią pojechaliśmy w teren. Było troszkę po PK Promno, było troszkę nad Jeziorem Kowalskim, potem strzałka do PK Puszcza Zielonka oraz spotkanie z Micorem i Kubolsky'm, którzy tego dnia śmigali po zielonce. Nie wiem tylko, dlaczego Kubolsky mówi że w pidżamie przyjechałem... :-S
Po wczorajszej setce trzeba było nam rozruszać obite mięśnie pośladków, więc wybraliśmy się na wycieczkę po pobliskich Lasach Czerniejewskich. Odwiedziliśmy urocze jeziorka w Jeziercach. Mocno dziś wiało z zachodu i po wyjeździe z lasu, na polnych drogach dostaliśmy nieźle w twarz chłodnym wichrem, który odebrał nam chęci do kręcenia dziś większego dystansu. 3 dyszki w zupełności nam dziś wystarczyły.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017