Ostatni dzień urlopu w Górach Sokolich poświęciliśmy na wyprawę pieszą na dwie urocze góry, tzw. "Cycuchy", czyli Krzyżną Górę (654 m n.p.m.) oraz Sokolik (642 m n.p.m.). Wspinaczkę zaczęliśmy u podnóża Krzyżnej Góry, zahaczając o schronisko Szwajcarka, zbudowanej w stylu tyrolskim. Wędrówka prowadziła dobrze oznakowanymi szlakami, dość dużym nachyleniem, wśród lasów świerkowych, głazów i dostarczyła wielu pięknych widoków, zarówno po drodze, jak i na szczytach obu gór. Góry Sokole w Parku Krajobrazowym Rudawy Janowickie pozostaną w naszej pamięci, jako cudowny zakątek który wszystkim polecamy odwiedzić.
Piąty dzień był ostatnim rowerowym dniem i mieliśmy ochotę na lekki odpoczynek od podjazdów, dlatego obraliśmy kurs w okolice Zbiornika Sosnówka. Tam rzeczywiście było nieco lżej do kręcenia, ale za to w Jeleniej górze spotkał nas rzęsisty deszcz i powrót do Bobrowa przez całą Jelenią Górę w kałużach sprawił nam delikatne utrudnienie - z lajtowego wypadu zrobiła się znów ciężka przeprawa. Góry nie dały nam chwili wytchnienia na rowerach :-) Po drodze oprócz tytułowego Zbiornika Sosnówka widzieliśmy wiele pięknych widoków na Karkonosze.
trasa:
Oto kilka widoków: pałac w Staniszowie
Sztuczne ruiny zamku Henryka w Sosnówce.
Zbiornik Sosnówka
Tama na Zbiorniku Sosnówka.
Zamek na Górze Chojnik.
Zamek Chojnik nieco bliżej.
Widoczne dawne schronisko nad Śnieżnymi Kotłami w Karkonoszach.
Czwartego dnia udaliśmy się do Kolorowych Jeziorek. Są to 4 stawy u podnóża Wielkiej Kopy (871 m n.p.m.) Charakteryzują się barwą, wynikającą ze składu chemicznego podłoża na jakim się znajdują. Miejsce godne polecenia, choć na nas nie wywarło aż tak wielkiego wrażenia, w przeciwieństwie do morderczych podjazdów, które już taaaaaak :-S. Zresztą byłem tak zmęczony po dojechaniu w to miejsce, że usiadłem na ławeczce, zjadłem pajdę chleba ze smalcem i nigdzie już mi się chodzić nie chciało - wysłałem Anię, żeby zdjęcie zrobiła ;-)
To była arcy-ciężka wyprawa. Tego dnia pokonać musieliśmy tak wiele podjazdów, że nogi z wysiłku zaczęły nam drżeć. Szczególnie w pamięci pozostanie nam podjazd Przełęczą Rędzińską, gdzie rowery musieliśmy pchać tak długo i mozolnie, że w pewnym momencie oboje zwątpiliśmy czy damy radę fizycznie tak dalej tyrać....Jakoś daliśmy radę. Na dowód tego przewyższenia niech będzie nasza średnia wycieczki oraz mój Vmax z górki, kiedy zjeżdżaliśmy z Przełęczy Rędzińskiej prawie 70km/h z palcami na hamulcach!!!
Park Krajobrazowy Doliny Bobru był naszym celem trzeciego dnia. Rzeka Bóbr wije się przepięknym terenem, w dolinie otoczonej zalesionymi wzniesieniami. Brzegiem wiedzie szlak rowerowy i można komfortowo przemierzać tę piękną krainę, podziwiając okoliczności przyrody oraz różnego rodzaju budowle hydrotechniczne jak np. elektrownie wodne, czy zapory. Zresztą co ja będę się rozpisywał - powiem tylko, że Park Krajobrazowy Doliny Bobru powinien być obowiązkiem do odwiedzin, bo jest tam tak pięknie.
Oto trasa:
Oczywiście sam park krajobrazowy trzeba zobaczyć, ale po drodze było tak dużo innych atrakcji, że nie sposób tego wymienić i zdecydowanie polecam każdemu powtórzenie powyższej trasy i zobaczenie tego na własne oczy. Tymczasem parę zdjęć: Mural na jednym z bloków w Jeleniej Górze, poświęcony pamięci Miedzianki.
Jelenia Góra
Wieża widokowa na Wzgórzu Krzywoustego w Jeleniej Górze.
Na wieży widokowej podziwiamy panoramę Jeleniej Góry oraz Karkonoszy.
Jelenia Góra
Most kolejowy nad Bobrem.
Malownicza droga rowerowa wzdłuż Bobru.
Park Krajobrazowy Doliny Bobru - widok na Bóbr ze schroniska Perła Zachodu.
Schronisko Perła Zachodu nad Bobrem
Park Krajobrazowy Doliny Bobru
Perła Zachodu
Wieża Rycerska w Siedlęcinie
Zapora i elektrownia wodna na Bobrze we Wrzeszczynie.
Jezioro Wrzeszczyńskie
Brukowany zjazd do Pokrzywnika.
Potężna zapora na Jeziorze Pilchowickim w Pilchowicach.
Drugiego dnia pojechaliśmy nieco wyżej. Głównymi przystankami po drodze były Kowary i Karpacz. Jak zwykle dużo podjazdów, ale i zjazdów. Wiele pięknych widoków, górskich dróg rowerowych i przełęczy. Każdy kto był w Karpaczu, powie że to pięknie usytuowana miejscowość. Zwiedziłem Karpacz na rowerze i z tej perspektywy podobało mi się bardziej, choć lekko nie było.
Trasa wycieczki:
W drodze do Kowar i Karpacza, kierowaliśmy się szlakami rowerowymi i po drodze cieszyliśmy oczy takimi widokami: sudecka architektura
Urlop na rowerze czas start. Tego roku postanowiliśmy eksplorować Sudety Zachodnie, a konkretnie okolice Jeleniej Góry. Na miejsce wypadowe wybraliśmy Bobrów u podnóża Gór Sokolich w Parku Krajobrazowym Rudawy Janowickie. Oto mapka z trasy pierwszego, zapoznawczego dnia:
Każdego dnia wyruszaliśmy z duszą na ramieniu, obawiając się morderczych podjazdów, których w tych okolicach było bardzo dużo, a my Wielkopolanie - przyzwyczajeni do płaskiej rekreacji, przy każdym takim podjeździe dostawaliśmy ostro w kość. Jednak jakoś człapaliśmy się po tych górach, podziwiając przepiękne krajobrazy i wykręcając niebotyczne średnie podczas wycieczek - ok.12km/h :-)))
Jednak tereny, które zwiedziliśmy były tak urokliwe i niepowtarzalne, że cały nasz wysiłek włożony w ich pokonywanie złożył się na końcu w ogromną satysfakcję - satysfakcję, że byliśmy tam na rowerach.
Miejsce wypadowe mieliśmy tuż u bram okazałego pałacu w Bobrowie. W ogóle zdziwieni byliśmy faktem, że w tamtych okolicach, niemalże w każdej miejscowości znajdowały się jakieś pałace, zamki, czy ruiny. Bogaty historycznie obszar. Pałac w Bobrowie
Jednym z celów było odwiedzenie Miedzianki. Miasta z tragiczną historią, które to przed kilkudziesięciu laty zostało zupełnie zmiecione przez ówczesne władze z powierzchni ziemi, a liczyło sobie kilkanaście tysięcy mieszkańców. Wszystko to, za sprawą rabunkowej eksploatacji rud uranu i innych metali pod powierzchnią miasteczka. Domy zaczęły się sypać, zawalać, a mieszkanie w tej okolicy okazało się śmiertelnym zagrożeniem. Dziś oprócz asfaltowej drogi, ruin starego browaru, kilku domów, kościoła i nowego browaru nie stoi tam nic. Mieszkańcy Miedzianki zostali przeniesieni do dzielnicy Zabobrze w Jeleniej Górze, gdzie na jednym z bloków, namalowany został piękny mural ku pamięci Miedzianki. Mural przedstawię we wpisie z wycieczki do Doliny Bobru. Nowy browar w Miedziance.
Góry Ołowiane
Widok z Mniszkowa na Góry Sokole.
Miedzianka - Mniszków
Widok z Mniszkowa po długim podjeździe.
Skała Piec w Rudawskim Parku Krajobrazowym.
Na Piec można wejść. Widok z tej skały zapiera dech w piersi.
Dojazd do pracy komfortowy, mimo że na termometrze ledwo 12*C, a na rękach pojawiła się gęsia skórka. Na powrocie za to 25*C i umówiony byłem na przejażdżkę z Piotrasem. Dojazd w umówione miejsce przebiegał drogami polnymi jakieś 15km, a potem już wspólne kręcenie po terenowych ścieżkach i miła pogaducha. Piotras trzyma wysoką formę i dziś oglądałem mu plecy na zjazdach i podjazdach. Fajnie było znów się spotkać, choć na krótko.
kilka ciekawych ździsiów: Spotkana o poranku Skoda serii 182 w Pobiedziskach.
Takie widoki z okna w pracy.
Złote łany w Katarzynkach (gmina Swarzędz). Żniwa tuż tuż.
Jakiś pożar na horyzoncie w gminie Pobiedziska.
Piękny widok i zapach w Gwiazdowie (gmina Kostrzyn).
Przejażdżka z Anią po dalszej okolicy. Popołudniowy relaks na dwóch kołach, troszkę po asfalcie, troszkę po lesie i troszkę po szutrze. Tak jak na poniższej mapce:
Veny do zdjęć dziś nie miałem, ale takie 3 są: Opuszczony i niszczejący dwór z 2 połowy XIX w. w Kociałkowej Górce.
Szuterkiem przez Nową Wieś Lednogórską.
Jedyny "wieżowiec" w Pobiedziskach. Wieża technologiczna firmy Baumit mierzy 57 metrów wysokości i jest dobrym kierunkowskazem w całej gminie.
Dziś był taki dzień, że wiało. A jak wiatr dmie to do lasu, albo w jego okolice, aby się schronić. Planu wielkiego nie było, więc wyjechaliśmy na spontana. Jak się okazało wycieczka wyszła finalnie baaaaaardzo przyjemna i było sporo terenu na przeróżnych typach nawierzchni oraz nawet kilka nowości, jak choćby piękna stara chata w Borowie - Młyn. Trasę na bieżąco wymyślałem ja i prowadziła w 100% w naszej gminie Pobiedziska. Ania mi tylko wtórowała z zadowoleniem na twarzy.
trasa:
ździsie: Przeprawa przez rzekę Główną w okolicach lasu Olszak w Borowie - Młyn. Główna w tym roku prawie wody nie ma w tym miejscu.
Jazda Olszakiem. Singiel oferował nam bagniste widoki po obu stronach. Kontakt z naturą :-)
Stara, pięknie utrzymana chatka w Borowie - Młyn.
Jezioro Kołatkowsko - Stęszewskie świeciło dziś pustką.
Piaszczystą droga z tarką w Stęszewku - nie dla mięczaków :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017