Piękna pogoda o poranku zachęciła nas do zrobienia jakiejś fajnej wycieczki z Czarkiem w przyczepce. Na tapet wzięliśmy Jezioro Kowalskie, znajdujące się jakieś 10km od domu. Ten zalew odwiedzaliśmy już chyba z tysiąc razy, ale jeszcze nigdy nie objechaliśmy go z dzieckiem w przyczepce, a to przecież całkiem wygodna trasa i jak się okazało idealna dla naszego szkraba, bo prawie całą trasę przespał :-))) Tuż po wyjechaniu, zdziwił nas zimny wiatr, wiejący od wschodu, ale po kilku przejechanych kilometrach się przyzwyczailiśmy, ale za to na skraju lasu "za wiatrem" słonko potrafiło nieźle przygrzać w czoło Większość trasy przebiegała drogami terenowymi, gdzie podziwialiśmy (ja i Ania - Czarek spał) zieleniejące łąki, drzewa, zapachy kwitnących kwiatów, klimat jeziora i śpiew ptaków.
jazda w terenie - okolice wsi Karłowice (gm.Swarzędz)
droga polna gdzieś między Karłowicami, a Kowalskim
podziwianie pociągu to ostatnio główny punkt wycieczek Czarka
Trzeba powoli szykować sprzęt, bo za niedługo wyjeżdżamy pojeździć nieco dalej z Czarkiem - będą nasze ulubione Kaszuby, a konkretnie Jezioro Wdzydzkie...
Niedzielny, rodzinny wypad z przyczepką nad Jezioro Kowalskie. Plan był, aby pojechać nieco dalej, jednak po godzinie jazy zaczęło robić się groźnie na niebie i postanowiliśmy wracać. Niemniej jednak udało nam się wykręcić miłe kółko po naszej gminie. Było sporo dróg gruntowych dziś, ale za to Czarek caluśką wycieczkę przespał i obudził się dopiero pod domem, kiedy się zatrzymaliśmy :-)))
Wymarzona pogoda, sobota, wszyscy zdrowi i wyspani, więc jazda na wycieczkę. Tak się złożyło, że Czarek większość trasy przespał w swoim dyliżansie i obudził się na ostatniej prostej do domu, a rodzice w tym czasie kręcili bez przystanku, dlatego też ominęło nas kilka ładnych miejscówek - jak się zatrzymujemy to mały cwaniaczek od razu się budzi :-))) Ale nie ma tego złego...bo kiedy się obudził, to przejeżdżaliśmy obok pięknej łąki nad strumykiem, gdzie oczywiście zrobiliśmy sobie krótki, wiosenny biwak - ech piękne chwile.
trasa: Pobiedziska - Węglewo - Latalice - Rybitwy - Lednogóra - Imielno - Gołunin - Polska Wieś - Pobiedziska.
Popołudniowa rodzinna wyrypka z synkiem w przyczepce, na plac zabaw do Wronczynka w naszej gminie Pobiedziska. Jazda przyjemnymi drogami i w super pogodzie. Z Pobiedzisk do placu zabaw wyszło 12km, z czego 5 terenowych kilometrów ze Złotniczek do Krześlic przebiegało po polnej drodze usłanej kałużami i błotem - Czarek miał ubaw z jazdy slalomem. Po drodze było podziwianie koników, sarenek, gęsi, kolorowych kwiatków i pociągów....po prostu miło.
ździsie: sarnia rodzinka
nić porozumienia niemowlaka ze źrebakiem
fragment drogi polnej ze Złoniczek do Krześlic
przerwa na placu zabaw we Wronczynku
Czarek podziwia elfa na stacji kolejowej w Pobiedziskach.
Po porządnym odespaniu wczorajszego, jak tylko odsłoniłem rolety i ujrzałem prawdziwą wiosnę za oknem, na myśl od razu przyszło mi jedno - "PRZYCZEPKA". Myśl ową udało się zrealizować dopiero po południu co prawda, ale się udało, co bardzo nas wszystkich cieszy. Dlaczego po południu? Śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż przed południem, zaplanowaliśmy wspólny spacer nad nasze pobliskie jezioro, po którym to spacerze, nasz Czaruś udał się na dwugodzinną drzemeczkę. Obudził się ok. 15:00, więc na wycieczkę wyjechaliśmy przed 16:00 - tak już to jest z małymi brzdącami. Ciekawiło nas zachowanie syna, po dłuższej przerwie od przyczepki (ostatni raz miał w październiku 2022). Okazało się, że cwaniaczek sobie chyba przypomniał "stare dobre czasy" i rozsiadł się jak lord w swoim legowisku, przyjmując pozycję człowieczka zrelaksowanego i zadowolonego z zastałej sytuacji :-))) No może troszkę ponarzekał, jak mu słonko prosto w oczka zaświeciło, ale ogólnie dajemy mu wysoką ocenę z zachowania - takie dobre 5-.
Trasa jaką obraliśmy była bezpieczna i komfortowa tzn. ddr z Pobiedzisk do Kociałkowej Górki przez Park Krajobrazowy Promno, potem serwisówką przy S5 i krótki terenowy odcinek przez las w Czachurkach i wszystko w granicach i na obrzeżach naszej pięknej i ulubionej gminy Pobiedziska. Ps. polecamy odwiedzić.
ździsie: Park Krajobrazowy Promno
stado jeleni w okolicy Kociałkowej Górki
jest i ona - żona ma :-)
terenowy odcinek Czachurki - Gołuń
Czaruś uzupełnia kalorie po drodze
zestaw przyczepkowy
Wreszcie się zaczyna - senon przyczepkowy. Piękny czas, kiedy można realizować swoje hobby w gronie ukochanych. :-*
Kiedy wyjechałem o 7:00 mróz nieźle mnie poszczypał po palcach, bo termometr wskazywał -3*C, natomiast po pracy, na powrocie temperatura wzrosła do ok.10*C i w dodatku wiało w plecy, więc zrobiłem sobie przedłużkę trasy, zahaczając o wieś Iwno w gminie Kostrzyn Wlkp. Zima jednak nadal nie odpuszcza.
ździsie: zamarznięta kałuża
widok z Glinki Duchownej na Iwno
Iwno - wieża barokowego kościoła kontrastuje z komunistyczną architekturą.
Tego dnia nadarzyła się dogodna okazja, aby pojechać do pracy rowerem, dlatego nie zastanawiałem się długo i mimo niesprzyjających prognoz pogodowych wsiadłem na rower i jazda. Finalnie zarówno do pracy, jak i z pracy dojechałem o suchej nitce, choć na powrocie było już o krok od ściany deszczu, ale udało się zdążyć gdyż wiał mi silny wiatr w plecy na całej długości powrotu i to z taką siłą, że moja średnia rzadko spadała poniżej 30km/h i musiałem nawet hamować pod górkę :-) Oczywiście trasa do pracy nie jest u mnie najkrótsza, bo przyjemność z jazdy na rowerze lubię sobie przedłużać (10km więcej), ale również dlatego że ten dłuższy wariant dojazdu do Kostrzyna, prowadzi malowniczą i bezpieczną ddrką m.in. przez Kociałkową Górkę.
tak to się dziś wyglądało: DDR przez PK Promno z Pobiedzisk do Kociałkowej Górki na wysokości Łąk Królewskich.
Dziś wyjątkowo nie miałem żadnych rodzicielskich obowiązków z rana, więc postanowiłem wykorzystać sytuację i pojechać do pracy w Kostrzynie Wlkp. rowerem. Dobrze się ubrałem, bo rano lekko mroziło, a na powrocie też za ciepło nie było. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie wybrał tego dłuższego wariantu trasy w tę i z powrotem, bo przyjemność jazdy na rowerze lubię sobie przedłużać. Czasem tak kombinuję z drogą, że zapuszczam się w coś takiego jak na poniższym zdjęciu (w tym przypadku rower przeniosłem na plechach).
ździsie: Oto jedyny dziś terenowy odcinek na trasie - krótki ale treściwy. Dodam jeszcze, że to droga w Kostrzynie Wlkp.
Krótką acz treściwą wycieczkę dziś zrobiłem. Po wyjściu na rower nie miałem zupełnie pomysłu na cel kręcenia, więc pojechałem na spontanie i tak koła zaprowadziły mnie w okolice następujących wiosek: Pobiedziska - Główna - Kocanowo - Lednogóra - Imielno - Wagowo - Zbierkowo - Nowa Górka - Kapalica - Pobiedziska. Momentami jechało się ciężko, ze względu na zimny, zachodni wiatr, jednak gdy wiało w plecy, to czuć było nawet niezłe ciepełko. Jak wspomniałem wycieczka była treściwa, a to ze względu na dwa czynniki - mnogość napotkanej fauny oraz zróżnicowanie rodzajów nawierzchni, którymi dziś jechałem, począwszy od gładziutkich asfaltów, poprzez ddrki z kostki brukowej, leśne i trawiaste ścieżki, polne szutry, a skończywszy na jeździe po polu. Ogólnie ujmując to dzisiejsze trzy dyszki w zupełności mnie usatysfakcjonowały.
ździsie: Dwa stada saren na polach między Kocanowem, a Lednogórą.
żuraw na łące w Imielnie
stadko saren widziane w Wierzycach
Jezioro w Wierzycach powstałe w wyniku wydobycia żwiru.
W zacienionych miejscach zalega jeszcze sporo śniegu.
Oto kolejny żuraw napotkany podczas dzisiejszej wycieczki. Tym razem oto stanął sobie dosłownie pod moim oknem w Pobiedziskach :-)
Choć do kalendarzowej wiosny zostało jeszcze kilka dni, to tymczasem cieszyć się pozostało ostatnimi chwilami zimy, która jak widać nie da łatwo za wygraną. Pozdrower i do następnego.
Pół dnia wolnego od pracy postanowiłem wykorzystać na krótki wypad po okolicy. Podjechałem sobie najpierw nad Jezioro Kowalskie i później nad Jezioro Kałatkowsko - Stęszewskie, przy którego prawym brzegu przejechałem całą jego długość takim spoko singielkiem. Pogoda tylko nieciekawa, bo z ciemnych chmur kropił deszcz tworząc błoto pod kołami i co ciekawe, to to że nagle zrobiło się ciepło - temperatura wzrosła w kilka godzin od 1*C do ok 10*C.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017