Piąty dzień był ostatnim rowerowym dniem i mieliśmy ochotę na lekki odpoczynek od podjazdów, dlatego obraliśmy kurs w okolice Zbiornika Sosnówka. Tam rzeczywiście było nieco lżej do kręcenia, ale za to w Jeleniej górze spotkał nas rzęsisty deszcz i powrót do Bobrowa przez całą Jelenią Górę w kałużach sprawił nam delikatne utrudnienie - z lajtowego wypadu zrobiła się znów ciężka przeprawa. Góry nie dały nam chwili wytchnienia na rowerach :-) Po drodze oprócz tytułowego Zbiornika Sosnówka widzieliśmy wiele pięknych widoków na Karkonosze.
trasa:
Oto kilka widoków: pałac w Staniszowie
Sztuczne ruiny zamku Henryka w Sosnówce.
Zbiornik Sosnówka
Tama na Zbiorniku Sosnówka.
Zamek na Górze Chojnik.
Zamek Chojnik nieco bliżej.
Widoczne dawne schronisko nad Śnieżnymi Kotłami w Karkonoszach.
Stawy Podgórzyńskie rządzą, przynajmniej widokowo! :)
Znajomi z Jeleniej polecają w tym nowym czymś (drewniana paskudna buda) żarcie - podobno jest godnie. Nie wiem, bo tylko piłem piwo 0%, ale przy okazji widziałem konsumującą Maję Włoszczowską :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017