Jak to ostatnio u mnie, wyjechałem bez celu...no może poza tym, że myślałem o lesie, a że do takiego mam blisko to długo nie jechałem. Jak już byłem w lesie (Puszcza Zielonka) to przejechałem całą wzdłuż i wyjechałem w Łopuchowie, a tam podjechałem pod sporą stadninę koni. Popatrzyłem jak się konie ganiają i zrobiłem nawrót....wiatr był tak silny, że wariant szybszy czyli asfaltem odpadł, a pojechałem wariantem wolniejszym, bo bezwietrznym, osłoniętym drzewami, ale za to po piachach i takich tam leśnych sprawach. Cały czas trasę obmyślałem na bieżąco i to mi się podoba - rower daje mi wolność :-)
Czuję że powoli się rozkręcam, ale dupa nadal boli po 20km :-( Zmęczenia już na szczęście nie czuję tak wielkiego. Słońce daje motywację, jednak dziś nie było tak przyjemnie jak wczoraj, powietrze było bardzo przejrzyste, ale wiał silny i mroźny wiatr - pogoda się dociera.
ździsie:
Tego typu drogami jeżdżę najczęściej.....
Jezioro Miejskie w Okońcu
Łopuchowo
Nad głową leciał mi Jumbo Jet.
Komentarze (3)
Coś pogoda nie jest łaskawa,dzisiaj na Kaszubach pada deszcz ze śniegiem, masakra :( Lubię nasze polskie jeziora :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017