W drugim dniu majówki po Ziemi Chełmińskiej i Dolinie Dolnej Wisły, obrałem wraz z Anią kurs z Chełmna przez Świecie do Grudziądza i powrót po drugiej stronie Wisły do Chełmna. Kolejny dzień pełen pięknych widoków i słonecznej pogody, sprawił że wspólnie zrobiliśmy trasę z uśmiechami na twarzach, a wspomnienia z odwiedzonych miejsc, pozostaną podobnie jak z dnia pierwszego na całe życie. Trasa wycieczki prowadziła w bezpośredniej bliskości Wisły, drogą rowerową. Poziom trudności oceniłbym jako łatwy, amatorski, no może oprócz odcinka przez ogromne parowy w okolicy Sartowic, ale to przedstawię poniżej, więc zapraszam do zapoznania się z trasą: ... .. . Trasę zaczynamy dojazdem do pobliskiego Świecia, gdzie podziwiamy starą, gotycką farę, a potem ceglany, krzyżacki zamek i Rynek miasta. Świecie położone jest na wzgórzu, więc zabudowania tego miasta można dostrzec już z bardzo daleka. Stara Fara w Świeciu.
Gotycki styl Starej Fary w Świeciu.
Dojazd do zamku krzyżackiego przy rzece Wdzie w Świeciu.
Zamek krzyżacki w Świeciu.
Wieża zamku krzyżackiego w Świeciu.
Rynek w Świeciu
Po zwiedzeniu Świecia, przedostaliśmy się na szlak rowerowy, prowadzący spokojnymi, asfaltowymi drogami do samego Grudziądza. A po drodze warto wspomnieć o około kilometrowej ścieżce, prowadzącej przez parowy w okolicy wsi Sartowice, przy stromym, zalesionym brzegu Wisły. Parowy wywarły na nas wielkie wrażenie. Czarcie Góry, potocznie zwane
Diabelcami, to rozciągające się między Świeciem a Sartowicami urwiste,
porośnięte lasem parowy i stoki, z których roztacza się wspaniały widok
na Wisłę i wpadającą do niej Wdę. Mówię wam - coś pięknego i żadne zdjęcia nie oddają uroku tego miejsca, bo to trzeba zobaczyć na własne oczy. W Czarcich Górach podjazdy miały dobre 45% nachylenia i wjazd rowerem okazał się być niemożliwy, jednak ukształtowanie terenu to bajka dla oczu, a niekoniecznie dla nóg :-)
Widok z Czarcich Gór na Dolinę Dolnej Wisły.
droga z Sartowic do Wielkiego Stwolna.
Coraz bardziej zbliżamy się do Grudziądza, a droga zbliżyła się do wałów przeciwpowodziowych. Jazda stała się trochę frapująca, gdyż z prawej strony widać było tylko zieloną ścianę wału, a korciło cały czas, aby zerknąć, co też widać po drugiej stronie. Parę kilometrów przed Grudziądzem przejeżdżamy pod mostem autostrady A1 w Rozgartach. Most ten, jest najdłuższym mostem w Polsce i całkowita długość przeprawy wynosi 1953,60 metra. Pod mostem A1 w Rozgartach.
No i docieramy do Grudziądza. Miasto jest po prostu piękne! Polecam odwiedziny każdemu. Mostem im.Bronisława Malinowskiego przedostajemy się na drugą stronę Wisły i podążamy w kierunku Bramy Wodnej, ulicy Spichrzowej i Góry Zamkowej, na szczycie której znajdują się m.in. ruiny starego zamku krzyżackiego, oraz główna jak dla mnie atrakcja Grudziądza, czyli punkt widokowy na wieży Klimek. Na wieże można wejść za darmo, a widok który się stamtąd rozpościera zapiera dech w piersi. Zresztą zobaczcie sami. Widok na Grudziądz z Mostu im.Bronisława Malinowskiego.
Wisła w Grudziądzu
Wisła w Grudziądzu jest ogromna.
Nadbrzeże im.Gen.Gustawa Orlicz - Dreszera w Grudziądzu.
Wspólne zdjęcie przed Bramą Wodną w Grudziądzu.
Przed ruinami zamku krzyżackiego na Górze Zamkowej w Grudziądzu.
Wieża Klimek od środka.
Macham do Ani na dole.
Widok na Grudziądz i nabrzeże Wisły z wieży Klimek.
Patrząc w stronę północy...Wisła :-)
Wisła w okolicy Grudziądza.
Północna część Grudziądza z Góry Zamkowej.
Nowe widziane z Klimka na Górze Zamkowej w Grudziądzu.
Chełmno widziane z Klimka na Górze Zamkowej w Grudziądzu. (zoom optyczny 30x)
Ania niczym księżniczka na Górze Zamkowej czekała na swego księcia, który w czas przybył i zdjęcie nawet zdążył zrobić.
Ruiny zamku krzyżackiego na Górze zamkowej, widziane z Klimka.
Żółto - zielono w Dolinie Dolnej Wisły w maju.
Uroczy Rynek w Grudziądzu
Powrót do Chełmna przebiegł bardzo sprawnie, gdyż całą drogę mieliśmy z wiatrem w plecy. Trasa była komfortowa ze względu na drogę rowerową, prowadzącą niemal do samego Chełmna, dlatego tez starczyło nam jeszcze czasu aby wstąpić na taras widokowy, mieszczący się na wieży kościoła farnego. Widok z tego miejsca także zapierał dech w piersiach i dopiero po zobaczeniu widoku stamtąd, mogliśmy postawić kropkę w tej niezapomnianej przygodzie podczas majówki 2018 po Dolinie Dolnej Wisły. Ania & Grigor na tarasie widokowym w chełmińskiej farze.
Widok na Rynek Chełmna.
Na pierwszym planie wieża ciśnień, na drugim most przez Wisłę w Chełmnie, a na trzecim zabudowania Świecia.
Zamek krzyżacki w Świeciu.
To koniec tej pięknej przygody. Dolina Dolnej Wisły to wspaniały zakątek, który jak tylko będę mógł, tak będę polecał. Rowerem oczywiście najlepiej, ale można też bez problemów pojechać tam autem i wszystko to zobaczyć. Ja wspólnie z Anią zrobiliśmy prawie 180 kilometrów na dwóch kółkach i jak myślimy na tę majówkę, to wystarczy. Odkryliśmy nieco Ziemi Chełmińskiej i zapisujemy to miejsce w naszej pamięci. Myślę, że za jakiś czas wrócimy na te szlaki, bo Polska jest po prostu piękna!
Tegoroczną majówkę wraz z Anią postanowiliśmy spędzić w przepięknej krainie, w województwie kujawsko - pomorskim, na Ziemi Chełmińskiej - w Dolinie Dolnej Wisły. Na miejsce wypadowe wybraliśmy Chełmno, gdyż leży ono pośrodku zespołu parków krajobrazowych, które przejechaliśmy niemal w całości. Wspomniane parki krajobrazowe to: Chełmiński PK oraz Nadwiślański PK. Rowerowe zwiedzanie Doliny Dolnej Wisły było dla nas wspaniałym doświadczeniem w odkrywaniu nowych zakątków i poznawaniu przyrody i kultury miejsc niezwykłych na mapie Polski. Ten dwudniowy wyjazd pozostanie w naszej pamięci na zawsze i warto wspomnieć, że w dużej mierze przyczyniła się do tego pogoda, która malowała wszystko w pięknych kolorach promieniami słonecznymi.
Pora zatem przejść do opisu trasy z dnia pierwszego, czyli z Chełmna do Fordonu i z powrotem, drugą stroną Wisły do Chełmna. Tak mniej więcej prezentuje się nasz ślad na mapie:
Wyruszamy z Chełmna, gdzie na dzień dobry przywitał nas prawie kilometrowy podjazd do Rynku, o sporym nachyleniu. Miasto zaskoczyło pozytywnie swoją średniowieczną zabudową, oraz układem ulic. Poza tym, dało się tam wyczuć przyjazny dla turystów klimat, czego też doświadczyłem w ratuszowym punkcie informacji turystycznej. Dostałem tam kartki z opisem wszystkich szlaków i dokładną mapę, no i oczywiście ładny magnesik na lodówkę. Ratusz renesansowy na Rynku w Chełmnie.
Następnie zjeżdżamy z Chełmna zielonym szlakiem rowerowym, prowadzącym lewym brzegiem Wisły. Zjazd z Chełmna to też niezła gratka dla górali, bo nachylenie mogło tam dochodzić do 10% i hamulce aż grzały się od hamowania. Trasa szlakiem zielonym jest niewymagająca i prowadzi w większości mało uczęszczanymi asfaltówkami, więc jedzie się komfortowo. Można też zjechać nieco bliżej Wisły i podziwiać jej majestat z takich punktów widokowych jak np. w Borównie. Punkt widokowy w Borównie.
Widok z punktu widokowego w Borównie na wał przeciwpowodziowy oraz Wisłę.
Wisła
Jadąc dalej, podziwialiśmy widoki na skarpę i różne miejscowości usytuowane na jej szczycie. Szczególnie ładnie prezentował się Starogród z kościołem i dużym napisem, utworzonym chyba z kwiatów. Wspomnę też o ciekawym ukształtowaniu terenu w lesie pomiędzy Mozgowiną, a Ostromeckiem. Znajduje się tam Rezerwat Las Mariański, w którym można poczuć się jak w górach. W Ostromecku zatrzymujemy się na chwilę przerwy, przy pięknym pałacu. Starogród na skarpie.
Fragment Rezerwatu Las Mariański.
Pałac w Ostromecku.
Kolejnym etapem wycieczki było przedostanie się na drugi brzeg Wisły, dlatego przejechaliśmy przez Most Fordoński w Bydgoszczy. Budowla zrobiła na nas ogromne wrażenie, prawie tak wielkie jak przepływająca pod nim królowa polskich rzek - Wisła. Most Fordoński
Wisła w Bydgoszczy - Fordon.
Jakieś prace na Wiśle.
Taka oto atrakcja z innej beczki też się trafiła - cadillac.
Kościół w Starym Fordonie
Po drugiej stronie Wisły, czekało na nas kilka ciekawych atrakcji, w szczególności widokowych, gdyż szlak prowadził w kilku miejscach szczytem skarpy, z której rozciągały się piękne widoki na Dolinę Dolnej Wisły. No, ale żeby zobaczyć piękną panoramę, trzeba było się kilka razy pomęczyć na podjazdach, jak np. w Trzęsaczu, albo w Topolnie, gdzie znajduje się punkt widokowy na dawnym grodzisku zwanym "Talerzykiem". Serpentynowy podjazd w Trzęsaczu wycisnął z nas wiele energii, ale warto było.
Na szczycie skarpy w Trzęsaczu rozpościera się panorama na Dolinę Wisły.
Ostry zjazd z Trzęsacza ku dolinie.
Okolice Topolna. Wisła płynie spokojnie.
Zdobywamy punkt widokowy na grodzisku Talerzyk w Topolnie.
Ania i Grigor na "Talerzyku"
Czujny jak surykatka.
Widok na fabrykę celulozowo - papierniczą w Świeciu z grodziska Talerzyk.
Grodzisko Talerzyk
Cała szerokość Doliny Dolnej Wisły, widoczna z grodziska Talerzyk w Topolnie.
Zbliżając się do końca wycieczki, mijamy po drodze wieś Gruczno, a w niej bardzo intrygujący rezerwat przyrody - Ostnicowe Parowy Gruczna. Widok pofałdowanych muraw kserotermicznych z poziomu drogi robi miłe dla oka wrażenie. Rezerwat Ostnicowe Parowy Gruczna.
Na końcu już dojazd przy wale powodziowym do Chełmna. Podziwiamy jeszcze panoramę na Chełmno i zmagamy się z wiatrem na moście przez Wisłę, która po raz ostatni już tego dnia zachwyciła nas swoim majestatem. Świecie w oddali.
Chełmno
Wisła w Chełmnie
Na tym zakończył się ten pierwszy z dwóch dni spędzonych na rowerze w Dolinie Dolnej Wisły. Wyszła nam stówka, z czego jesteśmy wspólnie zadowoleni, bo plan na ten dzień wykonaliśmy w 100%. Polecam każdemu miłośnikowi roweru tę trasę - jest piękna. Zapraszam też do wpisu Ani - TUTAJ.
Dziś dzień wolny od pracy, więc dla nas równa się to ROWER!!! Tak się złożyło, że mój tata kręcił się po okolicy, więc dołączyliśmy do niego i przy okazji wyszła fajna, rodzinna wyrypa. Tata pokazał nam przemiłe wzniesienie terenu w okolicy wsi Tarnowo i Góra. Byłem wielce zaskoczony tym miejscem, gdyż znajduje się ono całkiem niedaleko, a ja jeszcze tam nie byłem. W dodatku prowadzi tamtędy jakiś pomarańczowy szlak rowerowy, którym nigdy nie jechałem, pomimo zajebistej, szerokiej drogi polnej, które przecież uwielbiam! Pomijając fakt przeoczenia tak wytwornej ścieżki, pogoda była wyśmienita, stąd rozebraliśmy się wszyscy jak do rosołu, a potem było już lepiej...do samego wieczoru. Początek majówki wymarzony :-)
trasa:
Kilka ujęć z nowo poznanego wzniesienia: Na trasie między Tarnowem, a Górą.
Wiem, że to śmieszne, ale na nasze wielkopolskie warunki Dziewicza Góra to spora góra. Tutaj widok na Dziewicza Górę 143m n.p.m. z Tarnowa gm. Kostrzyn (ok.20km w linii prostej).
maj na polach gminy Kostrzyn
Dla spostrzegawczych, w oddali widać wieżowiec Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.
Tej niedzieli wspólnie z Anią zrobiliśmy rowerowy skok na miasteczko Skoki. Ja w Skokach byłem już wiele razy i niejedno zdjęcie tego miejsca na bloga wstawiałem. Dziś skupiłem się raczej na przewodnictwie w wycieczce, gdyż Ania nie zna tak bardzo tych fyrtli, a dobrze zaplanowana trasa to połowa sukcesu, a z doświadczenia wiem, że po drodze jest kilka dobrych miejscówek, więc mogłem rozwinąć nieco skrzydła i zapunktować.
Piękna pogoda, zdrowie dopisuje, rowery sprawne, bidony napełnione, więc jebut do przodu, jazdaaaaaaaa:
A po drodze: Polska - kraj kwitnącej jabłoni. Droga Pobiedziska - Kiszkowo.
Widok z Węgorzewa na dolinę rzeki Małej Wełny obok Kiszkowa.
Obręb stawów hodowlanych w okolicy Rybna Wielkiego.
Rybno Wielkie
Jezioro Rybno Małe jest ostoją wszelakiego ptactwa wodnego.
Dwór w Rybieńcu nad Jeziorem Rybno Małe
Przy gospodarstwie w Antoniewie Górnym podeszły do nas miłe koniki.
Pałac w Skokach z 2 połowy XIX w. i otaczający go piękny park, jest świetnym miejscem do przerwy.
czarny cielaczek
Wszędzie już zielono i ciepło - nic tylko kręcić. Tutaj wieś Kakulin.
Choć wygląda groźnie jest zupełnie niegroźny - zaskroniec zwyczajny. Pomogłem biedakowi przejść przez drogę...
Na końcu łapaliśmy gorące promienie nad Jeziorem Biezdruchowskim w Pobiedziskach.
To była wspaniała wycieczka. Dużo wiosny i dużo śmiechu. Pokazałem Ani kilka nowych ścieżek i oboje byliśmy z kręcenia zadowoleni :-)
Rodzinna wycieczka po Puszczy Zielonce. Wspaniała ekipa i pogoda. Niczego więcej mi dziś nie było trzeba. W kręceniu oprócz mojej osoby udział wzięli: Ania, tata Krzychu i brat Wojtas.
trasa:
kilka ujęć: nasza czwórka
pomnikowa sosna w Głęboczku
nad Jeziorem Leśnym
Podjechać się nie dało, więc wszyscy pchaliśmy rowery pod górę.
Pojechałem dziś z Anią na wycieczkę do Środy Wielkopolskiej. Do celu w większości z wiatrem, jednak z powrotem męczyliśmy się wspólnie stawiając czoła silnemu wiatru. Pogoda jednak była piękna, a gorące promienie słoneczne, ładnie opaliły mi ręce. Po dojeździe do domu na liczniku miałem ok.80km. Postanowiłem jeszcze dokręcić po Pobiedziskach do pierwszej setki w tym roku. Trochę jestem zdziwiony dzisiejszą moją mocą, bo wspomniana jazda pod wiatr dała niezły wycisk nogom, jednak mimo to siły miałem jeszcze spory zapas i dokrętka do setki tego dnia była formalnością.
Tymczasem po drodze takie oto zdjęcia: staw w Iwnie
Siedlec - Gułtowy
nad Jeziorem Średzkim
prace polowe
przy pomniku Augustyna Szamarzewskiego w Środzie wszamaliśmy małe co nieco
Krótki wypad, ale jakże intensywny dziś się odbył. Krótki, bo zaledwie 22 kilometry, ale intensywny, bo była jazda po bezdrożach, a konkretnie po polach w okolicy Pobiedzisk - taką miałem dziś fanaberię rowerową. Celem było wzniesienie terenu na polu między Kocanowem, a Moraczewem w gminie Pobiedziska. Do wzniesienia nie prowadzi niestety żadna droga, więc musiałem podjechać polem dobre kilkaset metrów. W ogóle coś dużo dziś tej jazdy po polu było. Ze wzniesienia niestety nie udało się zarejestrować ciekawej panoramy, więc szybko opuściłem to miejsce i w ramach rekompensaty, zabrałem Anię nad Jezioro Jerzyńskie w Złotniczkach, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę na plaży, grzejąc się w ostatnich tego dnia, ciepłych promieniach słonecznych.
Na takich trasach nigdy nie ma nudy! Polecam jazdę polami. Widok ze wzniesienia na polu.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017