Taki dziś z Anią mieliśmy napięty grafik,iż sam się dziwię że czas na rower się znalazł. Jednak dzień bez roweru to dzień........bez roweru, więc wsiedliśmy pod wieczór na krótką przejażdżkę, z celem nad pięknym Jeziorem Kowalskim i naszą ulubioną skarpą, z której rozciąga się malowniczy widok na cały zalew.
zresztą: Jezioro Kowalskie
zachód słońca nad zalewem
motolotnia nad nami
Choć lis zwie się pospolitym, to wcale nie tak łatwo go zaobserwować. Mi się dziś nie udało, ale za to Ani udało się go sfotografować bez smugi: Ani wpis
Mamy sobotę, jest idealna pogoda na rower, jest ekipa, więc w drogę. We wspólnej wycieczce po gminie Pobiedziska i Lednickim Parku Krajobrazowym oprócz oczywistego towarzystwa Ani, wybrał się z nami mój tata.
Jako największą atrakcję dzisiejszej wycieczki wymieniam piękne Jezioro Lednickie, które objechaliśmy dziś wielkim kółkiem dookoła. Zatrzymaliśmy się na krótkie postoje nad jeziorem w kilku miejscach, bo chcieliśmy z Anią pokazać mojemu tacie co ciekawsze miejscówki. Dziś bez wahania mogłem zabrać kąpielówki, gdyż po południu zrobiło się tak ciepło, że woda tylko zachęcała do kąpieli, zresztą na głównych plażach ludzi brodzących w wodzie nie brakowało. Jednak dziś nastawieni byliśmy na kręcenie, więc ostatnią kąpiel odkładam na później. Oprócz tego po drodze podziwialiśmy polne krajobrazy gmin Łubowo i Kłecko, gdyż te fyrtle powiatu gnieźnieńskiego, mało zalesione, w większości wykorzystywane są w rolnictwie. Wycieczka obfitująca we wspaniałe, wielkopolskie krajobrazy, dobry humor i fajny dystans. Polecam odwiedziny polnych dróg tych gmin każdemu.
Taka trasa:
oto ździsie: Nie wiem czy widać na tym zdjęciu, ale we Węglewku przeleciało nam przez drogę takie mini tornado :-)))
Jezioro Lednickie w Rybitwach - moja ulubiona miejscówka do kąpieli.
wspólna fotka na plaży w Lednogórze
Jezioro Lednickie w Lednogórze
Dziekanowice
Wyspa Mewia na Jeziorze Lednickim
napotkany po drodze baran
Jezioro Mistrzewskie między wsiami Owieczki i Dębnica
w oddali wieża kościoła w Kłecku
jedziemy
Ania na polnej prostej z Wronczyna do Złotniczek
a nad głowami taki oto kolos - prawdopodobnie Airbus A 380 linii emirates
We trójkę zrobiliśmy dziś wspólnie 70 kilometrów i ten czas, w gronie
najbliższych i w dodatku kochających jazdę na rowerze nie zamieniłbym na
nic innego w świecie - to jest bezcenny czas, który chciałbym aby trwał
w nieskończoność. Człowiek na co dzień zajęty swoimi sprawami, nie
zdaje sobie sprawy jakie szczęście spotyka go właśnie w takich chwilach.
Ja to doceniam i proszę o zdrowie dla moich najbliższych, abyśmy mogli
wspólnie wyjeżdżać na takie wycieczki jak najczęściej.
Podobnie jak wczoraj, znów po pracy ugadałem się z Anią i wspólnie pokręciliśmy do samego wieczora. Dziś za cel obraliśmy Jezioro Lednickie, gdzie po raz chyba ostatni w tym roku zażyłem kąpieli. Woda choć sporo chłodniejsza niż miesiąc temu, nadal daje komfort po zanurzeniu i można sobie swobodnie popływać.
wschód słońca
W Podarzewie wyleciały nam psy na drogę, ale jak zsiedliśmy z rowerów to zaczęły merdać ogonami i udawać że nic się nie stało :-)))
Taki wrzesień to ja lubię. Kąpiel w Jeziorze Lednickim.
Ależ mgliście przywitał mnie dziś poranek. Pierwsza taka mgła w tym roku, kiedy jadąc miałem mokre kolana od rosy, a na szkłach gogli skraplała się woda. Mimo to było całkiem ciepło (14*C) i z wiatrem w plecy. mglisty poranek
Po pracy natomiast, gdy wracałem z powrotem, ugadałem się z Anią i zrobiliśmy wspólnie miłą przejażdżkę. Najpierw po Parku Krajobrazowym Promno, aby zażyć nieco świeżości leśnej i potem asfaltami po gminie Kostrzyn Wlkp. i samym miasteczku. Dziś był prawdziwie piękny i urozmaicony pogodowo dzień. Rano duże zamglenie, po południu troszkę chmurek, a pod wieczór czyste niebo i piękny zachód słońca - nic tylko kręcić korbą. PK Promno - odrobina lasu.
PK Promno - odrobina piasku.
Jagodno - pofalowany teren.
Na drodze Pobiedziska - Kostrzyn otrzymałem pozdrowienia od rowerzystów :-)
Brama
cechowa w Kostrzynie została wzniesiona dzięki staraniom rzemiosła
kostrzyńskiego i przekazana miastu w czasie Kurdesza Kasztelańskiego w
1980 roku.
W
1477 r. w mieście było siedem cechów, które jednocześnie pełniły rolę
bractw kościelnych. Były to cechy szewski, rzeźnicki, krawiecki,
kuśnierski, garncarski, płócienniczy i mielcarski.
Dziś godła dawnych bractw i cechów widnieją na Bramie Cechowej.
Krótki, wieczorny wyjazd z Anią po okolicy. Dziś zahaczyliśmy o sąsiednią gminę Łubowo. Było troszkę jazdy po tamtejszych polnych drogach, a kiedy zaczęło się ściemniać to wracaliśmy asfaltem. Przyjemny wrześniowy i jeszcze letni wieczór. Jednak da się wyczuć w powietrzu nadchodzącą małymi krokami jesień.
trasa: ździsie: Wspaniały szuter z Węglewka do Rybitw.
Krótki wypad po pracy z Anią. Pojeździliśmy po atrakcyjnych dróżkach w sąsiednich gminach. Poza tym relaks, aż do zajścia słońca. Trasa taka: Dziś więcej zdjęć, bo pisać się nie chce: pole wikliny w Kociałkowej Górce
Wraz z Anią i bratem Wojtasem wybrałem się dziś na skraj lasu, aby liznąć nieco Puszczy Zielonki. Mimo dobrej pogody miałem dziś ciężki dzień i kręciło mi się mozolnie, a towarzystwo Ani i Wojtasa jeszcze bardziej mnie dobiło, kiedy mnie rozśmieszali i przez cieknące łzy i brak tchu ledwo co dało się na rowerze utrzymać pion. Dodam jeszcze, że sam dolewałem oliwy do ognia, robiąc im zmyłki i różne draki po drodze. Ania się tak śmiała, że ja się śmiałem z jej śmiechu, a jak Wojtas zaczął się śmiać z nas to już był koniec jazdy :-)))
trasa:
a oto kilka ździsiów:
Nad zalewem sobie przyszedł znowu ten milusi koteczek.
Piknik na polanie w Ludwikowie.
kruszyca złotawka
Jezioro Tuczno
bór sosnowy
moja ekipa w Kołatce
Wojtas w swoją i my w swoją.....do następnego bracie.
W głowach mieliśmy rower od samego rana, czyli od 11:00, bo o tej godzinie się obudziliśmy. Po uporaniu się z kilkoma sprawami, na siodełka wsiedliśmy dopiero ok 16:00, a na tę porę prognozowano opady deszczu. Nie zraziło nas to i pojechaliśmy zażyć świeżego, leśnego powietrza najpierw do Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka, a potem przedostaliśmy się do Parku Krajobrazowego Promno. Na początku tylko leciutko kropiło, że wydawało nam się jakby deszcz był suchy. Kiedy już nasza wycieczka dobiegała końca, opad się nasilił i deszcz z suchego, zamienił się w mokry. Na szczęście ten mokry deszcz nawiedził nas już pod domem, więc do 50km dokręciliśmy ze spokojem. Jakoś tak bardzo dobrze mi się dziś kręciło korbą. Ani zresztą też. Jezioro Stęszewsko - Kołatkowskie
Dziś dobiłem do tysiąca kilometrów w tym miesiącu i jestem zadowolony. W powrocie z pracy towarzyszyła mi Ania i wspólnie pokręciliśmy po okolicy Pobiedzisk.
lokomotywa w Bogucinie
Opel Astra zaparkowany w krzakach przy stacji Promno zaczyna już powoli wrastać w przyrodę. Auto oprócz widocznego zakurzenia zdaje się być w dobrym stanie, tylko dlaczego leży porzucone?
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017