To prawdopodobnie jedne z ostatnich dni, kiedy można poszusować rowerem w miarę ładną pogodą, więc nie ociągając się, zaraz po pracy wsiadłem na rumaka i pojechałem w moją ulubioną trasę. Oto ona: Wierzonka - Kobylnica - Pobiedziska - Węglewo - Latalice - Głębokie - Sroczyn - Krześlice - Wronczyn - Tuczno - Wierzonka.
Zapowiadała się ładna pogoda i rzeczywiście taka była, ale przez pierwsze 20km he he. Później było już tylko gorzej. Zerwał się wiatr w oczy i deszcz zaczął pokropywać. Więc z powrotem trochę się denerwowałem jadąc, ale jako dałem radę. Oto trasa: Wierzonka - Tuczno - Wronczyn - Pobiedziska - Węglewo - Rybitwy - Skrzetuszewo - Głębokie - Sroczym - Łagiewniki - Krześlice - Bednary - Tuczno i Wierzonka.
Tak ostrego treningu jeszcze nie robiłem w tym roku. 2,5h zapier....m po lesie ile sił w nogach, na trasie mokro, ślisko i niewyobrażalnie błotniście! Chyba nie muszę mówić jak wyglądałem ja i mój felt na koniec :-) Ale tak dobrze mi się jechało, że nie patrzyłem na nic, tylko zasuwałem do przodu. Było dużo prania i czyszczenia bike'a ale warto było, bo przynajmniej sprawdziłem siebie i przede wszystkim mój czołg i stwierdzam, że spisał się na 5+ :-)
Dzisiejsza wycieczka miała być tylko lekkim treningiem przed jutrzejszą wyprawą, a okazała się być podróżą w przecudne miejsca, które z każdym kilometrem cieszyły moje oczy! Wyruszyłem z Wierzonki w stronę Pobiedzisk przez Karłowice, Kowalskie, Jerzykowo. W Jerzykowie odbiłem w lewo i pojechałem przed siebie drogą gruntową, później wjechałem już w nieznane mi tereny. Jadąc taką ładną drogą w lesie dość szybkim tempem nagle musiałem ostro hamować, ponieważ drogę przecięła mi rzeka! Trochę się zdziwiłem widząc taki obrazek. Ale ponieważ Grigori się nie cofa, postanowiłem ją przeskoczyć. Obok była taka zdezelowana kładka więc mi się to udało. Potem wyjechałem już przed Pobiedziskami i pognałem do miasta kupić sobie wodę i batony. Następnie przejechałem przez Pobiedziska i wjechałem na drogę prowadzącą przez piękne wiejskie tereny, a jakie to już mówię...Pierwszą miejscowością, która mnie urzekła było Węglewo! Jadąc przez tę wieś przypomniały mi się czasy kiedy byłem malutkim chłopcem i wyjeżdżałem do babci na wieś na wakacje. Wydawało mi się, że czas stanął w miejscu. Dzieci bawiły się przy drodze, wiązały jakieś sznurki do drzewa, czarny kot polował na myszy na polu w oddali, krowy pasły się na łące, piękne stare domy i gospodarstwa obok tętniły życiem, widziałem jak jakiś dziadek wypalał zielsko na polu, jakaś kobieta obcinała włosy chłopakowi na podwórku, stado jaskółek krążyło nad domami, kury przebiegały przez drogę. Jadąc przez Węglewo, wiedziałem że jadę przez PRAWDZIWĄ polską wieś. Moją uwagę przykuł jeszcze dźwięk z pobliskiego przepięknego drewnianego kościółka. Zatrzymałem się i odpocząłem chwilkę przy nim. Okazało się, że właśnie jakaś para brała ślub i troszkę się na mnie ludzie patrzyli jak podjechałem tam rowerem. Ktoś pięknie grał tam na organach:-) i chórek śpiewał. To, że był ślub poznałem po zaparkowanych autach, ale młodej pary nie dostrzegłem, ale za to posłuchałem sobie jak super ktoś grał na tych organach!!! Ale czas jest nieubłagany i musiałem pomknąć dalej. Pojechałem prosto i cały czas te piękne wioski ukazywały swoje uroki przed moimi oczami. W miejscowości Latalice się uśmiałem, bo przed remizą strażacką goście czekali za parą młodą (pewnie z tamtego ślubu) Mówię wam - jeśli chcecie troszkę odpocząć to polecam na wycieczkę rowerową te tereny!!! Później pojechałem na Rybitwy i stamtąd w lewo na Głębokie. Te tereny już znałem bo kilka razy tam przejeżdżałem. Z Głębokiego na Sroczyn i potem utartą już ścieżką przez Krześlice Tuczno do domciu. Jutro jadę tam znów :-))) Ps. szacuneczek dla organisty/stki z Węglewa!!!
Jako, że mam dookoła piękne tereny do wycieczek rowerowych, wyprosiłem brata i wyjechaliśmy na wycieczkę po okolicy. Pogoda była piękna, no może trochę za gorąco ale jak się jechało to było git! Oto trasa: Wierzonka - Tuczno - Wronczyn - Jerzyn - Kołata - Jerzykowo - i lasami do Wierzonki.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017