Kłecko
Poza tym chcę, aby żona też już zaczęła powoli kręcić, dlatego kiedy ja wracam to żona wychodzi na swoje kółko.
Dziś wybrałem się w stronę Kiszkowa, które minąwszy wymyśliłem sobie nowy cel, którym okazało się niewielkie miasteczko o nazwie Kłecko. W Kłecku byłem już wiele razy, ale ostatnio już nie pamiętam kiedy, dlatego mimo niesprzyjających warunków pogodowych (wiatr czołowy, śnieżyca, minusowa temperatura) dojechałem tam z uśmiechem na twarzy.
W kłecku na rynku byłem tuż przed 8:00 rano. U celu zrobiłem szybki piknik na ławce i strzałka w drogę powrotną. Z powrotem było o tyle przyjemniej, że wiatr miałem już większości boczny lub w plecy, więc jechało się już dużo lżej. Po drodze minąłem wiele wiosek, widziałem zwierzęta i sporo ciekawych miejsc. Przypomniałem sobie troszkę stare czasy, kiedy jeździłem tak częściej, kręcąc w podobnych warunkach i okolicznościach.
Najważniejsze, że nogi już są przyzwyczajone do akcji, a głowa ustabilizowana, stąd specjalnie się nie zmęczyłem. Fajnie było dziś pokręcić i tak jakoś dziwnie się czułem, kiedy po przejechaniu 56 kilometrów zawitałem w domu o 9:30 rano :-)
oto trasa:
a oto ździsie:

Dworzec Kolejowy w Pobiedziskach - kiedy wyjeżdżałem było jeszcze ciemno.

sarny w Węgorzewie (gm.Kiszkowo)

Rybno Wielkie (gm.Kiszkowo)

Jezioro Rybno Małe (Północne)

Gęsi na niebie, a Łagiewniki Kościelne (gm.Kiszkowo) w tle.

Śnieżyca w Polskiej Wsi (gm.Kłecko).

W czeluści polskich gospodarstw, spotkać można zdezelowane klasyki rodzimej motoryzacji.

Kłecko

żurawie

Kawa z termosu jeszcze niezbędna.

Temperatury jeszcze minusowe, a kwiatki już rosną.
Przeczuwam, że dziś mogła być to już ostatnia taka, typowo zimowa wyrypa. Mróz, śnieg, zimny wiatr, kawa w termosie, ciemność o poranku, marznące palce i przewiana gęba...Niedługo przyjdzie ciepło i będę wspominał, tęsknił.






























































