Rano lekko poniżej 0*C, a przed wieczorem lekko powyżej 0*C, wiatr słabiutki, boczny i odpowiedni strój spowodowały, ze jechało mi się komfortowo do i z pracy.
Jedyne czego mi w tym okresie żal, to słońca. Słońca które świeci jeśli świeci, to akurat wtedy, kiedy jestem w pracy. Kiedy rano wprowadzam rower do pracy, ono wschodzi, a kiedy wyprowadzam i wsiadam na powrót, to jego już nie ma, bo zaszło.
Zaraz po wyjeździe z domu, ze względu na szklankę na drodze, musiałem zmodyfikować trasę tak, aby dla bezpieczeństwa maksymalnie ominąć asfalty. Jechałem zatem w większości po drogach leśno - polnych witając w pracy o wschodzie słońca. Jak się okazało Słońce świeciło przez cały mój pobyt w pracy, a kiedy z niej wyjechałem schowało się za horyzont racząc mnie tylko ostatkami purpurowej poświaty. Widok na komin EC Poznań Karolin (205 m) po wyjściu z pracy. I tyle dziś dnia na rowerze zażyłem. Dni są już takie krótkie...
Powitanie nowego miesiąca krótką wycieczką po okolicznym Parku Krajobrazowym Promno oraz wsiach w gminie Kostrzyn. Na początek wbiłem się w las, gdzie atrakcja goniła atrakcję. Najpierw widziałem przechadzające się w trzcinie, dwie myszy nad Jeziorem Grzybionek, potem z krzaka dosłownie trzy metry ode mnie wyskoczył dzik - ale na szczęście nie w moim kierunku, następnie jakieś sto metrów dalej ścieżkę przebiegło mi spore stado jeleni. Żadnemu z tych zwierzów zdjęcia nie udało mi się zrobić, jednak co widziałem, to mi nikt nie odbierze :-)
Po wyjeździe z lasów PK Promno udałem się przez kilka wsi w gminie Kostrzyn do Iwna, gdzie zrobiłem zdjęcie tamtejszej, starej cegielni, którą już dawno miałem na celowniku. Budynek zbudowany z cegły prezentuje się całkiem ładnie, jednak wokoło panuje bałagan, psujący nieco wizerunek całości.
trasa:
Przez całą wycieczkę towarzyszył mi lekki mróz, ale był na tyle łagodny, że nic mi nie zmarzło i jechało się całkiem przyjemnie. Oto ździsie: Jezioro Dobre w Pobiedziskach
Na Jeziorze Grzybionek w PK Promno mróz skuł taflę wody.
Leśne strumyki i sadzawki także skute lodem.
Na szczycie tej ścieżki wyskoczył dzik z krzaka.
chory dąb
Otwory wentylacyjne w kształcie krzyża na oborze w Sannikach.
cegielnia w Iwnie
Choć dystans nie jest powalający, to działo się sporo po drodze. Szczególnie w lesie, gdzie te zwierzęta mi towarzyszyły. Podczas dzisiejszej wycieczki spotkałem tylko jednego rowerzystę na drodze Pobiedziska - Kociałkowa Górka. Pozdrowiliśmy się serdecznie co przekazuję również w wasza stronę - moi czytelnicy :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017