Zaraz po wyjeździe z domu, ze względu na szklankę na drodze, musiałem zmodyfikować trasę tak, aby dla bezpieczeństwa maksymalnie ominąć asfalty. Jechałem zatem w większości po drogach leśno - polnych witając w pracy o wschodzie słońca. Jak się okazało Słońce świeciło przez cały mój pobyt w pracy, a kiedy z niej wyjechałem schowało się za horyzont racząc mnie tylko ostatkami purpurowej poświaty. Widok na komin EC Poznań Karolin (205 m) po wyjściu z pracy. I tyle dziś dnia na rowerze zażyłem. Dni są już takie krótkie...
Komentarze (5)
powoli na okres zimowy trzeba będzie się przerzucić na jazdę terenową :)
To samo rankiem przeżywałem. Korygowałem trasę, by uciec z asfaltu. Chociaż, ja aż takiej alternatywy nie miałem. Niemniej zawsze lepiej było pojechać asfaltem 14 km, zamiast 19 :D
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017