Tak się złożyło, że tegoroczne wakacje spędzam na rowerze w Kotlinie Kłodzkiej w towarzystwie Ani. Złożyło się też tak, że to nasze pierwsze rowerowe doświadczenia w jeździe po górach i powiem szczerze, że aż palę się do tych męczących podjazdów i długich zjazdów, których już dziś mogliśmy wspólnie troszkę liznąć. Po zakwaterowaniu i przeczekaniu niekorzystnej aury, zrobiliśmy sobie krótką przejażdżkę z Paszkowa - naszej bazy wypadowej w Górach Bystrzyckich do Polanicy Zdrój i z powrotem. Fajnie było jechać z górki 50km/h bez pedałowania na hamulcu, a pod górę ledwo 7km/h :-)
Tak dzisiejsza, krótka wycieczka była dla nas rekonesansem przed kolejnymi wycieczkami w tych przepięknych górach. Polanica Zdrój - czyli nasz dzisiejszy cel, zwyczajnie nas urzekła. Zapraszam zatem do śledzenia mojego bloga przez kilka dni od dziś, a na pewno zobaczycie wiele pięknych obrazków z tego cudownego zakątka Polski.
Trasa:
Kilka obrazków z dzisiejszego, pochmurnego dnia: Paszków
Wraz z Anią i Wojtasem kręciliśmy dziś po okolicy Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka i tak wyszło, że zajechaliśmy pod wysokie na 143 m n.p.m. wzniesienie o wdzięcznej nazwie Dziewicza Góra, na której szczycie stoi wysoka na ponad 40 metrów wieża przeciwpożarowa z balkonem dla turystów, chcących obserwować z wysokości prawie 200 metrów panoramę na okolice Poznania i całej Puszczy Zielonki. Nie omieszkaliśmy nie wejść i odpocząć na ów balkonie - cykając przy okazji wiele zdjęć, dzięki którym też chcę zachęcić ludzi do odwiedzania tego miejsca. Widoki mieliśmy przednie, a wejście na wieżę jest darmowe.
Czas na fotorelację: pole łubinu we Wierzenicy
Rower elementem płotu? W Miękowie wygląda to tak.
Wojtas, Ania i Grigori w Owińskach przed pałacem. Uwaga zagadka: Gdzie na tym zdjęciu znajduje się mój rower?
Okolice Czerwonaka prezentują się prawie jak Kaszuby :-)
A teraz czas na zdjęcia z Dziewiczej Góry: wieża na szczycie Dziewiczej Góry
cień rzucany przez wieżę z góry
Oto widok na moją Wierzonkę i jej okolicę. W tym pierwszym bloku mieszkam :-) Tam z tyłu na horyzoncie widać Pobiedziska.
Tu z kolei widok na Swarzędz na pierwszym planie. Bardziej spostrzegawczy zauważą cukrownię w Środzie Wielkopolskiej w lewym, górnym rogu na horyzoncie.
EC Poznań Karolin, a z tyłu osiedla na poznańskim Franowie.
Te żółte pole to ten łubin z pierwszego zdjęcia, a na horyzoncie widać wiatraki (elektrownie wiatrowe) w Nekli.
Tak prezentuje się moja ukochana Puszcza Zielonka z lotu ptaka - bezkres lasu :-))))
Po drugiej stronie Góra Moraska 153 m n.p.m.
Zjazd z Dziewiczej Góry to sama przyjemność....szkoda że tak krótka.
Totalnie lekka wycieczka dziś wyszła. Spokojnym tempem pokręciliśmy w terenie. Dobry dzień.
Już miałem wsiąść do klimatyzowanej puszki ze skórzanymi fotelami i niezłym audio, kiedy górę wzięła cykloza. Mimo ciemnych chmur wybrałem rower i nie żałowałem, bo te chmury to tylko straszak, więc puszka potrzebna nie była, a fotel też mam tam ze skóry, klimatyzacja na poziomie 20*C i audio najwyższej jakości w postaci szumiącego lasu, śpiewu ptaków i cykania płynnie zmienianych biegów. Rano dojazd bez szwanku do pracy, a po robocie podjechałem sobie do Jerzykowa nad Jezioro Kowalskie, pocieszyć się chwilą wolnego czasu. Ot tak zwyczajny - rowerowy dzień :-)
Taki był plan - przejechać dziś sto kilometrów. Nic nie stało mi na drodze, więc plan został zrealizowany jak na mapce poniżej:
Jak się okazało - po drodze doszło do miłego spotkania. Otóż w Sannikach (gmina Kostrzyn) na wiadukcie, jadąc w kierunku Wagowa, patrzę i oczom nie wierzę - piękna, bujna, równo przystrzyżona, lśniąca, siwa broda na pomarańczowym rowerze.....hmmmm - nie mogło być inaczej, toż to sam Mr Jerry - mój ulubieniec z Gniezna!!!! Obok Pana Jurka, jedzie jego wnuk Mateusz i sami nie wierzą, że mnie widzą :-) Wykorzystaliśmy dobre 15 min. na celebrację tej chwili i rozjechaliśmy się w swoje strony. Naprawdę dobrze było Was spotkać przyjaciele. W drodze powrotnej, na wysokości Krześlic, na spotkanie wyjechał mi mój brat Wojtas. Kiedy przyjechał miałem na liczniku 83 kilometry i dobrze mi zrobiło jego towarzystwo - odzwyczaiłem się od jazdy solo :-)
Ogólnie setka jak setka, smakuje wybornie, szczególnie że wczoraj zrobiłem półtora setki :-) Mr Jerry, Mateusz i Grigori - ziomale z bikestats :-)
Dzisiejsza wycieczka odbyła się w towarzystwie Ani i taty, a koła naszych rowerów powiodły nas przez Kórnik, Zaniemyśl, aż do Miłosławia, skąd potem wracaliśmy przez Kostrzyn Wielkopolski do domu. Jednym zdaniem, nasza wycieczka wyglądała tak, jakbyśmy chcieli ominąć Środę Wielkopolską szerokim łukiem :-) Jednak trasę wymyślaliśmy spontanicznie i taki właśnie balon wokół Środy nam wyszedł.
Tak to wygląda na mapie:
Naszą wycieczkę zaczynamy dojazdem do Kórnika, gdzie przemierzamy długość Jeziora Kórnickiego wzdłuż jego brzegu, po pięknej ścieżce rowerowej. Jezioro Kórnickie
Zamek w Kórniku
Następnie odbijamy przez Bnin w kierunku Zaniemyśla. Po drodze w miejscowości Błażejewko wstępujemy nad Jezioro Bnińskie. Dalej w Jeziorach Wielkich natykamy się na wyścig wraków. Auta ścigają się po torze, mieszczącym się na terenie tutejszego, byłego PGR - u i część trasy prowadzi nawet przez oborę :-))) Ciekawy widok. Jezioro Bnińskie
wyścig wraków w Jeziorach Wielkich
Docieramy do Zaniemyśla - miasteczka, w którym w 1996 roku spędziłem wakacje na obozie harcerskim, więc mam sentyment do tego miejsca. Nad Jeziorem Raczyńskim robimy sobie postój i obmyślamy dalszy przebieg trasy. Jezioro Raczyńskie w Zaniemyślu
ekipa :-)
Z Zaniemyśla pojechaliśmy bocznymi drogami w nieznane.....w nieznane, ponieważ ani Ania, ani tata nie znali tych dróg, a i ja zapomniałem jak tam się jedzie, bo odwiedziłem rowerem te fyrtle tylko raz i to dobrych kilka lat temu. W każdym razie udało nam się dojechać do miejscowości Sulęcin, potem Murzynowo Leśne, skąd ominąwszy Środę Wielkopolską, udaliśmy się drogą krajową nr 15 do Miłosławia. droga z Kępy Wielkiej do Potach
boćki
Pałac w Miłosławiu
Browar Fortuna w Miłosławiu - warzą tu pyszne piwa :-)
Z ciekawostek podczas wycieczki, warto wspomnieć o autach jakie dziś udało się spotkać. Same legendy PRL :-) Polonez milicyjny w Swarzędzu
Tarpan w Sulęcinku
Nysa w Miłosławiu
Świetna wyrypa się dziś trafiła i to zupełnie niespodziewanie. Cieszy fakt, że mam świetną ekipę do jazdy na rowerze i forma pozwala na przejechanie 150 kilometrów bez specjalnego wysiłku :-) Pozdrawiam
Do pracy jechałem rano za traktorem 35km\h :-) A po po pracy nieco wolniej, z przyjacielem po polach uzupełniliśmy niedobór elektrolitów - totalny rowerowy chillllllll dziś był :-) Izobronik na skraju lasu smakuje wybornie :-)
Zaczynający coraz mocniej padać deszcz, nie zniechęcił mnie i Ani do przejechania choć kilku, wspólnych kilometrów na rowerze. W planach mieliśmy krótką przejażdżkę po "Aniowych" okolicach i nawet się nam to udało. Po wyjeździe na przejażdżkę, pierwszym celem okazał się być wiadukt tuż za Iwnem, który to posłużył nam jako schron przeciwdeszczowy, gdyż z nieba zaczęły przez chwilę spadać na nas coraz większe okazy kropel życiodajnych kropel wody. Na szczęście ta życiodajna chwila pod wiaduktem trwała krótko i mogliśmy w komfortowych warunkach pojechać dalej. Dalej to w dniu dzisiejszym znaczy niezbyt dalej, bo po najbliższej okolicy w tytułowych gminach Kostrzyn i Nekla.
Tak to wygląda mniej więcej na mapie:
Potem to już jakby pogoda zaczęła się poprawiać i choć czasami coś delikatnie pokropywało, to temperatura była na tyle wysoka, że zimna wody nie dało się odczuć jako dyskomfort. Tym sposobem pojeździliśmy sobie po różnych wioskach, po polnych i asfaltowych drogach, ciesząc się ze wspólnie spędzanych chwil w najlepszy z najlepszych sposobów - na rowerze :-)
ździsie: schron przeciwdeszczowy
pałac w Siedlcu
widok na kościół w Siedlcu znad stawów rybnych
takie przeszkody na drodze to dla nas pryszcz :-)
potężny dźwig samobieżny
Weekend spędzony na rowerze, czyli jak należy i choć nie był spektakularny to bardzo jestem z niego zadowolony - dzięki Aniu :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017