Oprócz tego, że od rana siedziałem w pracy, to potem deszcz padał i o rowerze mogłem pomarzyć. Jednak kiedy ok. godziny 20:00 wieczorem pogoda się ustatkowała, to dostałem jakiś impuls żeby choć kilka kilometrów zrobić dla zdrowotności. Jak się potem okazało, koła zawiodły mnie do Poznania nad Jezioro Maltańskie! Czasem tak mam (raczej zawsze) kiedy wsiądę na krótka przejażdżkę, to zapędzam się nazbyt i wychodzi potem jakaś popelina. Dziś okazała się nią być przebita opona - buuuu :-S Sczęście w nieszczęściu, że przydarzyło mi się to na samej Malcie, bo gdzieś w lesie, w tej zupełnej ciemności, zaklejenie krateru na dętce nie poszło by mi tak aksamitnie. Przy okazji przetestowałem serwis dętki z użyciem specjalnych łatek, nie wymagających użycia kleju. Łatki są już z klejem (coś w rodzaju naklejki) i na uprzednio przetartą powierzchnię, przykleja się tylko łatkę wielkości paznokcia i już. W sumie więcej czasu zajęło mi mycie rąk po zdjęciu ujebanej na wskroś opony, niż samo zaklejenie....w każdym razie polecam ten sposób na łatanie ogumienia w rowerze :-)
Jeśli chodzi o trasę to: Wierzonka - Wierzenica - Kobylnica - Gruszczyn - Zieliniec - Swarzędz - Antoninek - Kobyle Pole - Poznań i z powrotem.......... A wrażenia? Było zajebiście! Ciemno, ciepło, pod wiatr, z wiatrem....no i opustoszała Malta o tej porze :-)
ździsiów mało: Od dziś ta dętka będzie nazywała się Moniś :-)
Jedno z większych centrów handlowych w Poznaniu. Ale mnie najbardziej podoba się jego odbicie w wodzie Jeziora Maltańskiego nocą :-)
No i mamy już ten 2015 rok! Wszystko zaczynamy tak jakby od nowa, jazdę na rowerze też. Ja pierwszy dzień przywitałem na leśnych ścieżkach i mam nadzieję, że w myśl powiedzenia: "jaki początek roku, taki cały rok" ta przepowiednia się nie spełni. Chodzi o to, że dziś jeździło mi się beznadziejnie! Nie nie, to nie wina kaca, bo takowego nie miałem....To wina matki natury, która obdarowała atmosferę wysokim ciśnieniem (1022hPa), a w lesie na drogach położyła świeżą warstwę błota. Przez to nie mogłem załapać przyjemnego rytmu i po krótkim rekonesansie ewakuowałem się do ciepłego, suchego domu.
kilka leśnych ździsiów z 2015 roku:
Las w drodze z Odrzykożucha do Zielonki.
Strome zbocze przy Jeziorze Miejskim w Okońcu.
Sosna o kobiecych kształtach.
Felt do zadań specjalnych
Od Puszczy Zielonka do domu mam taką polną drogę.
Wszystkim tu zaglądającym na rok 2015 życzę zdrowia i spełnienia swoich, największych rowerowych marzeń!
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017