No i mamy już ten 2015 rok! Wszystko zaczynamy tak jakby od nowa, jazdę na rowerze też. Ja pierwszy dzień przywitałem na leśnych ścieżkach i mam nadzieję, że w myśl powiedzenia: "jaki początek roku, taki cały rok" ta przepowiednia się nie spełni. Chodzi o to, że dziś jeździło mi się beznadziejnie! Nie nie, to nie wina kaca, bo takowego nie miałem....To wina matki natury, która obdarowała atmosferę wysokim ciśnieniem (1022hPa), a w lesie na drogach położyła świeżą warstwę błota. Przez to nie mogłem załapać przyjemnego rytmu i po krótkim rekonesansie ewakuowałem się do ciepłego, suchego domu.
kilka leśnych ździsiów z 2015 roku:
Las w drodze z Odrzykożucha do Zielonki.
Strome zbocze przy Jeziorze Miejskim w Okońcu.
Sosna o kobiecych kształtach.
Felt do zadań specjalnych
Od Puszczy Zielonka do domu mam taką polną drogę.
Wszystkim tu zaglądającym na rok 2015 życzę zdrowia i spełnienia swoich, największych rowerowych marzeń!
Komentarze (7)
Wzajemnie życzę wielu ciekawych rowerowych wyjazdów w 2015r. ;-)
Super rozpocząłeś :-) Nawet u mnie śnieg stopniał a do tego rower w serwisie... Tak mi smutno bez niego...noga sama się rwała ;-) Pozdrawiam w nowym roku :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017