Odnośnie dzisiejszego wyjazdu: Zrobiłem sobie krótką, popołudniową przejażdżkę, aby dokręcić do 5 tysiaków, ot tak dla statystyki. Trasa tej krótkiej jazdy przebiegała w większości po lesie oraz drogach polnych w okolicy mojej Wierzonki. Wreszcie mogę powiedzieć, że temperatura mnie cieszy, gdyż po długim oczekiwaniu słupek rtęci nieznacznie zszedł poniżej zera, a jak wiecie ja lubię jeździć rowerem po grudzie, śniegu i w trzaskającym mrozie :-)
Odnośnie podsumowania: Rok ten ze względu na dystans całkowity mógłbym zaliczyć do skromnych, ale ze względu na fakt, iż traktuję rower jako narzędzie do poznawania świata (póki co, tego małego) to zaliczam ten 2015 rowerowy rok, jako najlepszy. Najlepszy ponieważ spełniłem w nim swoje wielkie marzenie, czyli zobaczyłem Jezioro Śniardwy. Każdy ma jakieś tam swoje małe lub większe marzenia, moim było właśnie objechanie największego jeziora w Polsce dookoła rowerem, co przypominam TUTAJ. Warta zapamiętania była także wycieczka z października - wokół Jeziora Łebsko, która pozostawiła niezatarte wrażenia na zawsze.
Tymczasem zaczyna się kolejny rowerowy rok. Jaki będzie? Nie wiem...ale rower mi się nie znudził... Życzę wszystkim rowerzystom, rowerzystkom, znajomym i nieznajomym spełnienia w Nowym 2016 roku swoich małych i wielkich rowerowych i nierowerowych marzeń.
A oto ostatnie w tym roku ździsie z mojej rowerowej wycieczki: Zmrożona droga leśna z Dębogóry do Zielonki w Puszczy Zielonce.
Okolice nieczynnej żwirowni w Skorzęcinie.
Dziewicza Góra w oddali.
Stado danieli na polu.
Jezioro Kowalskie coraz bardziej suche. Widok od strony Karłowic.
Na tamie w Barcinku można zaobserwować o ile obniżyła się tafla wody na Jeziorze Kowalskim.
Z pewnością przyjdzie jeszcze taki rok, kiedy przebijesz dystans z 2013-tego (o ile pamiętam, sporo ponad 9.000 km). Niemniej w MTB jednak ważniejsza jest jakość niż ilość ;) Hepi Niu Jer!
Gratki i za te 5 tysięcy. Dla zwykłego zjadacza chleba, to i tak liczba z kosmosu :D Niech ten Nowy Rok będzie równie udany i bogaty w konkretne tripy oraz spełni kolejne marzenia!!!
Pięć tysięcy kilometrów to mało? Ja mam niewiele więcej i się cieszę z dystansu. Średnio robiłeś 50 km na wypad i wyszło, że byłeś co trzeci dzień na rowerze.
Wszystkiego dobrego w 2016 roku. Może uda się znów razem pokręcić :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017