Wycieczka prowadziła z mojej Wierzonki lasami do Jeziora Kowalskiego, potem pięknymi ścieżkami wzdłuż lini brzegowej aż do Jerzykowa i potem Kołata - Kołatka - Tuczno - Karłowice i Wierzonka. No i jeszcze trzebabyło do pracy zagościć, więc wyruszyłem szosą do Janikowa i nazad:-)
Od rana pogoda aż prosiła się o wyjazd rowerkiem w nieznane, więc nie namyślając się za wiele zwołałem ekipę i wyruszyliśmy przed siebie. Wyprawę zaczęliśmy z Wierzonki wjazdem do lasu od strony Dębogóry, potem długo leśnymi ścieżkami dostaliśmy się do Zielonki, następnie udaliśmy się w stronę Dąbrówki Kościelnej zahaczając przy okazji o rezerwat przyrody "Klasztorne Modrzewie" gdzie rosły olbrzymie modrzewie po 40m. no i później po przejechaniu Dąbrówki K. pojechaliśmy dalej do Kiszkowa, z którego to postanowiliśmy odbić na taką małą wioskę Łubowiczki gdzie spotkała nas ciekawa przygoda. A mianowicie za Łubowiczkami zjeżdżaliśmy w dół taką mogłoby się wydawać szeroką drogą, kiedy to nagle patrzymy a tu koniec drogi!!! Okazało się, że droga była zalana, ponieważ znajdowała się na bagnach :-) a nam nie chciało się wracać i postanowiliśmy obejść te bagno dookoła przez pole. Kiedy przeszliśmy przez pole i znaleźliśmy się po drugiej stronie tejże zalanej drogi, okazało się że dalej nie ma drogi tylko same łąki i pastwiska!!! I co dalej? A no poszliśmy prowadząc rowery dalej tymi mokradłami z nadzieją, że znajdziemy jakąś drogę, bądź inne wyjście. W jakim byliśmy błędzie okazało się jakieś 2km. dalej kiedy to doszliśmy do RZEKI!!! Ręce opadły wszystkim po tym widoku, ale pojawiła się nadzieja kawałek dalej, ponieważ dostrzegliśmy jakiś wiadukt przez rzekę. Doczłapaliśmy się tam z nadzieją że będzie prowadzić tam jakaś droga na tym wiadukcie. Wdrapałem się na ten wiadukt, patrzę a tam TORY KOLEJOWEEEEE!!!! No ale nic trzeba było się jakoś wydostać z tego buszu, zważywszy na to że zauważyłem w oddali jeżdżące samochody. Przedostaliśmy się przez ten wiadukt na drugą stronę i przeszliśmy jeszcze ze 2km. tymi łąkami i udało się wydostać na trasę prowadzącą do Pawłowa Skockiego. Dalej już bez większych przygód jechaliśmy lasami przez Dzwonowo, Głęboczek, Boduszewo, Zielonkę, Kamińsko, uroczysko maruszka do Kicina i do Koziegłów na pizzę, skąd każdy wrócił do domu. Ja pojechałem do Wierzonki. Niestety gdzieś po drodze zgubiłem moje ulubione okulary:-(
Jak zwykle trasa wiodła po Puszczy Zielonce. Dużo trasy było po lasach. Wierzonka- Dziewicza G. - Owińska - lasy - lasy - lasy i na Dziewiczą Górę i przez Czerwonak - Kicin do Wierzonki gdzie leży moja hacjenda.
Kolejny dzionek spędzony na Dziewiczej Górze. Ostro sobie pozjeżdżałem po leśnych bezdrożach. No ale żeby zjechać to najpierw trzeba wjechać więc dużo podjazdów było.
Dziś troszkę dłuższa eskapada po Puszczy Zielonce. Słońce pięknie świeciło, ale wiatr na odkrytych terenach nie dawał jechać. Ale na szczęście większość trasy prowadziła w lasach więc lajt!
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017