Z własnym ojcem, wybrałem się na wycieczkę wokół naszej rodzinnej Wierzonki. Z mojej strony wyglądało to tak, jakbym odkrywał moje rodzinne okolice od nowa, bo tyle się pozmieniało. Tata był dziś przewodnikiem i sprawdził się w tej roli celująco. Tym sposobem wyszło kółeczko przez Wierzonka - Wierzenica - Mechowo - Janikowo Dolne - Kicin - Ludwikowo - Dębogóra - Wierzonka. Było najlepiej, bo z tatą na rowerze, a cała reszta pod postacią zimna, wiatru i błota to tylko drobnostka.
Rower przyszykowany, odpowiedni ubiór zawdziany, kawa w termosie spakowana. Wypad we wspaniałej, jesiennej aurze nad Jezioro Lednickie, spowite mgłą, tak że drugiego brzegu widać nie było. Poza tym gdzieś w polu w Lednogórze widziałem setki żurawi. Czasu miałem na 3 dyszki i tyle też przejechałem i starczyło - mózg naładowany endorfinami, a na jak długo? Mam nadzieję, że na krótko...
Wycieczka w towarzystwie małżonki z Pobiedzisk do Kiszkowa, przez okoliczne wioski, wśród pól i łąk. Przyjemna choć czasem męcząca trasa, okazała się być strzałem w dziesiątkę, bo razem żeśmy czuli nogi wchodząc na piętro naszego apartamentu :-)
Kiedy ja ostatnio kręciłem sam z żoną na rowerze - nie pamiętam, ale dobrych kilka lat temu zapewne. Dziś nadarzyła się świetna okazja na 2 godzinną wycieczkę (Czaruś w przedszkolu), więc skorzystaliśmy z Anią z tej okazji w 110%. Naszym celem okazało się być dziś wspólne pokręcenie na rowerach po prostu. Obrałem zatem kierunek ku miasteczku Czerniejewo (Nadleśnictwo Czerniejewo), które okazało się być miejscem nawrotu, ale zanim dojechaliśmy do Czerniejewa, to przejechaliśmy przez ostęp tegoż nadleśnictwa, zahaczając o malownicze Jezioro Baba, przy którym z kolei nastąpiła krótka przerwa regeneracyjno - fotograficzna. Jazda bardzo lekka, ponieważ bez przyczepki, jednak wysoka temperatura dawała się we znaki zarówno mnie, jak i mojej żonie.
ździsie: Jezioro Baba
obalona brzoza w Jeziorze Baba
przystanek
Czyżby myszołów? daniele w Grabach
szuterkiem z Grabów do Czerniejewa
kościół w Czerniejewie
brama wjazdowa do zespołu pałacowego w Czerniejewie
Ze względu na panujące obecnie upały, najlepszym pomysłem na wspólną wycieczkę było dziś jakieś jeziorko, w którym można by się wspólnie z synkiem wypluskać. Padło na Jezioro Kołatkowsko - Stęszewskie. Po dotarciu do celu nastąpiła 2 godzinna przerwa na sporty wodne i potem ciężki, mozolny powrót pod wiatr i w ukropie.
Popołudniowa wycieczka w pełnym składzie, po okolicy Pobiedzisk. Ciepło, przyjemnie, powolutku i spokojnie.
ździś: czapla biała nad rzeką Główną
Ps. Małymi kroczkami, Czarkowi zbliża się dystans 2000 km spędzonych na obserwacjach naszego pięknego kraju w swojej, niezawodnej i wygodnej przyczepce. Myślę, że przekroczenie tego dystansu nastąpi jeszcze w tym sezonie, bo zostały jeszcze 2 miesiące względnie dobrej pogody. A nawet jeśli się nie uda w tym sezonie, to w przyszłym na pewno - szczególnie, że będzie to jego ostatni sezon ''przyczepkowy''. Czas płynie szybko,...synek rośnie i już potrafi jeździć samodzielnie na rowerku z pedałami i z kółkami bocznymi, więc powolutku, ze spokojem będzie trzeba wdrażać młodego do jazdy przy naszym boku. Oczywiście na początku króciutkie dystanse, potem na dyszlu i tak po kolei...A potem może rodzice w końcu będą mieli czas na jakieś solowe, dłuższe wypady.... pozdrower
Wycieczka rodzinna, oczywiście z synkiem w przyczepce z Żywca do Węgierskiej Górki, fragmentem ścieżki rowerowej wzdłuż rzeki Soły czyli Velo Soła. Mieliśmy w planach pokonanie całej trasy do Rajczy, jednak warunki pogodowe, czyli niemiłosierny upał zweryfikował nasze zapędy i musieliśmy zadowolić się metą we wspomnianej Węgierskiej Górce, czyli mniej więcej w połowie trasy. Ale nie ma tego złego, ponieważ miałem z synkiem czas na orzeźwiającą kąpiel w rzece Soła, co było dla nas największą i niezapomnianą przygodą. Trasa troszkę nas rozczarowała, zważywszy na pompatyczne opisy w internecie, ponieważ mało co było ścieżek dla rowerów, a więcej wertepów i ruchliwych dróg samochodowych, gdzie znów towarzyszył nam stres. Pokonanie całej trasy pewnie nie sprawiłoby wielkiego problemu, przy jeździe solo, jednak z bagażem w postaci synka w przyczepce to już zupełnie inna bajka. Cieszy fakt, że pojeździliśmy wspólnie po nieznanych nam terenach, wśród gór i przy pięknej rzece, jaką niewątpliwie jest Soła, a kąpiel w tym górskim potoku, to był sztos!
Echhhh! Mógłbym rozpisywać się godzinami nad pięknem tamtejszych terenów, ale niech wystarczy kilka wstawionych zdjęć. Mogę tylko powiedzieć, że wycieczka odbyła się w towarzystwie żony i synka w przyczepce, a jakżeby inaczej i przebiegała wzdłuż przepięknego Jeziora Żywieckiego w Beskidach. Choć nie obyło się bez niedogodności, to widoki towarzyszące podczas przemierzania szlaku wszystko rekompensują. Warto wspomnieć o ów niedogodnościach, którymi okazały się być braki ścieżek dla rowerów. Większość trasy biegła niestety ruchliwymi drogami, gdzie sznur aut zdawał się nie kończyć i jazda z dzieckiem w przyczepce sprawiała wiele stresu. Od strony Żywca jednak ścieżka dla rowerzystów ciągła się dobrych kilka kilometrów i to podobało nam się najbardziej. Ogólnie Beskidy zrobiły na nas takie wrażenie, że już od teraz będziemy kierować nasze górskie wyprawy właśnie w tamte fyrtle. Ps. Mimo że nie kręcę już tak intensywnie, jak to miało miejsce przed wielu laty, to i tak muszę się pochwalić, że jestem nadal koniem, bo ciągnąc 40kg pod tamtejsze podjazdy nie sprawiało mi to jakiegoś większego problemu - tzn. lekko nie było, ale podjeżdżałem 1x1, byle do przoduuuuuuuu! :-)
ździsie: promenada w Biernej z widokiem na Beskid Śląski
Wycieczka rodzinna, z Czarkiem w przyczepce dookoła Jeziora Wolsztyńskiego, z zahaczeniem o kąpiel w tym jeziorze i słynną parowozownię na końcu. Było miło i ciekawie.
ździsie: na trasie
Jezioro Wolsztyńskie
Szlak Żurawi dookoła Jez. Wolsztyńskiego
Pałac w Wolsztynie
promenada nad Jez.Wolszytńskim
Parowozownia Wolsztyn
Parowóz "Piękna Helena"
Polecam odwiedziny tego kolorowego miasteczka - jest super!
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017