Wreszcie spadł śnieg i zrobiło się biało i zimno, czyli tak jak zimą w Polsce być powinno. A ja bardzo lubię taką aurę na rowerze i nie przepuszczam okazji na śnieżne wyrypy (jak mam oczywiście czas).Ubrałem się zatem w odpowiedni strój, do plecaka zapakowałem termos z gorącą kawą i jazda do Parku Krajobrazowego Promno.
trasa:
Bawiłem się świetnie i nawet nie zmarzłem, choć na niektórych odcinkach śnieg ostro zacinał, a mrozik szczypał po twarzy. Już dawno nie jeździłem w śniegu i mimo wszelkich niedogodności jak ślizgawka i lód to dzisiejsza, śnieżna wycieczka sprawiła mi wiele radości. Co tu dużo gadać, polecam spróbować samemu.
ździsie: Park Krajobrazowy Promno
DDR Pobiedziska - Kapalica
PK Promno
PK Promno
Jezioro Baba w Jeziercach.
nie wymiękam :-)
Jak one to robią, ze nie jest im zimno....?
Iwno. Niektóre z tych dzieci pierwszy raz w życiu śnieg na oczy zobaczyły.
Glinka Duchowna
Na drodze w Buszkówcu mała zawieja.
Konie w Buszkówcu jadły śnieg :-)
Czyżby koniec świata? Nie to tylko pole w Kociałkowej Górce :-)
Droga z Rujscy do Wiktorowa.
Tak było :-)
Komentarze (5)
Świetna seria zdjęć! Przy takiej ilości fajnie śmiga się rowerem, jeszcse jak drogi odśnieżone. U mnie nie dość, że śniegu trzy-cztery razy tyle było to przez mało które drogi przejechał pługi.
Dzisiaj warunki super były do jazdy na rowerze - niby zimno ale do domu nie chce się wracać bo tak fajnie jest w śniegu poza miastem :) Jutro będzie jeszcze lepiej bo dojdzie słońce.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017