Dziś znowu Słońce przywitało dzień swoim blaskiem, więc wsiadłem na rower i pojechałem lasem do pracy. Temperatura powyżej zera i świecące Słońce dawały niekiedy uczucie ciepła, dlatego jechało się przyjemnie, tylko szkoda że do pracy mam tak blisko... Rano na drogach utrzymywała się jeszcze milimetrowa warstwa śniegu, a podczas powrotu znikła w niepamięć po lekkim deszczyku.
Ależ piękny wschód Słońca obudził mnie dzisiejszego dnia. Za oknem wszystko było białe od szronu i to zmotywowało mnie do odwiedzin pracy rowerem. Wychodząc z domu poczułem prawdziwość zimowej świeżości :-) Podczas powrotu załapałem się na pierwszy śnieg w tym roku :-) Także było ciekawie... Szron na łące we Wierzonce Wierzonka - droga do Kobylnicy Wieczorem troszkę się zabieliło
Wyjechałem przed siebie i tym sposobem odwiedziłem oprócz gminy w której mieszkam, także gminę Kostrzyn i Pobiedziska. Jazda bez większych przygód, no może poza spotkaniem ze śpiącym trznadlem na drodze. Ptaszek był jakiś osłabiony i nic nie robił sobie z mojej obecności, co też wykorzystałem na cyknięcie mu fotki. Gdy jednak nadjeżdżał samochód, wziąłem biedaka w garść i przeniosłem z dala od drogi, wtedy poderwał się do lotu i odfrunął :-))) Słaby ze mnie ornitolog, ale że to trznadel to wiem na pewno. Te ptaki zimują u nas, ale spotkać go z takiego bliska jest całkiem trudno. Mrozu dziś nie było, ale ogólna szarość nie rozpieszczała zmysłów. Co tu dużo pisać, zapraszam do skromnej galerii.
Trasa:
ździsie:
Wierzonka - widok z oddali
Pagórkowaty teren w Katarzynkach
Z tej górki wycisnąłem, bez większych problemów dzisiejszego Vmaxa - 50km/h
Teren podmokły w dolinie Cybiny - Uzarzewo
Nieczynna gorzelnia w Gwiazdowie
A oto zmęczony trznadel. Przeniosłem biedaka z dala od drogi...
Postanowiłem podjechać do sklepu rowerowego Cyklotur w Poznaniu, w celu nabycia drogą kupna zimowych ocieplaczy na buty, bo przecież zima idzie wielkimi krokami, a żeby jeździć w mrozie trzeba być zaopatrzonym w odpowiednią odzież. Owe ocieplacze kupiłem, z czego jestem bardzo zadowolony, gdyż spełniają wszystkie moje oczekiwania, w przeciwieństwie do poprzednich z Shimano, które ewidentnie przy niskich temperaturach nie radziły sobie tak jakbym sobie tego marzył. Padło na Endura MT500 i podaję nazwę gdyby ktoś szukał świetnego sprzętu za rozsądną cenę. Oczywiście zaraz po wyjściu ze sklepu ocieplacze wsunąłem na buty i przy dzisiejszej temperaturze oscylującej około 2*C stopy aż mi się grzały - więc malina :-))) Jednak na rozsądniejsze opinie poczekam do większych mrozów.
Jeśli chodzi o samą trasę, to w sumie nic ciekawego napisać nie mogę, bo każdy wie jak wygląda jazda rowerem przez cały Poznań. Do tego spore zamglenie i ogólna szarość. Nawet zdjęć specjalnie czemu robić nie było. Jednak z najciekawszych miejscówek jakie dziś odwiedziłem warto wspomnieć o lasku marcelińskim, który odwiedzony przeze mnie po raz pierwszy zaskoczył mnie bardzo pozytywnie, oraz wlot nad Jezioro Rusałka, którego już parę latek nie nawiedzałem. Ogólnie kręciłem się po ścieżkach rowerowych, ulicach i czasem chodnikach...
Dzisiejszy wyjazd trudno nazwać wycieczką, ale co sobie pokręciłem, to sobie pokręciłem, a zakupione ocieplacze są pozytywnym aspektem tego wypadu, w końcu dziś "mikołajki" :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017