Wyjechałem przed siebie i tym sposobem odwiedziłem oprócz gminy w której mieszkam, także gminę Kostrzyn i Pobiedziska. Jazda bez większych przygód, no może poza spotkaniem ze śpiącym trznadlem na drodze. Ptaszek był jakiś osłabiony i nic nie robił sobie z mojej obecności, co też wykorzystałem na cyknięcie mu fotki. Gdy jednak nadjeżdżał samochód, wziąłem biedaka w garść i przeniosłem z dala od drogi, wtedy poderwał się do lotu i odfrunął :-))) Słaby ze mnie ornitolog, ale że to trznadel to wiem na pewno. Te ptaki zimują u nas, ale spotkać go z takiego bliska jest całkiem trudno. Mrozu dziś nie było, ale ogólna szarość nie rozpieszczała zmysłów. Co tu dużo pisać, zapraszam do skromnej galerii.
Trasa:
ździsie:
Wierzonka - widok z oddali
Pagórkowaty teren w Katarzynkach
Z tej górki wycisnąłem, bez większych problemów dzisiejszego Vmaxa - 50km/h
Teren podmokły w dolinie Cybiny - Uzarzewo
Nieczynna gorzelnia w Gwiazdowie
A oto zmęczony trznadel. Przeniosłem biedaka z dala od drogi...
Widok z drogi Kostrzyn - Pobiedziska
Moja skromna osoba ;-)
Dziękuję i pozdrawiam.
Komentarze (5)
Marek - No to rzeczywiście lekka kaszana :-( Pozostaje mi tylko życzyć Panu szybkiego powrotu do pełni zdrowia. Do gwiazdki będzie ok!
Za ptaszka szacunek:) A ja siedzę przez głupią lekarkę w domu, przepisała mi antybiotyk na anginę i nie powiedziała ze mam brać osłonę. I teraz leczę zapalenie grzybiczne gardła, które dostałem od tego antybiotyku - masakra.
Kurde, jeździliśmy dzisiaj po swoich śladach. Byliśmy razem z Jurkiem nawet na Twoich włościach. Szkoda, że się nie zgadaliśmy, byłaby okazja aby razem trochę pokręcić.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017