Wpisy archiwalne w miesiącu

Marzec, 2017

Dystans całkowity:1064.27 km (w terenie 281.21 km; 26.42%)
Czas w ruchu:56:01
Średnia prędkość:19.00 km/h
Maksymalna prędkość:59.57 km/h
Liczba aktywności:23
Średnio na aktywność:46.27 km i 2h 26m
Więcej statystyk

Terenowe okolice Wierzonki

Niedziela, 5 marca 2017 · Komentarze(8)
Kategoria 40-100 km
Dziś wraz z Anią i tatą, wybrałem się na rundę po okolicy Wierzonki, zahaczając o ciekawsze miejscówki na polnych drogach w okolicy Wierzenicy i leśnych duktach w Puszczy Zielonce. Była to stricte niedzielna wycieczka, skąd zatrważająca średnia, ale jeśli chodzi o aspekt fizyczny, to lepiej dziś być nie mogło, bo po wczorajszej prawie stówie, nogi pracując odpoczywały.

oto trasa:

ździsie:

Moi towarzysze z widokiem na dwór w Wierzenicy


żurawie


sarny


Dziewicza Góra


podjazd w Janikowie


przebiśniegi na Maruszce w Puszczy Zielonce


przy ogromnym buku w uroczysku Maruszka

Super rowerowy weekend wyszedł...myślę, że więcej ciekawostek z dzisiejszej wycieczki wstawi Ania, ale to jutro pewnie, więc z góry zapraszam do niej...



Z Anią na tarczy olbrzyma.

Sobota, 4 marca 2017 · Komentarze(8)
Kategoria 40-100 km
Uczestnicy
Wybraliśmy się dziś wspólnie z Anią na spontaniczną wycieczkę. Wyprawa okazała się być tak przyjemna, że ot tak, bez większego zmęczenia nakręciliśmy prawie sto kilometrów - takie spontaniczne wycieczki bardzo mnie czasem zadziwiają swoim zasięgiem :-)
Umownym celem była mała wieś Sokolniki w gminie Kłecko. Sokolniki - ponieważ znajduje się tam pewna atrakcja, którą odkryłem parę lat temu, jadąc na wycieczkę do Rogowa i którą to chciałem pokazać Ani.. A co to za atrakcja, to napiszę w dalszej części, niemniej jednak trasa okazała się być usłana ciekawostkami, a w przejechaniu takiego dystansu w dużej mierze pomogła nam wiosenna wręcz pogoda, którą zapewne wykorzystał dziś nie jeden rowerzysta, czego przykładem może być miłe spotkanie po drodze Seby i Wazy , którzy cięli szosę swoimi przecinakami :-)

Fotorelację zacznę od wstawienia trasy na mapie.

Krótko po wyjeździe, odwiedzamy Pałac w Fałkowie. Widok opuszczonego zabytku bardzo mnie zmartwił, zważywszy na to iż kilka lat temu odwiedziłem to miejsce rowerem, zastając budynek w całkiem niezłym, zamieszkanym stanie. Dziś to niestety obraz rozpaczy.

Pałac w Fałkowie

Jadąc dalej, zatrzymujemy się w miejscowości Dębnica, na szlaku kościołów drewnianych. Tutejszy kościół zbudowany został w 1726 roku. Przed świątynią trwały prace porządkowe i pewien człowiek widząc turystów, otworzył nam drzwi od przedsionka, skąd mogliśmy zrobić zdjęcie wnętrza.

Kościół drewniany w Dębnicy


Wnętrze kościoła w Dębnicy

Przejeżdżając spokojnym tempem, zawitaliśmy w Działyniu, gdzie zjechaliśmy nad tutejsze Jezioro Działyńskie w celu zrobienia sobie pierwszego, wspólnego zdjęcia dzisiejszej wycieczki, bo jak wiadomo lubię jeziora - dla mnie są one niewątpliwymi atrakcjami moich wycieczek i Ani na szczęście powoli też.
W Działyniu robimy sobie także krótką przerwę na pogawędkę ze wspomnianymi Sebą i Wazą, którzy wracali akurat naszą trasą. Bardzo miło było Was spotkać chłopaki - zdjęcie wyślę Wam na priv.

Ania & Grigori nad Jeziorem Działyńskim


Spotkani w Działyniu: Waza i Seba.


Jak się dobrze przyjrzycie, to z Działynia da się dostrzec wieże katedry w Gnieźnie.

W drodze do Sokolnik, do przejechania mieliśmy kilkukilometrowy odcinek polnej drogi, na której zalegało jeszcze sporo błota. Nie ominęła nas zabawa z omijaniem kałuż i grząskiego błota, ale za długo to nie trwało. Przed Sokolnikami zjadam swojego imiennika w postaci czekoladowej :-)

jem grześka


Polna przeprawa. Ciekawe jest to, że wsi w której ta droga się zaczyna, czyli Bojanice nie ma na mapie! W każdym razie tam na końcu są Sokolniki.


Uwielbiam jazdę w terenie - ale nie w takim :-) Tam z tyłu to chyba Bojanice.

No i jesteśmy w Sokolnikach - cel osiągnięty. Pozostało nam podjechać pod tutejszy drewniany kościółek z przepiękną wieżyczką i zrobić fotkę. Ten drewniany kościółek wzniesiony został w latach 1682 - 1712.
Ale dla mnie największą atrakcją tej wioski, a zarazem celem naszej wycieczki jest pomnik przyrody - wielki głaz narzutowy z granitu - "tarcza olbrzyma", jeden z największych w Wielkopolsce o obwodzie 16,5 metra. Na polanie przed głazem robimy sobie postój i szykujemy się do drogi powrotnej.

Drewniany kościół w Sokolnikach


Kowal Jurek już chyba jednak nie świadczy usług.


Ania & Grigori przed tarczą olbrzyma w Sokolnikach


Ania na tarczy :-)

Trasa powrotna przebiegała równie miło i spokojnie jak trasa dojazdu, choć więcej było wiatru czołowego. Przejechaliśmy przez Kłecko, podjeżdżając nad Jezioro Kłeckie, następnie wstąpiliśmy nad Jezioro Gorzuchowskie.
Najładniejszym pałacem, mijanym po drodze był ten w Zakrzewie - piękna architektura i doskonałe zagospodarowanie terenu wokół. W Zakrzewie naszą uwagę przykuwa jednak budynek, którego dawne przeznaczenie było zgoła inne - gorzelnia, której architekturę mogę nazwać dziś niedostrzeganą.

Sarny


Powóz konny w Kłecku


Centrum Kłecka


Wypływająca z Jeziora Kłeckiego Rzeka Mała Wełna


Jezioro Gorzuchowskie


Pałac w Zakrzewie


Pałac w Zakrzewie od frontu


Dawna gorzelnia w Zakrzewie

To by było na tyle i po tak świetnej wycieczce należy się regeneracja. Daliśmy dziś z Anią spontaniczny wycisk nogom. Do następnego.

praca + kapeć

Piątek, 3 marca 2017 · Komentarze(3)
Kategoria dpd
Miała być przejażdżka zaraz po wyjeździe z pracy i prawie mi się to udało, gdyby nie złapany kapeć na poboczu drogi krajowej. Na domiar tego, przebiłem dętkę w dwóch miejscach, a łatkę miałem tylko jedną - tą ostatnią właśnie. Cóż....tak chyba musiało być. Do domu wróciłem autem z rowerem w bagażniku.


Drut w oponie