W planach miałem krótki wypad, tak dla zasady i kiedy tylko rano wstałem poczyniłem kroki w celu ziszczenia założonego zadania. Kiedy to właśnie zdążyłem dojść do siebie, mój telefon zawibrował energicznie, niosąc przy okazji wiadomość od kolegi Darka, szykującego się właśnie do przejażdżki. Umówienie się z Darkiem poszło sprawnie i po godzinie kręciliśmy korbami po niedalekiej okolicy. Czas na rowerze w towarzystwie dzisiejszego kompana upływał pod znakiem na tyle ciekawych rozmów, że ani nie widzieliśmy jak mamy ubłocone rowery, gdyż drogi jakimi jeździliśmy były w większości gruntowymi oraz leśnymi. Ale jak wiadomo przy asfaltach rzadko można natrafić na coś ciekawego - bynajmniej moim okiem, dlatego błockiem się nie przejmowaliśmy, a i kilka ładnych miejscówek odwiedziliśmy.
Coś w ten deseń: Darek i Grigor
Polna droga z Kicina do Wierzenicy (droga krzyżowa)
Takie piękne, rzeźbione stacje drogi krzyżowej na drodze Kicin - Wierzenica.
Kościół w Wierzenicy - jeden z najstarszych kościołów drewnianych w Polsce. Więcej info o kościele tutaj.
Dworek w Wierzenicy widziany z Alei Filozofów.
Żeby tak pięknie nie było, to po przyjeździe do domu zaczęło mnie lekko w kościach łamać. Mam nadzieję, że nic poważnego z tego nie wyjdzie. Kuruję się. Dziękuję za uwagę.
Ależ ja doceniam piękno lasu. Tylko w drodze do Twojego mam jakieś 20 kilosów w jedną stronę :) ale naprawdę wystarcza mi jako przedsmak choćby genialny szosowo-leśny kawałek Kobylnica-Wierzonka. Uwielbiam :)
Trollking - Tak jak mówisz - Ciekawy jest las, a nie asfalt, a skoro las jest ciekawy to zapraszam do tego lasu, w którym obcując nie powiesz, że tam na granicy lasu znajduje się piękny i ciekawy kawałek asfaltu :-) Jeśli o kościoły drewniane chodzi, to rzeczywiście mamy się czym w WLKP chwalić.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017