Ostatnio zaniepokoiły mnie jakieś dziwne stuki - puki dobiegające z korby. Dlatego wiele się nie zastanawiając postanowiłem przejść do działania. Odwiedziłem dziś sklep rowerowy Cyklotur, aby przypomnieć im o sobie :-) W bardzo przyjemnej cenie udało mi się nabyć specjalny klucz do łożysk w systemie Hollowtech II, oraz taki plastikowy element, potrzebny do demontażu plastikowej nakrętki przy ramieniu korby. Do kompletu kupiłem także nowe łożyska w razie gdyby zaszła potrzeba ich wymiany.
Po zapoznaniu się z zakupami nie pozostało mi nic innego jak wziąć się za robotę, a przyznam że jeszcze nigdy nie bawiłem się z montażem korby w systemie Hollowtech II. Chciałem zaoszczędzić na kasie i czasie w wypadku gdybym miał oddać rower do serwisu, dlatego zacząłem robić to sam i szczerze mówiąc to żadna filozofia ludzie. Przed robotą obejrzałem kilka filmików jak się to robi i wystarczy zachować pewną procedurę i wszystko idzie jak z płatka.
Odkręcenie starych łożysk poszło zwinnie i przyznam, że zdziwiłem się ile w środku mufy jest syfu, ale wszystko ładnie wyczyściłem, nasmarowałem i po tym przystąpiłem do ponownego wkręcania starych łożysk....a tu zonk - wkręcanie szło do pewnego momentu dobrze, na oko jakieś 2mm. potem gwinty łożysk jakby nie chciały zatrybić z gwintem w mufie...mówię co jest? Nie wiem, ale nie chcąc uszkodzić ramy wkręcaniem łożysk na chama, wyjąłem nowe łożyska. Te wkręcały się idealnie na "0" potem wystarczyło użyć wspomnianego klucza, aby dokręcić z odpowiednią mocą i łożyska siedziały jak należy. Zaznaczam, że nie posiadam klucza dynamometrycznego, który precyzuje z jaką siłą należy prawidłowo dokręcić łożyska, dlatego zrobiłem to na tzw. czuja i myślę, że zmieściłem się w normach :-))) Potem już pozostało włożenie obydwu ramion i dokręcenie tej plastikowej nakrętki oraz śrubek imbusowych i po robocie. Korba działa pięknie i stuki zniknęły :-)
Teraz już wiem jak się to robi i mimo moich obaw to robota bardzo prosta i szybka, wystarczy mieć te klucze i troszkę rozgarnięty łeb :-) W starych łożyskach, których nie mogłem ponownie wkręcić dopatruję się tych dziwnych dźwięków, bo teraz już nic nie strzela....Ale w sumie głowy urwać sobie nie dam, bo dopiero przy dłuższej trasie będę mógł powiedzieć jak sprawuje się teraz korba - mam nadzieję, że będzie dobrze.
Siano zaoszczędzone i czas też, czyli cel osiągnięty, a i ja się czegoś nauczyłem przy okazji. Teraz mogę nawet służyć pomocą techniczną w razie czego :-) No i klucze przydadzą się w przyszłości na pewno.
Trzeba uważać przy wkręcaniu, gwint jest drobny więc łatwo obrobić... Ja już wszystko przychodziłem, łącznie z montażem misek na odwrót, pomyleniem ilości podkładek (hehe), płykanie łożysk i ponowne ich smarowanie... Fajna sprawa, ale zauważyłem, że jak już raz rozkręcisz to potem trzeba tam często zaglądać, ale może to wina właśnie braku klucza dyn....
Moje stare hollo... wytrzymały ponad 18.000 km. Wymieniłem je dwa tygodnie temu,bez spec.kluczy. A jeśli idzie o serwis to ten element w Giant-cie robią za 15,- , lub pożyczą klucze za friko.
Robiłem to samo tydzień temu. :) Stare łożyska zarżnąłem na pogórzu (przebieg miały 7500 km) - skrzypiały jak hamujący pociąg. Dodam, że nigdy nie myję roweru karcherem, ani nawet z węża. Jeden błąd jaki popełniłem przy wymianie, to że dałem tylko 1 podkładkę od strony napędu, co po skręceniu spowodowało wypchnięcie łożyska z miski, ale dało się naprawić. :D Klucz kupiłem za 21 zł z Allegro (nadal facet je sprzedaje widzę).
generalne warto wydać kasę na lepsze. ja firmowo miałem w szosce tanie i wytrzymały tylko 4,5 tysia - a różnica w cenie jest 50 do 110 zeta. No i weź pod uwagę że jednak szoska ma bardziej czyste warunki jazdy, ale mechanik mi powiedział że te tanie łożyska tak mają - tylko tyle wytrzymują.
E to do wymiany - na nich jest napisane że się ich nie serwisuje. Czyli jak je zajedziesz wymieniasz i luz - w sumie wytrzymują wiele kilometrów więc luz.
jako tako nie wyczułem większego luzu, ale może jakiś baaardzo malutki już się zrobił po tylu tysiącach km i może to było przyczyną tych stęków....ale tak na oko nie zauważyłem wielkich luzów
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017