Krótko, terenowo z kolegą
Adama rower prawie się rozleciał, ale i tak się chłopak cieszył, że ten dzień zakończył się inaczej niż zwyczajne szare i nieciekawe dni... a ja choć miałem dziś nie jeździć, to na siodło wskoczyłem, bo starym, porządnym kumplom się nie odmawia wspólnej przejażdżki. Odstąpiłem mu Felta, a ja jechałem jego zmęczonym rowerem, którym cóż.....jechać się nie dało, ale jakoś się dokulaliśmy do Wierzonki :-)
A teraz powiem coś od siebie: "Wokoło kręci się mnóstwo małych ludzi, różnych cwaniaków, wszystkowiedzących, nie mających swojego życia, cyników i prześmiewców nie rozumiejących tego, że ktoś ma pasję- olewam ich i po cichu śmieję się im w twarz robiąc swoje, jeżdżąc na rowerze gdzie chcę i z KIM chcę, dlatego szacunek dla wszystkich, którzy mają swoje życie, a poza tym zgadzają się od czasu do czasu przejechać ze mną parę kilometrów - PEACE LUDZIE"

Za dzieciaka jeździliśmy z Adamem więcej kilometrów© grigor86




