Po 16:00 naszła ochota na rower...tylko solo jakoś tak motywacji nie było największej do dłuższej przejażdżki. No to szybki telefon do Michała, który na szczęście wyraził aprobatę i po chwili jechaliśmy już z uśmiechniętymi gębami po suchutkim asfalcie. Podczas jazdy wiater zapodawał po twarzy, a kwiaty nie pachły. Jechało się mimo to miło i przyjemnie i km. mijały w mgnieniu oka, myślę że przyczyną tego były nie przestające dziamać nasze gęby :-) Fajnie, że Michał ze mną dziś wyjechał, bo szczerze mówiąc nie chciałoby mi się w samotności kręcić tego kółka, a tak to jest 50 i błogostan w nogach. No i trzeba Panie Michale częściej tak sobie wyjeżdżać ;-)
Tempo choć nie maratonowe, to całkiem przyzwoite, ale jak się jedzie po asfalcie to nie da się wlec :-) No i te nasze bezszelestne korby i ten lekki bzyk opon na asfalcie - istna poezja :-) Po drodze minęliśmy kilku sportowców, np.kilku rowerzystów i jedną śliczną biegaczkę - pozdrówka Milenka :-)))))))
Takiej asekuracji z powietrza nie chcę nigdy. To LPR, Lotnicze Pogotowie Ratunkowe, najczęściej wiozą do szpitala ludzi w bardzo ciężkim stanie, ludzi do przeszczepów, narzady do przeszczepów. Zawsze się śpieszą...bo czas w każdym przypadku odgrywa najwaźniejszą rolę.
Śniegu widzę, że w Twojej okolicy ubywa. Pozostaje się z tego faktu tylko cieszyć :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017