Jako że święta pełną parą, to ruchu na ulicach nie było, dlatego przyjemnie i bezstresowo wybrałem się pożegnać marzec po okolicznych asfaltach. No może jeszcze dlatego po asfaltach, gdyż trochę czasu zajęło mi wczoraj doprowadzenie Felta do stanu użytkowania, po błotnej eskapadzie - żal było znów od razu upaprać go z powrotem ;-) Tak się jechało, raz z wiatrem, raz pod wiatr, raz z górki, raz pod górkę, przez wioski, suchutkim asfalcikiem, aż dojechałem do podswarzędzkiego Jasina. Ja ci patrzę, a tu na pięknej białej kolarce z3waza sobie napiera :-) Już nie wiem, czy mam się temu dziwić, że właśnie Jego napotykam po raz enty na swej ścieżce, ale to staje się całkiem powtarzalne hehe :-) w sumie to nawet jadąc zastanawiałem się w którym miejscu go spotkam :-) Koniec końców Marcin się pojawił i nawet mnie odprowadził w moje tereny, zmieniając nieco trasę swojego treningu :-) Pomknęliśmy przez Swarzędz, Kobylnicę miłym tempem, ja oczywiście jechałem w tunelu aero za nim haha, potem zawijasami przez wierzenicki 8% "podjeździk" i zawitaliśmy moją pachnącą mlekiem wioskę Wierzonkę. Potem stwierdziłem, że dokręcę troszkę więcej km. bo ostatnio rzadko zdarza mi się kręcić w towarzystwie i tak oto dojechaliśmy razem do wsi Kowalskie, gdzie dałem spokój :-) Marcin dał mi jeszcze rypa na swoim białym Corratecu i po tym ekscesie zakochałem się z lekka w kolarzówce! Tym się nie da wolno jechać! A jak to idzie.....bajka jednym słowem. Może kiedyś się dorobię podobnego sprzętu do śmigania na asfaltach, bo to na prawdę czysta przyjemność. No ale trzeba było wracać, bo czas leci szybko, a na mnie czekała moja ukochana, która mimo wszystko jest bardzo wyrozumiała dla mojego jeżdżenia :-)
Jak wróciłem do domu, to zaczęło prószyć, teraz jest już zupełnie biało i całkiem nastrojowo - szczególnie po obejrzeniu "Kevina" :-))) Także życzę wszystkim Merry Christmas! :-)))
z3waza - dobrze, że tacy idioci są :-))) gdynia94 - ja kasetę zdejmuję i każdą koronkę myję w płynie do czyszczenia silników i wbrew pozorom zbyt wiele czasu mi to nie zajmuje. To samo robię z łańcuchem, którego rozpinam i dokładnie w tym płynie szczoteczką szoruję. Potem dobry smar i pięknie, bezszelestnie to wszystko pracuje :-)
Kenhill - ja wiem że się mieszczą, najlepiej zminiać łańcuch pod kasetę tym bardziej że na szosę raczej należy założyć ciśniejszą bo po co np. 32 zęby z tyłu na asfalcie zwłaszcza w Wlkp
z3waza z szosowymi oponkami mieszczą się bez problemu, próbowałem już tego i nie jest to głupia opcja, jedynie kasety musiałby być równomiernie zużywane, albo jazda na kilku łańcuchach by zużycie ograniczyć :)
Rowerek wybłyszczony masz. Mój był taki tylko wtedy, gdy go kupowałem... Mazda totalna poracha, wolałbym już tego Garbuska a generalnie to wybrałbym twojego kolegi szosówkę ;-) Pozdrawiam
a swoją drogą najkrótszą drogą do sprawienia sobie szosówki jest zakup kół szosowych zaplecionych na piastach z tarczami. Podobną metodę zastosował min. mój znajomy Toadi. Jeden rower cztery koła i masz rower do pomykania po szosie - oczywiście to nie kolarka ale średnia rośnie. I na pewno szosowe koła 28 cali mieszczą się w góralu.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017