Powoli mam już dość tej zimowej jazdy...Ogólnie to cieszę się, że w Polsce mamy 4 pory roku i w każdą z nich staram się jeździć rowerem. Ale czuję, że tę zimę rowerowo wycisnąłem możliwie jak najmocniej i chciałbym już powoli zacząć jeździć po suchym terenie. Pozostaje tyko mieć nadzieję, że to ostatnie podrygi tej zimy, a dzisiaj jadąc rowerem miałem odczucie, jakbym jeździł w styczniu, kiedy do mojego nosa wpadało mega mroźne i świeże powietrze.
Jeśli chodzi o dzisiejszy wypad, to po prostu pokręciłem się po lasach. Miał to być króciutki trip na odświeżenie umysłu, a wyszedł niezły trening, bo jazda w tym śniegu do najlżejszych nie należy, a ja wjeżdżałem jak zwykle w takie drogi, że quadem ciężko by było jechać :-S Nogi teraz czuję i nawet się nieźle zmęczyłem. Ale najważniejsze, że codzienna dawka sportu została zażyta w najlepszy jak dla mnie sposób - na rowerze!
Zdjęć mało, żeby nie dolinować niektórych umierających z tęsknoty za wiosną :-)
Jest wiele ładnych fotografii zimowych, kontrast miedzy białym śniegiem a niebieskim niebem. Przeróżne pejzaże krajobrazy ale ............ Fotka z nawianym śniegiem na ulice i pola po bokach mnie Rozwala zawsze i teraz też , ma swój klimat a ja taki klimaty uwielbiam
Oj Grigor - nawet Tobie widzę kończy się optymizm :) Mnie szczerze powiedziawszy wnerwia to strasznie - miałem w planach jakiś porządny dystans... a tu masz. Wczoraj przeglądałem swoje wpisy z zeszłego roku - 17 marca pierwszy raz wyjechałem "na krótko"...
Dzisiaj dałem sobie spokój z jazdą. Wiało i nadal wieje tak, że szkoda gadać. Od godziny 13 doszły do tego intensywne opady śniegu. W połączeniu z wiatrem dają świetny efekt...termometr pokazuje - 5 a odczuwalna - 15, więc przedwiosnie mamy jak się patrzy..heh W "moich lasach" stary śnieg i lód nie zdążył stopnieć a dzisiaj białego puchu jeszcze przybędzie... Zdjęcia świetne a trzecie szczególnie...można "poczuć" ten wiaterek. Pozdrawiam
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017