Drugi dziś wypad, tym razem celem było dojechanie do oddalonych o 10km. Biskupic, gdzie znajduje się myjka ciśnieniowa, bo z nygustwa nie chciało mi się myć roweru ręcznie....wiem, wiem myjka ciśnieniowa to nic dobrego dla roweru, ale robiłem to bardzo ostrożnie i z daleka... Wiatr wiał mocny w powrocie i moja prędkość znacznie zmalała, przyczyną tego zwolnienia są także opony, na których sobie od dziś śmigam :-)
Założyłem dziś rano, tak z ciekawości i dla próby nowe drutowe opony Kenda Nevegal 2.10, które leżą sobie w mojej graciarni już od kilku lat i stwierdzam, że ich rozmiar jest w rzeczywistości nieco grubszy, bo porównując je do moich Schwalbe RaRa w rozmiarze 2,25 to są one identycznie grube. No może w Kendach złudzenie robią te ogromne klocki boczne. Protektor tych opon jest tak terenowy, że jadąc asfaltem, wydają one tak basowy i wibrujący dźwięk, że czuć go całym ciałem, w terenie są idealne, czuć tę moc i twardość. Nadają się bardziej do ostrego jeżdżenia po górach, na kamieniach i w błocie, niż po moich delikatnych piaskach, o asfalcie nawet nie wspomnę, ponieważ opory toczenia są ogromne! Rower sam się zatrzymuje i są bardzo ciężkie, ale troszkę sobie na nich pojeżdżę w terenie, dopóki dopóty na obręczach moich kół nie zagoszczą zupełnie nowiutkie oponki, a jakie to będą gumy, dowiecie się wkrótce :-)))
c1ach - zgadłeś :-))) gello1 - jeszcze troszkę i będą moje :-) daVe - Jak będę skjładał sobie zimowkę, to te Kendy założę - na błoto i śnieg jak znalazł, a tymczasem czekam na nowe Conti Race Kingi. klosiu - Ja sprawiam sobie zwijane RK tylko w rozm.2.0 - będą idealne do mojego pomykania :-) kundello21 - No masz rację, w terenie są nie dao zajechania. Kenhill - Prawie się nie mieszą w widelcu, jest jakieś 1-2 mm. od rury ;-))) A ta kolekcja to repliki samochodów sportowych w skali 1:18 - moje stare hobby ;-) kamilzeswaja - dobrze obstawiasz, ale już kupiłem za fajną cenę na allegro ;-) Cykloturowi już nie ufam. surf - opony są kozackie, ale za potężne jak dla mnie...
Jak do downhillu :). W góry jako napędówka na pewno świetna. Na Wielkopolskę preferuję Race Kingi Supersonic 2.25. Drogie, ale przez trzy sezony nie udało mi się ich zajechać, ani przodu, ani tyłu. W piachu super, na lekkim błotku też od biedy sobie poradzą.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017