Miałem dziś tylko dojechać do Poznania w celu załatwienia pewnej sprawy...no i ją załatwiłem i potem pomyślałem sobie, że pora nie jest zbyt późna no i w drogę powrotną wybrałem się okrężną trasą. Tak sobie jechałem i jechałem i się oddalałem zamiast przybliżać do domu, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ponieważ strzeliłem sobie spory dystans, nie mając go w planach :-) Nogi dobrze podawały to się jechało, a i do domu wróciłem prawie nie zmęczony. Rower się oczywiście upaprał, bo od dróg gruntowych nie stroniłem, ale potem delikatnie go opłukałem na myjce i wyglądał OK! Po drodze minąłem się z kilkoma bikerami, pozdrawiając ręką, nawet tych którzy w Murowanej Goślinie spisywani byli na chodniku przez policjantów :-(
Ogólnie to na drogach jest jeszcze niezła breja, na asfalcie troszkę lepiej, ale to musi potrwać zanim wszystko się osuszy. Temperatura znośna, choć dolinowało mnie to szare, zamglone niebo.
Trasy nie wstawiam, bo dużo było nawrotek, błądzenia i takich tam...podam tylko, że przejeżdżałem przez: Bogucin, Poznań, Radojewo, Biedrusko, Bolechowo, Raduszyn, Przebędowo, Murowana Goślina, Czerwonak, Kicin, Wronczyn, Tuczno...
Niektóre zdjęcia nie najlepszej jakości, bo mi jakiś syfek utkwił w obiektywie:
Dynio - nie rozumiem :-S Mati1992 - Dziewicza Góra wznosi się na 143m.n.p.m. ale samego przewyższenia nie jest tam zbyt wiele, bo chyba coś ok.80m. A widok z Radojewa, przy lepszej widoczności jest rzeczywiście jednym z ładniejszych na te wzniesienie. sebekfireman - No tak sobię na chłopski rozum pomyślałem, że to raczej nie może być tegoroczny listek, tylko jakimś cudem uchował się przez całą zimę, w tej swojej pięknie - zielonej okazałości.
Zacny dystans jak na spontaniczny wypad. Dziewicza Góra wygląda na tych zdjęciach rzeczywiście całkiem okazale. Widać, że od strony Doliny Warty jest większa różnica wysokości.
jestem pod wrażeniem tej Twojej jak to określiłeś ''spontanicznej sety''. Graty!! :) ile m n.p.m. ma Dziewicza Góra? bo na fotach całkiem ciekawie wygląda :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017