"Nadejszła wiekopomna chwila", aby do pracy rowerem naparzać :-) Może troszkę wcześnie, bo zima jeszcze na całego, ale tak się złożyło że kilka spraw mnie do tego zmotywowało i po pierwszym dniu stwierdzam, że jest zajebiście i będę już jeździł codziennie :-) Do pracy jechałem możliwie jak najkrótszą drogą w terenie, a po pracy pojechałem sobie bardziej okrężną drogą asfaltową. Po powrocie do domu zjadłem małe co nieco i znowu wyszedłem na krótki objazd, gdyż teraz rower chodzi wręcz bajecznie i żal było, że do pracy mam tak blisko :-) Pozdrówka dla wszystkich.
Ja tam jeszcze chwilę poczekam z tymi dojazdami do pracy, bo szkoda mi rower niszczyć warszawską solą. Pomyśleć, że już niedługo będzie można znowu codziennie fundować sobie 55-kilometrową dawkę cyklozy do krwi :))
ramboniebieski - Dzięki, dzięki - jest na prawdę dobrze :-) Kenhill - Ochraniacz trzyma jak diabeł sołtysa! Reba jest kozacka wiem :-) kamilzeswaja - No ja na szczęście nie mam problemu z zostawieniem roweru w pracy :-) To jest duży plus :-)
Jak człowiek ma gdzie się przebrać i zostawić rower w bezpiecznym miejscu to można jeździć do roboty rowerem. Ja od marca będę znowu śmigał do pracy rowerami z systemu NextBike.
No brawko. Z tym amorem to się chce jeździć. Tak myślałem. I nie mówiłem, że nadejdzie ta chfiła? Dobrze, że nadejszla już teraz. Gratuluję męskiej decyzji. Pozdro.:)))
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017